
PRZEWORSK, PRZEMYŚL. Opiekunowie Domu Dla Dziecka w Ostrowie chcieli ukryć fakt pobicia swojego wychowanka?
– Prosili, żeby nie robić z tego afery – takie słowa miał powiedzieć do pełnomocnika rodziny Łączkowskich ich 15-letni syn Piotrek. Prawie rok temu decyzją sądu trafił wraz z trojgiem rodzeństwa do placówki opiekuńczo-wychowawczej w Ostrowie pod Przemyślem, a we wtorek 22 stycznia został pobity! Jak na ironię losu tego samego dnia sąd w Przeworsku uznał, że to w placówce dzieci będą bezpieczniejsze i nie wyraził zgody na ich powrót do rodzinnego domu.
Piotrek został pobity prawdopodobnie przez rówieśników podczas powrotu ze szkoły. Nie wiadomo czy było ono dotkliwe, bo chłopak nie chce o tym mówić. Faktem jest, że trafił do szpitala. – Był uderzany w głowę i w rękę, ma zaróżowiony ślad na policzku – mówi Jadwiga Łączkowska, matka chłopca. O całym zdarzeniu dowiedziała się dopiero dwa dni później, a po dotarciu do szpitala podpisała zgodę na dalsze badania syna.
O całym zdarzeniu próbowaliśmy zasięgnąć informacji w placówce, w której od prawie roku przebywają dzieci państwa Łączkowskich. – Nie mogę udzielać informacji dotyczących naszych podopiecznych. Potrzebna jest zgoda rodziców na piśmie – ucina nasze pytania Agnieszka Ustrzycka, dyrektor Domu Dla Dzieci w Ostrowie.
Co ciekawe, po zainteresowaniu się sprawą przez Super Nowości, jeszcze tego samego dnia pobity Piotrek zadzwonił do pełnomocnika swojej rodziny Jarosława Śliwińskiego. – Nie chciał mi nic powiedzieć o pobiciu, więc oni musieli być przy nim i kontrolowali tę rozmowę, tym bardziej że dzwonił z telefonu stacjonarnego ośrodka. Słychać było, że rozmawia pod pręgierzem opiekunów. Powiedział mi tylko, że prosili, żeby nie robić z tego afery – relacjonuje rozmowę Śliwiński. Co istotne, była to ich pierwsza rozmowa telefoniczna. Od kogo zatem Piotrek dowiedział się o zainteresowaniu się dziennikarzy jego sprawą?
Rodzice są przerażeni i oburzeni: – Jak to opieka, skoro pozwalają na pobicie naszego syna? Dodają, że w rodzinnym domu Piotrek nigdy nie sprawiał kłopotów, miał wielu kolegów, z którymi nigdy się nie bił. Oburzony jest też ich pełnomocnik. – W domu nikt go nie bił, a tu go biją, a na dodatek opiekunowie nie chcieli mi nic powiedzieć – mówi zdenerwowany.
***
Ograniczenie władzy rodzicielskiej nad małoletnimi dziećmi miało zapewnić im „prawidłowy rozwój” i „stabilizację”. Kto więc teraz ponosi odpowiedzialność za pobicie najstarszego syna państwa Łączkowskich? Czy ciosy, jakie otrzymał ich najstarszy syn rozejdą się, nomen omen, po kościach?
Arkadiusz Rogowski



8 Responses to "Odebrane rodzicom dzieci miały być bezpieczne, ale najstarsze zostało pobite!"