Galicyjska Wenecja

Do większości dużych sklepów nie można było dojść. Odważni próbowali podjeżdżać, niektórzy potem tego żałowali. Fot. Jerzy Mielniczuk
Do większości dużych sklepów nie można było dojść. Odważni próbowali podjeżdżać, niektórzy potem tego żałowali. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. Zaledwie kilka lat temu oddano do użytku nową sieć kanalizacyjną, a przy byle deszczu na ulicach tworzą się rozlewiska. Tym razem deszcz był poważniejszy.

W poniedziałek Stalową Wolę zalała woda. Newralgiczne węzły komunikacyjne były przejezdne tylko dla dużych samochodów. Przy wjeździe do miasta od strony Tarnobrzega utworzył się długi korek aut. Fale deszczówki wdzierały się do centrów handlowych i budynków użyteczności publicznej. To dziwne, bo miasto ma nowiutką sieć kanalizacyjną, która kosztowała ponad 100 mln zł.

Poniedziałkowym popołudniem lunęło dwa razy w godzinnym odstępie. Tony deszczu spadły na miasto i sparaliżowały je. Zgubionych tablic rejestracyjnych nikt nawet nie liczy. To najmniejsza ze strat.

Biblioteka pusta i tradycyjnie zalewana
W niżej położonych rejonach miasta potworzyły się nawet na metr głębokie rozlewiska. Najgorzej było pod wiaduktem na ul. Okulickiego, czyli w samym centrum miasta. Deszczówka znalazła ujście przez wyrwę wokół studni zbiorczej. Spływała przez nią z ulicy, by przez utworzony lej… wypłynąć na podwórzu Cechu Rzemiosł. Strażacy przez wiele godzin wypompowywali ją później z pechowo usytuowanego podwórka. Nie wiadomo jeszcze, czy woda nie naruszyła konstrukcji siedziby rzemieślników. Po zalaniu parkingu w Kauflandzie, woda podchodziła wyżej i zaszła konieczność wyłączenia ruchomych schodów. Podobnie było z kilkoma innymi centrami handlowymi.

Przejazd pod wiaduktem na ul. Okulickiego. Tu zawsze tworzą się kałuże, ale w poniedziałek było już małe jezioro.
Przejazd pod wiaduktem na ul. Okulickiego. Tu zawsze tworzą się kałuże, ale w poniedziałek było już małe jezioro.

Niestety, po raz kolejny w tym roku woda wdarła się do piwnic nowiutkiego gmachu biblioteki międzyuczelnianej. Wezwani na pomoc strażacy opasali budynek workami z piaskiem, a potem wypompowali wodę z piwnic, gdzie mieści się nie tylko garaż, ale i serwerownia oraz archiwum woluminów. Straty na szczęście niewielkie, bo archiwum jest jeszcze puste. Biblioteka dopiero jest zagospodarowywana. To nie zmienia opinii, że przy budowie, a na pewno projektowaniu gmachu, ktoś spaprał sprawę.

Tak samo jest z budynkiem sądu w sąsiedztwie biblioteki. Też nowiutki i wybudowany za grube miliony, a zalewany przez deszczówkę. W tej sytuacji musi dojść do przebudowy kanalizacji, bo strażacy z workami wypełnionymi piaskiem na stałe nie będą przypisani do sądu i biblioteki. Innymi słowy, miasto musi znaleźć kolejne miliony na przebudowę przynajmniej kanalizacji deszczowej w centrum.

jam

Leave a Reply

Your email address will not be published.