Chcą podwyższyć mandaty w Polsce o 100 proc.!

Fot. Archiwum
Fot. Archiwum

Za przekroczenie prędkości o 20 km/h Niemiec płaci 6 razy mniej niż Polak.

Obecnej władzy nie wystarcza już maszynka do łupienia kierowców w postaci fotoradarów, więc wymyśliła inny sposób ratowania budżetu państwa – podwyżkę mandatów. W grudniu 2012 roku Ministerstwo Spraw Wewnętrznych pozytywnie oceniło ten pomysł Komendy Głównej Policji, która uważa, że obecne stawki przestały odstraszać kierowców od popełniania wykroczeń. Tyle, że przy tak niskich zarobkach, Polaka już teraz boli każdy mandat, a co dopiero po podwyżce!

To właśnie bezpośrednie porównanie wysokości mandatów w Polsce i za granicą jest sztandarowym argumentem zwolenników ich podniesienia. Ale w praktyce różnie z tym bywa, bo o ile w Belgii, Francji czy Holandii mandaty są sporo wyższe, to np. w Niemczech i Austrii są na tym samym poziomie, a nawet bywają niższe (np. za korzystanie z komórki w czasie prowadzenia samochodu).

Kierowców w zachodnich krajach mandaty nie ograbiają w takim stopniu jak w Polsce, bo kiedy porównamy ich wysokość do zarobków, to różnicę widać gołym okiem (patrz tabela). W Niemczech mandat za przekroczenie prędkości o 20 km/h wynosi prawie tyle samo ile w Polsce, ale w odniesieniu do średnich zarobków jest aż 6-krotnie niższy! W Austrii za rozmawianie z komórki w trakcie kierowania autem zapłacimy 50 euro, czyli 210 zł, a więc tyle samo, ile u nas. Tyle, że Austriakowi taka kwota zje 2 proc. pensji, a Polakowi 6 proc. Czy zatem można używać argumentu, że za granicą mandaty są wyższe, a u nas za niskie? Biorąc pod uwagę skromne zarobki, powinniśmy płacić dużo mniej!

19.qxd

Drugim chybionym argumentem za podniesieniem stawek mandatów jest teza, iż wysokie stawki odstraszą kierowców od popełniania wykroczeń na drogach. Czy aby na pewno? Przecież obecnie funkcjonujący cennik przyjęto w 1995 roku, kiedy średnie wynagrodzenie było 7 razy niższe, a na polskich drogach wydarzyło się więcej wypadków niż obecnie (57 tys. i 6900 ofiar w 1995 roku, 47 tys. i 3571 ofiar w 2012 roku). Wówczas maksymalny mandat wynosił 70 proc. średniej pensji. Dlaczego zatem to właśnie teraz podwyżka mandatów miałaby zwiększyć bezpieczeństwo na drogach?

Jak pokazują niezależne od rządu badania, Polacy na ograniczeniu do 50 km/h jeżdżą zwykle 67 km/h, a więc na granicy tzw. tolerancji. Jest to bezpieczna prędkość, wynikająca ze zdrowego rozsądku kierowców, którego nie zmienią żadne przepisy, natomiast prawdziwych szaleńców drogowych, traktujących szosę jako tor wyścigowy, nie przestraszy żadna podwyżka mandatów. Uderzy ona jedynie w zwykłych kierowców, zdanych na łaskę bądź niełaskę policjantów, dlatego trudno oprzeć się wrażeniu, że nie chodzi wcale o bezpieczeństwo na drogach, ale o łatanie wyższymi o 100 proc. mandatami dziury budżetowej.

Szalony pomysł policji na szczęście na razie nie wszedł w życie, ale w zasadzie wisi w powietrzu. Jeśli zostanie przyjęty, będziemy płacić dwukrotnie więcej, czyli m.in. 200 zł za niezapięte pasy bezpieczeństwa, 400 zł za rozmowę przez telefon i nawet 1000 zł za przekroczenie prędkości o 51 km/h. Bezpieczeństwa to nie poprawi, a cieszyć będzie się tylko władza.

Arkadiusz Rogowski

9 Responses to "Chcą podwyższyć mandaty w Polsce o 100 proc.!"

Leave a Reply

Your email address will not be published.