Ubawiła mnie czwartkowa wypowiedź nieco już zapomnianego Józefa Oleksego, byłego premiera. Otóż lewicowy polityk postanowił odnieść się do nagród marszałkowskich, które sami zainteresowani sobie poprzyznawali. Pan Józef powiedział w programie tvn 24 do redaktora Kuźniara mniej więcej tak: wysokie nagrody są być może kontrowersyjne dla Polaków i można z nich zrezygnować, ale w zamian trzeba będzie podnieść wynagrodzenie posłom, bo oni ciężko pracują.
Panie Premierze Były, rozumiem, że żyjemy w kraju, w którym każdy ma prawo do swojej opinii, a pańska będzie się solidaryzowała ze środowiskiem, z którego się pan wywodzi, i które też panu fundowało nagrody. Ale podzielę się z panem moja opinią. Sejm to jedna z nielicznych w Polsce “firm”, w której pracownicy decydują o konieczności przyznawania nagród. Więcej, to taka “fajna firma”, w której zatrudnieni rządzą i częstotliwością, i wysokością przyznawanych sobie nagród, a pracodawca nie ma nic do gadania. Pracodawcę pracownicy mają w głębokim poważaniu. Pracodawcy pracownicy każą oszczędzać, bo mamy kryzys i może zabraknąć na wypłaty. I najbardziej zabawne w tym wszystkim jest to, że pracodawcą jesteśmy my: wyborcy.
Wybieramy biurokratów na szczeblu centralnym oraz lokalnym i przez parę ładnych lat trwania ich kadencji nie mamy wpływu na jakość ich pracy i wysokość zarobków. Wybieramy radnych miejskich, którzy głosują nad wysokością pensji prezydenta. A gdyby tak ktoś wpadł na pomysł, że to wyborcy w drodze referendum ustalają wysokość pensji posła, senatora, prezydenta, radnego itd. I gdyby pytanie brzmiało np.: Ile Twoim zdaniem powinni zarabiać posłowie? I byłyby dwie możliwe odpowiedzi: od 3 do 5 tys. miesięcznie oraz od 17 do 20 tys. miesięcznie. To którą odpowiedź wybrałby pracodawca?
Ja wiem, panie były premierze, że powie mi pan, że na wypłaty wysokich pensji i dodatkowych nagród zezwala prawo. Tak, wiem. Tylko to prawo też stanowią pracownicy. Ja wiem, że powie mi pan, że naszej gospodarki z 2-procentowym PKB nie rozłożą wypłaty dla biurokratów. Tak, wiem. Nasza gospodarka tak galopuje, że ja się boję nawet zasnąć. Bo jak się obudzę, to już jej nie dogonię. I myślę, że pan nie wie, iż pracodawca już wie, że w pracy się obijacie. A to grozi dyscyplinarką.
MARIUSZ WŁOCH



2 Responses to "Kryzys wybrańców nie rusza"