
Opozycja, podobnie jak zdecydowana większość społeczeństwa, domaga się ograniczenia liczby fotoradarów. Tymczasem…
Poza posłami rządzącej koalicji PO-PSL, już chyba wszyscy widzą patologię okradania polskich kierowców za pomocą fotoradarów. I to podwójnego, bo po raz pierwszy Polacy są okradani przez mafię fotoradarową zanim jeszcze urządzenie stanie przy drodze (koszt 1 fotoradaru to ponad 600 tys. zł, czyli większy niż np. małego samolotu sportowego), a po raz drugi oczywiście na mandatach, bo przy tak gęstej i perfidnie rozłożonej sieci, nawet jeżdżąc z bezpieczną szybkością łatwo naciąć się na błysk fotoradaru. Kiedy w końcu skończy się ta tragifarsa?
Dzisiaj, kiedy wiadomo, że zakładane przez ministra Vincentego Rostowskiego fotoradarowe łupy nie są realne (w 2012 roku tylko 23 mln zł z zakładanych 1,2 mld zł!), rząd chce przypodobać się kierowcom i najprawdopodobniej przegłosuje niebawem w Sejmie przeznaczanie pieniędzy z mandatów nakładanych przez Inspekcję Transportu Drogowego na poprawę dróg. Niewielkie są natomiast szanse, by weszły w życie racjonalne i słuszne propozycje opozycji, które zostały zaprezentowane na czwartkowym posiedzeniu Sejmu.
Prawo i Sprawiedliwość proponuje, by fotoradary stały jedynie w miejscach szczególnie niebezpiecznych. Chodzi o odcinki drogi publicznej, o długości co najmniej 1 km, na których w ciągu ostatnich 5 lat doszło do co najmniej 10 wypadków spowodowanych przekroczeniem dopuszczalnej prędkości. PiS chce również pozbawić ITD możliwości rejestrowania naruszania przepisów ruchu drogowego za pomocą urządzeń rejestrujących, zarówno tych przenośnych, jak i zainstalowanych w pojazdach czy na statkach powietrznych.
– Sam Tusk zarzucał w 2007 roku stawianie fotoradarów Kaczyńskiemu, mówiąc, że „tylko facet, który nie ma prawa jazdy może wydawać pieniądze na fotoradary” – przypomniał poseł PiS Andrzej Adamczyk. Słusznie zauważył, że „fotoradary powinny ratować ludzi, a nie budżet”. Przywołał też statystyki, które ośmieszają obecną władzę. W 2012 roku plan ministra Rostowskiego zakładał wpływy z fotoradarów na poziomie 1,2 mld zł. I mimo, iż udało się złupić tylko 23 mln zł, to w obecnym roku mają one wynieść 1,5 mld zł! Tymczasem w 3 pierwszych miesiącach do budżetu dzięki fotoradarom wpłynęło dopiero 22 mln zł.
Z kolei Solidarna Polska domaga się ograniczenia liczby fotoradarów aż o 80 proc. i pozostawienie ich tylko tam, gdzie rzeczywiście poprawiają bezpieczeństwo, np. przy szkołach i szpitalach. Projekt SP zakłada też stworzenie Funduszu Poszkodowanych w Wypadkach Komunikacyjnych, który byłby finansowany z pieniędzy pochodzących z mandatów. – Fotoradary to wielki zakład fotograficzny – mówił poseł SP Patryk Jaki. Przypomniał, że to nie fotoradary, a jakość dróg mają największy wpływ na bezpieczeństwo w ruchu drogowym. – Skoro autostrady najlepiej poprawiają bezpieczeństwo, to dlaczego rząd je reglamentuje? – pytał. Zaproponował nieobecnemu na debacie (!) ministrowi transportu Sławomirowi Nowakowi zakład o… zegarek, że likwidacja bramek na autostradach przyniesie w ciągu tylko 1 roku znaczną poprawę statystyk na drogach.
Sojusz Lewicy Demokratycznej proponuje ustalenie dokładnych odległości, w jakich powinny być od siebie oddalone fotoradary. Miało by to być 5 km. – Polskie drogi stały się alejami fotoradarów. Najważniejszy dla bezpieczeństwa jest stan dróg, więc skoro je budujecie, to po co kolejne fotoradary? – pytał wiceministra transportu Tadeusza Jarmuziewicza poseł SLD z Podkarpacia Tomasz Kamiński. Projekt SLD sprzeciwia się również reperowaniu lokalnych budżetów za pomocą tych urządzeń. – ITD staje się kolejną służbą skarbową, która ma przynosić zyski, a nie służyć bezpieczeństwu. Jak można zakładać ile kierowców przekroczy prędkość? – pytał.
Odpowiedzialna za łupienie kierowców na drogach Platforma Obywatelska ogranicza się, przynajmniej w projekcie, jedynie do skierowania pieniędzy z mandatów nakładanych przez ITD do Krajowego Funduszu Drogowego, czyli na rozbudowę, naprawę i modernizację dróg i infrastruktury drogowej (w 2012 roku zadłużenie KFD wyniosło 41 mld zł). – Nie można podchodzić w ten sposób, że to stan dróg i pojazdów jest najważniejszy, bo to błędy człowieka są przyczynami wypadków – bronił fotoradarów przewodniczący sejmowej komisji infrastruktury Stanisław Żmijan (PO). Chwilę później sam sobie zaprzeczył mówiąc, że „środki z fotoradarowych mandatów powinny być przeznaczane na poprawę dróg, bo w ten sposób poprawiamy bezpieczeństwo”. W dyskusji zabrał również głos poseł Zbigniew Rynasiewicz, stwierdzając, że „fotoradary wzmacniają bezpieczeństwo na drogach”.
Głosowanie nad skierowaniem do dalszych prac 4 projektów nowelizacji Prawa o ruchu drogowym oraz projektu Platformy zmian w ustawie o drogach publicznych zakończyły się po zamknięciu tego wydania, ale najprawdopodobniej propozycje opozycji zostaną odrzucone. Jedynym realnym rozwiązaniem jest przekierowanie wpływów z fotoradarów do Krajowego Funduszu Drogowego, bo tę zmianę postulują wszystkie partie.
O tym, że na zmniejszenie liczby fotoradarów nie ma szans najlepiej świadczy fakt, iż ITD stawia przy drogach kolejne takie urządzenia. Na Podkarpaciu przybędzie ich 5: w Sędziszowie Małopolskim, Majdanie Królewskim (pow. kolbuszowski), Kopkach (pow. niżański), Jeżowem (pow. niżański) oraz w Bukowej (pow. dębicki). Mają one zacząć działać już w czerwcu.
Kilka dni temu okazało się również, że ITD nie panuje nad bazą danych, która znalazła się w rękach oszustów. Wysyłają oni do ukaranych mandatem kierowców pismo, z logo Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego (GITD) i podpisem inspektora, z żądaniem wpłaty wskazanej kwoty na podane, oczywiście własne, konto. Sprawą zajęła się już prokuratura, co nie zmienia faktu, że wyciek danych to ogromny skandal, który w normalnym państwie zakończyłby się szeregiem dymisji szeregu osób odpowiednich służb, w tym przypadku GITD.
Michał Jastrząb



7 Responses to "Rząd stawia nowe fotoradary!"