
PRZEMYŚL. Kierowca niezagrożony, bo to mąż swej żony?
Rewizor zewnętrznej firmy obsługującej kontrolę biletów w autobusach MZK, który nie chciał wypisać mandatu nauczycielce przebywającej w autobusie pomiędzy kursami, „wyleciał” z pracy. Ściślej mówiąc nie podpisano z nim kolejnej miesięcznej umowy. Mężczyzna uważa, że dlatego, iż nie zgadzał się z kierowcą. Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że przełożoną rewizorów jest małżonka tego kierowcy.
Bulwersujące zachowanie kierowcy przemyskiego autobusu MZK linii nr 12 opisaliśmy w zeszłym miesiącu. Nauczycielka z Przemyśla pracująca w szkole w Hureczku chciała po skończonej wycieczce szkolnej wrócić do miasta autobusem, którym zeń przyjechała, czyli „dwunastką”. Pozostała w nim z jeszcze jedną pasażerką, 81-letnią przemyślanką. Poza nimi w środku był jeszcze kierowca i kontroler, Stanisław Sochań (59 l.), który sprawdzał bilety podczas kursu Przemyśl – Hureczko. Było 4 minuty do odjazdu autobusu, gdy nagle kierowca zaczął kontrolować pasażerki. – Do mnie powiedział, żebym się nie wtrącał – wspomina S. Sachań. Od starszej pani kierowca wziął dowód osobisty, poszedł z nim do kabiny (czego nie wolno mu robić) i telefonował do kogoś, najprawdopodobniej do żony pytając głośno, czy osoba urodzona w 1932 roku ma już 75 lat. Upewniwszy się zwrócił dowód 81-latce.
„Cicho, panie Staszku, bo będą kłopoty”
Nauczycielka Renata Winslawska 75 lat na pewno nie ma. Miała za to bilet przygotowany do skasowania, gdy autobus ruszy. Kierowca nie pozwolił jej go jednak skasować, zablokował kasowniki i zażądał od rewizora wypisania przemyślance mandatu. Kontroler jednak nie kwapił się brać udziału w tej farsie, próbował nawet uspokoić kierowcę – pieniacza, ale ten powiedział. – Cicho, panie Staszku, bo pan będzie mieć kłopoty – co słyszała dobrze R. Winsławska. W efekcie autobus pełen ludzi, którzy biletów nie skasowali, bo nie mogli, dojechał do Przemyśla na przystanek koło MZK.
W firmie, jak to w rodzinie
Tu pojawiła się jakaś kobieta, nawrzeszczała na Winsławską, a Sochaniowi wydała polecenie wypisania mandatu, które wykonał. Nie przedstawiła się, ale ustaliliśmy, że była to szefowa rewizorów zatrudniona w zewnętrznej firmie obsługującej kontrolę biletów w autobusach przemyskiego MZK oraz… żona pana kierowcy, który okazał się nie tylko według swego przełożonego dobrym pracownikiem postępującym właściwie z pasażerami, ale także zdaje się wizjonerem. Przepowiadał bowiem, że jeśli pan Staszek nie zamilknie, to będzie miał kłopoty. No i ma.
Jest kozłem ofiarnym?
– Kierowca ten napisał na mnie dwie skargi – opowiada Sochań. – A jego żona, a moja szefowa dała mi do zrozumienia, że niewłaściwie napisałem wyjaśnienie na skargę pani Winsławskiej – precyzuje były już rewizor. – Po prostu nie wziąłem w nim winy na siebie – dodaje. – Gdy skończyła mi się lutowa umowa, marcowej już ze mną nie podpisano. Szefowa mówiła, że tak sobie życzyła pani prezes MZK (Alicja Chuchra przyp. autora). 59-letni mężczyzna nie mówi tego wprost, ale czuje się skrzywdzony. Jak się czuje kierowca winny całego zamieszania, nie wiemy. Jego przełożony w rozmowie z nami podkreślał, że zachował się on prawidłowo, jednak nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że miał otrzymać naganę. Nadal jednak jeździ w MZK, a S. Sochania zwolniono. Widać zawsze musi być jakiś kozioł ofiarny, więc „padło” na kontrolera. Nic raczej dziwnego zważywszy na to, że jak się okazało MZK jest nie tylko spółką miejską, ale i rodzinną.
Monika Kamińska



6 Responses to "Kierowca był chamski, zwolniono kontrolera!"