
RZESZÓW. Pieszym wydaje się, że mogą wszystko i nie obowiązują ich żadne przepisy.
Narzeka się na kierowców, że są chamscy wobec pieszych, nie przepuszczają ich na pasach, a wręcz przyśpieszają przed zebrą. Co więcej, pieszy musi się czuć jak dzika zwierzyna na drodze, na którą polują myśliwi-kierowcy. Z naszych obserwacji wynika, że to w dużej mierze sami piesi kompletnie nie znają przepisów lub je na każdym kroku ignorują. Często wręcz nie myślą o tym, że kierowca nie zatrzyma się w miejscu.
W środę, gdy spadł śnieg, na drogach zrobiło się bardzo ślisko. Na jednym z rzeszowskich skrzyżowań skręcaliśmy w lewo. Gdy wykonaliśmy ten manewr, który musiał zostać wykonany szybko, ponieważ nadjeżdżał kolejny sznur samochodów, o mały włos nie przejechaliśmy człowieka. Co ciekawe, nie stał on przy przejściu, tylko w ubranym na głowę kapturze, kompletnie nie patrząc, że ktoś jedzie, wszedł energicznie na pasy.
Nietrudno się domyślić jak wówczas, przy gwałtownym hamowaniu nawet z niedużą prędkością reaguje auto. Takich sytuacji w ciągu 20 minut jeżdżenia po Rzeszowie mieliśmy aż trzy. A wszystko dlatego, że większość pieszych uważa, że pasy są przedłużeniem chodnika. Oczywiście policjanci mają na to odpowiedź, że to kierowca ma zachować szczególną ostrożność. Pieszy może robić co mu się żywnie podoba.
Przepisy są takie, a nie inne i jeżeli, co zresztą uważamy za całkiem słuszne, kierowca jedzie pod wpływem alkoholu lub narkotyków jest karany. Natomiast pieszy może być pod wpływem alkoholu i przechodząc przez jezdnię nikt go nie ukaże, choć stwarza duże zagrożenie – co prawda głównie dla siebie, ale kierowca także jest narażony na manewr, który może doprowadzić do tragedii lub ewentualnie do zniszczenia samochodu.
Oczywiście normą jest również to, że piesi dochodzący do zebry zwykle nie czekają na przejazd ostatniego samochodu, choć często wystarczy przepuścić dwa auta. W zamian pchają się na pasy, często zmuszając do gwałtownego hamowania kierowców. Nagminne jest także przechodzenie przez jezdnię np. 20 metrów od przejścia dla pieszych, gdzie można to zrobić bezpiecznie, ponieważ postawiona jest sygnalizacja świetlna. Takie spacerowanie po jezdni jest jednak zabronione. Ogólnie rzecz biorąc pieszym wydaje się, że wolno im wszystko, szkoda tylko, że w razie wypadku, to kierowca zwykle musi tłumaczyć się przed prokuratorem.
Grzegorz Anton



6 Responses to "Piesi też stwarzają niebezpieczeństwo na ulicach"