
RZESZÓW. Niektóre autobusy będą ruszały teraz z dworca podmiejskiego, który będzie już nazywany Dworcem Komunikacji Lokalnej.
W czwartek Łukasz Dziągwa, dyrektor ZTM i Grzegorz Dyś, kierownik Działu Organizacji Przewozów ZTM, zaprosili na spotkanie przewodniczących rad osiedli Rzeszowa. Większość przedstawicieli rzeszowskich osiedli ze spotkania wyszło bez uśmiechu na ustach. O wynikach rozmów mówił nam Grzegorz Dyś.
Już na początku naszej rozmowy zaprzeczył, by w rozmowie z którymkolwiek z mieszkańców, doradzał mu chodzenie na piechotę, jak powiedziała nam Czytelniczka, dzwoniąc do nas w czwartek. – Może jesteśmy trochę poddenerwowani całą sytuacją, ale na pewno żaden z pracowników nie powiedziałby tak – dodaje. Co wynikło z rozmów z przedstawicielami rad osiedli Rzeszowa?
– Byliśmy przekonani, że rady osiedli będą mocniej krytykować te zmiany – mówi Dyś. – Krytykują, ale nie całość, tylko niektóre elementy zmian, czyli konkretne połączenia, i to też nie ze wszystkich osiedli. Chodzi o drobne poprawki. Głównie, żeby się zjeżdżały autobusy w jednym miejscu w celu przesiadki, żeby łączyć krótsze linie, które zaproponowaliśmy. My tak właśnie robimy, cały projekt zmian będzie podlegał dalszej obróbce i w tym celu ustaliliśmy z radami osiedli, że lipiec będzie miesiącem testowym, bo już nie uda nam się wdrożyć nawet tych najmniejszych poprawek teraz, ale zrobimy to od sierpnia. Po testowym lipcu, który wykaże nam jeszcze jakieś niedociągnięcia, czy kolejne potrzeby lub wskaże, które z połączeń są naprawdę dobre, spotykamy się z przedstawicielami osiedli 8 sierpnia. Na spotkaniu w podobnym gronie lub jeszcze szerszym, jeżeli dojdą chętni, ustalimy takie założenia i zmiany, które będą funkcjonować od września, po okresie wakacyjnym.
Mieszkańcy są zaniepokojeni
Do redakcji codziennie dostajemy kilkadziesiąt telefonów i maili w sprawie zmian w rozkładach jazdy. Były pochwały, ale też pretensje, głównie dotyczących linii 6, 10, 40, 36 i 16. – Może po okresie testowym dużo ludzi zrozumie, że te zmiany wyjdą nam tylko na dobre – mówi Dyś. – My też dostajemy wiele różnych telefonów. Po jednym, który krytykuje i potępia zmiany, dzwoni pasażer i mówi, że wreszcie ktoś pomyślał i zrobił takie połączenie. Mamy też telefony, w których mieszkańcy mówią, że niepotrzebnie wprowadzamy zmiany – mówi. Grzegorz Dyś pyta, skąd w takim razie brały się głosy mieszkańców krytykujących komunikację miejską, skoro teraz dzwonią i pytają, po co te zmiany, jak było tak dobrze.
– Widzieliśmy potrzebę zmian, bo było dużo interwencji – wyjaśnia. – Po analizie stwierdziliśmy, że nie możemy czekać, a okres wakacyjny to dobry czas na wprowadzenie zmian, choćby na podstawie pewnego rodzaju testu. Niestety, od razu nie da się tak zrobić, żeby wszyscy nasi pasażerowie, klienci, dla których przecież jesteśmy, byli w pełni zadowoleni. Jeżeli pasażerowie będą chcieli zmian, to część wprowadzimy. Na pewno nie robimy nic przeciwko mieszkańcom – zapewnia. Stwierdził jednak, że układ komunikacyjny miasta to pewien system, w którym zmiany na jednej linii wymuszają zmiany na innej, dlatego nie mogą wycofać się z tych największych zmian w kursach linii, bo straciłoby to sens.
Przekażemy propozycje mieszkańców
Zaproponowaliśmy, że sporządzimy listę sugestii i próśb, które cały czas wpływają do nas od Czytelników i przekażemy Zarządowi Transportu Miejskiego. Grzegorz Dyś zapowiedział, że choć komunikacja miejska nie jest dla pojedynczych osób, bo oni chcą wozić dużo ludzi, to pojedyncze głosy również zostaną wzięte pod uwagę przy wprowadzaniu ewentualnych zmian.
– Nawet Państwu podziękujemy za to, że podeślecie nam pracę, która zbierze interwencje mieszkańców w jedną całość – dodał na koniec rozmowy.
Blanka Szlachcińska



4 Responses to "Mieszkańcy: – Będziemy protestować. ZTM: – Nie robimy nic przeciwko mieszkańcom"