
Koniec ery wypożyczalni DVD.
W drugiej połowie maja klienci sieci Beverly Hills Video w całym kraju zastali zamknięte drzwi wypożyczalni filmów DVD i Blu-ray. Sieć ogłosiła upadłość. To koniec pewnej ery w kulturze masowej.
Łezka w oku się kręci, gdy wspominamy początki odtwarzaczy i nośników do indywidualnego oglądania filmów. Najpierw były kasety i odtwarzacze wideo. W Polsce pojawiły się w drugiej połowie lat 80. Była to wówczas droga rozrywka, dlatego filmy oglądało się grupowo, po „zrzutce”, najczęściej w klubach studenckich i akademikach. „The Wall” Alana Parkera czy „Łowca jeleni” Michaela Cimino to były pierwsze hity nowego stylu oglądania filmów.
Kasetowy boom
Pierwsze wypożyczalnie kaset wideo powstawały w Polsce na początku lat 90. ub. wieku. Należały do jednej z pierwszych prywatnych polskich firm ITI (dziś grupa ITI, właściciel TVN). Wejście nowego nośnika na polski rynek zbiegło się z transformacją ustrojową. Wideo uwolniło Polaków od sztywnego programu telewizji publicznej, mogli sami wybierać, co chcą oglądać. Nagrywali na kasetach ulubione programy telewizyjne i filmy, i wymienili się nimi. Wypożyczalnie kaset wideo rosły jak grzyby po deszczu, były symbolem reformy Balcerowicza. Powstawały wszędzie, nawet w sklepach spożywczych na zasadzie kącika z kilkoma półkami. Ludzie w tamtych czasach byli złaknieni wszystkiego, co zagraniczne, w tym także filmów, głównie amerykańskich. Szczególnie popularne były filmy karate z Brucem Lee, serie „Akademia policyjna” „Zabójcza broń”, „Rodzina Adamsów”, filmy Spielberga i Zemeckisa, komedie typu „Czy leci z nami pilot?”. Dla wideomaniaków tańczył w „Dirty Dancing” Patrick Swayze, ten sam gwiazdor wzruszał w melodramacie „Uwierz w ducha”, Kim Basinger rozpalała panów w erotycznym thrillerze „9 i pół tygodnia”, podobnie Sharon Stone w „Nagim instynkcie”. Jarmarczna, niezbyt wyszukana amerykańska rozrywka dobrze wpisywała się w atmosferę odzyskanej wolności. Elementem nowej obyczajowości stały się prywatki ze wspólnym oglądaniem filmów przy kopiatych naczyniach chipsów i piwie. Dużym wzięciem cieszyły się też filmy pornograficzne (w latach PRL był to prawdziwy „owoc zakazany”).
Kasetowemu boomowi sprzyjało tąpnięcia na rynku dystrybucji kinowej. Gdy upadł mecenas państwa nad rozpowszechnianiem filmów, bilety stawały się coraz droższe. Nowi dystrybutorzy dopiero organizowali się na rynku, o multipleksach jeszcze nikt nie marzył. Sale kinowe zaczęły świecić pustkami, co sprawiło, że wielu kinom zagroziło widmo bankructwa. Samorządy przestawały utrzymywać kina w domach kultury.
Europejskie kino jest chore
Kino się udomowiło. Chodzenie do wypożyczalni wideo należało do nowego rytuału. Wideomaniacy wypożyczali nawet po kilka kaset na weekendy. – Akcja, komedia, dramat, obyczaj czy horror? – pytała się fachowo osoba obsługująca wypożyczalnię. Dramat cieszył się najmniejszym wzięciem, bo oznaczał filmy poważne, najmniej określone gatunkowo. Podobnie kino europejskie. W jednej z pierwszych wypożyczalni wideo w Rzeszowie pan Zbyszek preferował kino hollywoodzkie. – Europejskie kino jest chore – mawiał. – Kino amerykańskie daje ludziom nadzieję i radość, a europejskie dołuje – kończył swoje wywody. No cóż, filmy w rodzaju nudziarskiego Kieślowskiego nie były w poważaniu pana Zbyszka.
Koneserzy mieli w czym wybierać
Pracownik wypożyczalni musiał znać gusty swoich klientów, wchodził z nimi w zażyłość. Niektóre wypożyczalnie zamieniły się w kluby dyskusyjne, w prawdziwe klubokawiarnie. Na obfitym rynku wideo wygrały w końcu te, które wprowadziły samoobsługę. I w tamtym właśnie okresie, w 1997 roku, zaczęła działać ogólnopolska sieć Beverly Hills Wideo, która zmiotła z rynku małe wypożyczalnie (do dziś w Rzeszowie przetrwało może dwie, trzy). Na otwarcie salonu w Rzeszowie przy al. Rejtana pojawił się wielki Czarek Pazura (wielki, bo odniósł właśnie sukces w komedii Machulskiego „Kiler”). Rozdawał autografy, uśmiechy i uściski dłoni, udzielał wywiadów.
Do salonu przy al. Rejtana jeździli klienci nawet z odległych rejonów miasta. Kusiły ich elegancki wystrój salonu, przestrzenny układ półek oraz ceny. BHV miał bogatą ofertę nowości oraz tzw. klasyki oraz ciekawe promocje. Oferta była wzbogacana sukcesywnie, a pojawienie się nowego nośnika cyfrowego DVD tylko wzmocniło pozycję BHV. Popularność nowego nośnika wpłynęła na specyficzny obieg filmów. Najpierw premiera w kinie, po kilku miesiącach na DVD, potem w kanale filmowym. A w ostatnich latach bywało i tak, że wiele wspaniałych tytułów nie trafiało na duży ekran, tylko wprost na płytkę. Z nowym nośnikiem na rynku zaczęło pojawiać się też coraz więcej filmów europejskich, także niszowych kinematografii (np. islandzkiej), takich, które w epoce wideo były „dyskryminowane”. Koneserzy kina mieli zatem w czym wybierać. Interes się kręcił tak jak srebrne nośniki.
Do czasu. Sieć BHV, jak wiele innych w świecie, musiała ulec innej sieci – Internetowi. Gdy ludzie zaczęli piracić filmy z Internetu (głównie młodzież, która była też ważną klientelą BHV), albo ściągać z legalnych źródeł, BHV nie pomogło nawet wprowadzenie do sprzedaży alkoholu, w tym coraz bardziej popularnego wina. Egzystencji Beverly Hills Video zagroziły też multipleksy, do których bilety nie były o wiele droższe niż premiery w BHV, a także tanie filmy dołączane do magazynów kolorowych oraz wyprzedaże filmów w Media Markt czy Empiku. Upadek BHV przypieczętował rozwój telewizji cyfrowych oferujących wiele filmów na życzenie.
DVD w bibliotekach publicznych
Czy osoby, które cenią sobie wypożyczanie filmów jak kupowanie w osiedlowym sklepiku nabiału i pieczywa, są na straconej pozycji? Nie do końca. Mogą wypożyczyć filmy DVD w bibliotekach publicznych, które wypożyczają je w oparciu o prawo autorskie, zezwalające na „dozwolony nieodpłatny użytek” w jednym egzemplarzu. Jednak filmowe zbiory bibliotek są o wiele skromniejsze niż wypożyczalni DVD. Nie dostaniemy w nich wszystkich filmów z list top 10. W Rzeszowie największe zbiory DVD ma wypożyczalnia Muzyczna przy ul. Żeromskiego.
Czy rozwój serwisów VOD (video on demand, czyli filmy na żądanie) i internetowego piractwa dorżnie nośniki DVD i Blu-ray? Raczej nie. Cyfrowe nośniki gwarantują lepszą jakość niż VOD oraz dostarczają wiele wartościowych dodatków. Są jasnym przedmiotem pożądania kolekcjonerów. Tak więc DVD powinny się obronić tak jak tradycyjne książki, którym od lat wieszczono koniec, a tymczasem dobrze się mają.
Piotr Samolewicz



2 Responses to "Gdy interes kręcił się jak srebrne nośniki"