Drogowy horror w Stobiernej

Tak wyglądał hyundai, którego kierował 24-letni kierowca, tuż po przejechaniu 61-letniego mężczyzny i wbiciu się w przydrożną reklamę. Fot. OSP Stobierna

STOBIERNA. – Ten wypadek wyglądał jakby się samolot rozbił, a nie samochód wjechał w człowieka – mówi jeden z policjantów.

Nie milkną echa wypadku do jakiego doszło 2 marca w Stobiernej, a w którym zginął pieszy. Z naszą redakcją kontaktowały się osoby, które twierdziły, że ten wypadek to istny horror. Pojawiły się plotki o urwanej głowie, nogach, wyrwanym kręgosłupie itp. Postanowiliśmy sprawdzić jak było naprawdę i co było przyczyną tego wypadku.

Oficjalna wersja na razie jest taka, że 2 marca około godziny 19.30 61-letni mężczyzna przechodził przez jezdnię w okolicach stacji benzynowej. Wtedy został potrącony przez samochód marki Hyundai. Jako pierwsza na miejscu pojawiła się karetka z Sokołowa Młp., następnie 6 strażaków z OSP w Stobiernej, później dojechało wielu policjantów z drogówki i zawodowi strażacy.

Czy 24-letni kierowca usłyszał zarzuty? – Nie. Był trzeźwy, więc nie trafił do aresztu tymczasowego. Wypadek bada biegły, a jego opinia powinna być znana za kilka tygodni – tłumaczy Edyta Lenart, szefowa Prokuratury Rejonowej w Rzeszowie. Tak brzmi oficjalne stanowisko śledczych.

Jak doszło do wypadku?
My dowiedzieliśmy się, jak najprawdopodobniej doszło do wypadku. Kamery na stacji benzynowej zarejestrowały, jak 61-letni mieszkaniec Stobiernej wychodził ze stacji paliw i próbował przejść przez jezdnię. Mężczyzna prawdopodobnie był pod wpływem alkoholu. Wjechał w niego rozpędzony hyundai, który wlókł ofiarę jeszcze co najmniej kilkanaście metrów. Siła uderzenia była tak ogromna, że mężczyźnie wyrwało obydwie nogi i część kręgosłupa, resztki głowy wpadły natomiast do środka samochodu. To nie koniec tej makabry, bo kierowca razem z ciałem uczepionym do auta wpadł do rowu, odbiło go, po czym wjechał na pola i uderzył w stojącą tam reklamę. Kierowca był pokaleczony, ale przytomny, chodził i rozmawiał. Został jednak odwieziony karetką do szpitala. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, obrażenia 61-latka oraz ślady po wypadku świadczą, że kierowca prawdopodobnie jechał z prędkością 150-160 km/h.

Dokładnie nie posprzątali?
Pozostaje jeszcze jedna kwestia. – Dlaczego strażacy i policjanci nie posprzątali tego miejsca? Jeszcze na drugi dzień leżały szczątki tego człowieka w rowie – pytał nas w czasie redakcyjnego dyżuru jeden z mieszkańców Stobiernej.

Dowiedzieliśmy się, że na miejsce ściągnięto wielu policjantów, bo ciało zostało rozrzucone w dużej odległości i funkcjonariusze musieli je zbierać. – Zresztą na drugi dzień robiliśmy to samo. Czasami może coś jednak zostać, bo wszystkiego nie da się wyzbierać – mówi nam jeden z policjantów. Z kolei strażacy na miejscu wypadku pracowali przez pięć godzin. Zarówno ci z ochotniczej straży pożarnej, jak i państwowej m.in. doświetlali teren. – Kwestie usunięcia pozostałości po wypadku nie należą jednak do nas, ale do firmy pogrzebowej, która przyjechała na miejsce – tłumaczy Wiesław Piwoński, naczelnik OSP Stobierna. – Wprawdzie to my zmywaliśmy krew z jezdni, ale nie musimy zbierać części ciała – dodaje st. kpt. Grzegorz Wójcicki z Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Rzeszowie.

Grzegorz Anton

12 Responses to "Drogowy horror w Stobiernej"

Leave a Reply

Your email address will not be published.