
PODKARPACIE. Czy to była klęska żywiołowa czy nieporadność służb odpowiedzialnych za stan dróg?
Przez dwa dni, w czwartek i w piątek, spadło na Podkarpaciu około pół metra śniegu. Ruch drogowy w miastach i na drogach przelotowych regionu został sparaliżowany. Tak obfite opady śniegu nie są jednak w naszym klimacie niezwykłym zjawiskiem. Wieloletnie obserwacje meteorologiczne pokazują, że nawet w połowie marca intensywne śnieżyce są zupełnie normalne. Nienormalne było to, że przez ostatnie kilkanaście lat mieliśmy nietypowo łagodne zimy. Nie może to być jednak usprawiedliwieniem nieudolności w organizacji odśnieżania.
Intensywny śnieg nad Podkarpaciem zaczął padać w nocy ze środy na czwartek. O nadchodzącej śnieżycy synoptycy ostrzegli kilkanaście godzin wcześniej – w środę w południe. Jednak mobilizację służb do odśnieżania dróg ogłoszono dopiero, gdy gruba warstwa białego kitu pokryła drogi.
Zmobilizowano tylko tych, którzy byli potrzebni do obsługi pługów i solarek posiadanych przez poszczególne zarządy dróg, a także tych, z którymi zawarto umowy na zimowe utrzymanie. Było to zdecydowanie za mało, by utrzymać w dobrym stanie choćby główne drogi i ulice. Nie dotrzymano żadnych standardów zimowego utrzymania.
W czwartek nieprzejezdnych było kilka dróg wojewódzkich. Sparaliżowany też został ruch w Rzeszowie. W piątek centrum Rzeszowa zamknięto dla tirów i dużych autobusów. Zatrzymano je przed granicami miasta. Zablokowane były też odcinki dróg krajowych.
Na pokrytych śniegiem i lodem głównych drogach nie radzili sobie kierowcy ciężarówek. Drogowe kolosy stawały na podjazdach, a niektóre wpadały do rowów i blokowały część jezdni. Tworzyły się korki, a śnieg… padał i padał.
W piątek tysiące mieszkańców Podkarpacia spóźniło się do pracy, a wielu nie dojechało w ogóle do swoich zakładów. Dzieci nie dotarły do szkół. Zamarł transport drogowy. Towary nie dojechały do sklepów i hurtowni. Materiały nie dotarły do przedsiębiorstw. Koszty zimowego paraliżu województwa trzeba liczyć w milionach złotych. Kto jest winien tym stratom? Najłatwiej obwinić pogodę.
Zimowe standardy utrzymania dróg
Na drogach krajowych w województwie podkarpackim obowiązuje II i III standard zimowego utrzymania. W II, wyższym standardzie, oblodzenie jezdni powinno być zlikwidowane w ciągu 3, 4 godzin od wystąpienia, a śnieg usunięty z jezdni w ciągu 4, 6 godzin od ustąpienia opadów.
Żeby nie dopuścić do powstania skorupy ubitego śliskiego śniegu, trzeba o drogi zadbać (posypać je) jeszcze przed prognozowaną długotrwałą śnieżycą. Drogowcy twierdzą jednak, że muszą oszczędzać pieniądze podatników. Dlatego wyjeżdżają do zimowych akcji dopiero, gdy drogi stają się śliskie i zaśnieżone. Przy intensywnych opadach śniegu po prostu nie nadążają.
Podobnie, choć z nieco niższymi standardami, jest na drogach wojewódzkich i powiatowych. Na nie też, ze względu na oszczędności, sprzęt wyjeżdża zbyt późno.
Bez rezerw sprzętu
Kolejną oszczędnością drogowców jest zbyt mała liczba samochodów z pługami i solarkami. Ponieważ przez wiele lat zimy były nietypowo lekkie, policzono ile sprzętu potrzeba na utrzymanie 100 km dróg przy opadach śniegu do 10 cm na dobę. Jeżeli pada dwa lub trzy razy mocniej – ludzie mimo ciężkiej i ofiarnej pracy są bezradni.
Przed laty, gdy duże opady śniegu częściej nawiedzały Polskę, zaplanowane było doraźne zwiększanie taboru do oczyszczania dróg. Po meteorologicznych ostrzeżeniach pługi zakładano do wszystkich ciężarówek, które się do tego nadawały. Do zimowej akcji kierowano samochody wszystkich firm transportowych i… nawet przy intensywnych i długotrwałych śnieżycach drogi były przejezdne.
Obecnie zarządcy dróg ani nie mają planu przeprowadzenia odśnieżnej kampanii, ani nie mają pieniędzy na takie akcje. Łatwiej bowiem kupować kolejne fotoradary i samochody z widerejestratorami, niż gospodarować tak, by nie dopuścić do drogowego paraliżu przy mocniejszym tchnieniu zimy. I jakoś nikt nie ma skrupułów, żeby wyrzucać kolejne miliony w błoto na wspomniane fotoradary, tłumacząc to pokrętnie poprawą bezpieczeństwa i jednocześnie oszczędzając na bezpieczeństwie tam gdzie ono jest faktycznie potrzebne.
Krzysztof Propolski



15 Responses to "Drogowcy jak zwykle przegrali ze śniegiem"