
STALOWA WOLA. Młoda kobieta była w szczytowej fazie napięcia emocjonalnego. W nocy dokonała najohydniejszego czynu i jak stała, tak poszła w kierunku komendy policji.
Ostatniego dnia roku szkolnego, pierwszoklasiści z „czwórki” czekali z kwiatami na swoją panią. Pierwsze w ich życiu świadectwa musiał im rozdać inny nauczyciel. Izabela B., która wychowywała maluchów od września, w nocy została zamordowana. Na życie doświadczonej nauczycielki targnęła się jej własna córka. Matkobójczyni w nocy sama zgłosiła się do komendy policji. Anna udusiła matkę własnymi rękoma. To był finał dłuższego załamania psychicznego.
Noc z czwartku na piątek policjanci dyżurujący w stalowowolskiej komendzie zapamiętają na długo. Był kwadrans do trzeciej, gdy przed okienkiem oficera dyżurnego stanęła młoda kobieta. Drobnej postury niewiasta spokojnym głosem oświadczyła: – Zabiłam matkę.
W kajdankach wróciła na miejsce zbrodni
To była też niespokojna noc dla wszystkich mieszkańców bloku przy ul. Poniatowskiego 3. Gdy niebo się rozjaśniało, pod blok zaczęły podjeżdżać radiowozy. Gdy potem pojawiła się karetka pogotowia, a po minutach prokurator, nikt już nie miał wątpliwości, że stało się coś bardzo złego. Do tragedii doszło w mieszkaniu na trzecim piętrze. Mieszkały w nim 47-letnia matka i 23-letnia córka. Mąż i ojciec lata temu, po rozwodzie wyprowadził się do innego mieszkania w tej samej dzielnicy.
– Gdy po informacji 23-letniej stalowowolanki policjanci pojechali pod wskazany adres, w mieszkaniu zastali martwą kobietę – mówił w piątek asp. szt. Andrzej Walczyna, oficer prasowy KPP w Stalowej Woli. Przez długi czas była to jedyna oficjalna informacja. Na miejscu zdarzenia długo pracowali technicy od kryminalistyki. O świcie ciało zamordowanej zostało przewiezione do prosektorium. Matkobójczyni w asyście policji na krótko wróciła do mieszkania po rzeczy osobiste, które przydadzą się jej w areszcie.
Dzień później została przywieziona raz jeszcze. Tym razem po prokuratorskim przesłuchaniu na wizję lokalną, podczas której Anna B. pokazywała, jak zabiła swoją matkę.
Zachowywała się co najmniej dziwnie
Do nieszczęścia doszło po godz. 1 w nocy. Prok. Barbara Bandyga, która kieruje Prokuraturą Rejonową w Stalowej Woli, ujawnia tylko, że śmierć 47-latki nastąpiła wskutek uduszenia. Śmierć matce zadała córka, do czego zresztą się przyznała. Podczas sobotniego 5-godzinnego przesłuchania, szczegółowo opisała przebieg dramatycznego zajścia, jak i jego podłoże. Na temat jednego i drugiego śledczy milczą. Na temat podłoża można dowiedzieć się więcej od sąsiadów. Szkoda tylko, że mówią dopiero teraz.
Relacje między matką i córką dalekie były od wzorowych. Jeden z psychologów w rozmowie z SN zaryzykował wręcz stwierdzenie, że były typowe dla matki-nauczycielki wymagającej dużo więcej od własnej pociechy niż uczniów w szkole i z drugiej strony córki, która się temu przeciwstawiała. Anka na pewno udusiła matkę po trzeźwemu, co potwierdza badanie alkomatem. Została jej pobrana krew do badania, które wykryje ewentualną obecność narkotyków lub leków psychotropowych. Wyniki badań będą znane dopiero za kilkanaście dni.
Dzień przed zabójstwem, 23-latka, choć sąsiedzi wspominają ją jako osobę dość oryginalną, zachowywała się co najmniej dziwnie. Raz przed blokiem spacerowała boso, a niedługo później siedziała na ławce przed klatką i płakała. Po południu podeszła do dziewczyny sprzedającej truskawki nieopodal bloku i dała jej swój telefon, z prośbą, by zadzwoniła i powiedziała, że tęskni. Nie powiedziała jednak do kogo sprzedawczyni truskawek miała zadzwonić i bez słowa odeszła. Telefon ten odebrali policjanci po zabójstwie, a dziewczyna, której zaufała późniejsza matkobójczyni, została przesłuchana w charakterze świadka.
Anna B. w sobotę usłyszała zarzut zabójstwa. Grozi za to od 8 lat więzienia do dożywocia. Prokurator w niedzielę miał wystąpić do sądu o tymczasowe aresztowanie matkobójczyni. Na pewno zostanie zarządzona sekcja zwłok nauczycielki. Pewne jest też to, że podejrzana o zabójstwo przejdzie długie badania w zamkniętym oddziale szpitala psychiatrycznego.
Jerzy Mielniczuk


