Dzieci ulegają wypadkom, bo dorosłym brakuje wyobraźni!

Wypadki z udziałem dzieci i maszyn rolniczych, to niestety codzienność naszych wsi, wynikająca głównie z braku wyobraźni dorosłych. Fot. Wit Hadło
Wypadki z udziałem dzieci i maszyn rolniczych, to niestety codzienność naszych wsi, wynikająca głównie z braku wyobraźni dorosłych. Fot. Wit Hadło

Wystarczy chwila nieuwagi, a nasza pociecha może sobie albo komuś wyrządzić krzywdę. Co prawda w każdym miejscu dziecku może się coś stać, ale szczególnie narażone są te, które mieszkają na wsiach.

Zaledwie tydzień temu rozpoczęły się wakacje, a już doszło na Podkarpaciu do dwóch poważnych wypadków z udziałem dzieci. Jedno dziecko zginęło, a drugie połamane trafiło do szpitala. To są wypadki poważne, ale przecież policja czy pogotowie nie prowadzi statystyk dzieci, które choćby pokaleczą się nożem, upadną na rowerze czy spadną z drzewa łamiąc sobie przy tym np. ręce. Zwłaszcza teraz, gdy nasze pociechy nie chodzą do szkół, a w ich głowach rodzą się różne niekoniecznie mądre pomysły na spędzenie czasu, to my rodzice powinniśmy myśleć za nie, żeby nie przydarzyła im się żadna krzywda.

Do pierwszej tragedii doszło w czwartek (27 czerwca) około godziny 18 w Rakszawie. Wstępnie policjanci ustalili, że 13-letni Dawid zabrał bez wiedzy swoich rodziców traktor typu SAM i zaczął nim jeździć po drodze gruntowej obok domów. Chłopak w pewnym momencie podjechał do jednej z posesji, gdzie wybiegła do niego siostrzenica Marlenka, 2-latnia dziewczynka. Z ustaleń policjantów wynika, że Marlena chciała dostać się na kolana do swojego wujka. Chłopak bez żadnych szaleństw, brawury czy głupich wybryków, ale w dobrej wierze postanowił podnieść siostrzenicę. Pochylił się z lewej strony potężnego kolosa i wówczas traktor niespodziewanie ruszył. Ogromne koło najechało na dziewczynkę.

Dziecko jeszcze żyło, gdy rodzina dzwoniła po karetkę. Rodzice Marlenki nie czekając wsiedli jednak do własnego samochodu i zaczęli pędzić do szpitala w Łańcucie. W połowie drogi spotkali jadąca do dziecka karetkę. Załoga ratowników zaczęła rozpaczliwą walkę o życie maleństwa. Przegrali ją jednak, bo po przyjeździe do szpitala lekarz stwierdził śmierć dziecka. Wypadek ten to tragedia podwójna, bo nie dość, że zmarło malutkie dziecko, to w sumie niewinny Dawid, bo trudno przecież potępiać 13-latka, przejechał swoją siostrzenicę i będzie musiał z tym piętnem żyć już do końca swojego życia. Chłopcem zajmie się sąd rodzinny, natomiast łańcucka prokuratura zbada, czy chłopak rzeczywiście bez wiedzy rodziców zabrał traktor.

Chłopczyk wypadł z traktora
Minęło zaledwie kilka dni i w ubiegły poniedziałek kolejna tragedia wydarzyła się, ale tym razem w miejscowości Rozbórz (pow. przeworski). Na szczęście jednak poważny wypadek nie skończył się tym razem śmiercią dziecka. Ale po kolei.

Dochodziła godzina 15, kiedy 35-letni mężczyzna kosił traktorem trawę na łące. – Podczas prac mężczyźnie towarzyszyła dwójka synów w wieku 6 i 4 lat – mówi Bartosz Wilk z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie. W pewnym momencie mężczyzna zatrzymał się i zaczął coś robić przy maszynie. Wystarczyła chwila nieuwagi i dwóch sprytnych chłopców wdrapało się do kabiny traktora. Na całe szczęście nie uruchomili maszyny, ale starszy podczas „wspaniałej” zabawy… wypadł przez drzwi i spadł na ziemię. Niby nic szczególnego dla dorosłego, ale taki wypadek może mieć poważne konsekwencje dla malucha i w tym przypadku miał, bo chłopczyk połamał się i został odwieziony do szpitala.

Policjanci jednak przyznają, że statystyk na temat wypadków dzieci nie prowadzą, a nie ma dnia, żeby na pogotowie nie trafiało przynajmniej kilkoro dzieci z urazami. A zagrożeń jakie czyhają na dzieci jest całe mnóstwo.

– W okresie wakacyjnym dużo dzieci nie wyjeżdża na kolonie czy obozy. Pozostają w domach. Niektóre z nich, codziennie, przez długi czas przebywają same. Mając na uwadze ich dobro przedstawiamy kilka rad, które mogą ochronić dziecko przed niebezpieczeństwem – mówi komisarz Paweł Międlar, rzecznik prasowy Podkarpackiego Komendanta Wojewódzkiego Policji.

Rozmawiać i tłumaczyć dziecku, co może mu zagrażać
Co więc trzeba robić, gdy dziecko zostaje samo w domu? Należy wcześniej z dzieckiem porozmawiać np. o zaczepkach ze strony nieznajomych, o obietnicach pokazania czegoś szczególnie atrakcyjnego w odległym od domu miejscu, czy propozycji przejażdżki samochodem. – Należy również nauczyć swoje dzieci, aby podczas nieobecności rodziców w domu nikomu nie otwierały drzwi. Zamontować w drzwiach mocne zamki, zadbać o odpowiednie zabezpieczenie instalacji gazowej i elektrycznej oraz urządzeń, które są do nich podłączone. Warto poprosić sąsiadów, aby zwracali uwagę na obcych. Należy także dzwonić o różnych porach i rozmawiać z dzieckiem. Rodzice powinni schować także przed swoimi pociechami wszystkie lekarstwa – tłumaczy komisarz Międlar.

Niby banalne rady, ale większość rodziców o nich kompletnie nie pamięta i np. w domu, obok telefonu, nie znajduje się kartka z odnotowanymi numerami telefonów do: pracy, mamy, taty lub bliskich członków rodziny (np. dziadków), czy numerów alarmowych na policję, straż pożarną, czy pogotowie. W razie czego dziecko, a trzeba dodać, że w krytycznych sytuacjach jest przerażone, nawet nie wie jak ma się skontaktować choćby z najbliższymi.

Zagrożenia na wsi większe niż w mieście
Co prawda w każdym miejscu dziecku może się coś stać, ale szczególnie narażone są te dzieci, które mieszkają na wsiach. Zwłaszcza w okresie żniw, czyli wakacyjnym, dochodzi tam do wielu wypadków, bo często dzieci pomagają rodzicom w pracach polowych, a nie oszukujmy się, nawet przysłowiowy trzepak, wdrapywanie się na drzewa, czy siedzenie przed blokiem na ławce nie jest tak niebezpieczne dla dziecka jak obcowanie z kombajnem, czy traktorem.

Dlatego przede wszystkim rodzice powinni myśleć i wiedzieć, że owszem, dziecko może pomagać, ale trzeba powierzać mu pracę zgodnie ze zdrowym rozsądkiem. A nie jest żadną tajemnicą, że 12-latkowie jadą np. po polu traktorem, bo ich ojciec w tym czasie wykonuje inne prace. Owszem to frajda dla dziecka, ale zwykle do czasu. I tu policjanci mówią kategorycznie, że niedopuszczalne jest obsługiwanie przez najmłodszych różnego rodzaju maszyn i urządzeń elektrycznych, żeby dziecko było nie wiadomo jak roztropne i inteligentne. Co więcej właściciele posesji czy też jej użytkownicy są zobowiązani do zabezpieczenia wszelkiego rodzaju zbiorników, studni, kanałów i tym podobnych. Co prawda śledztwo jeszcze się nie zakończyła, ale być może właśnie źle zabezpieczony dół z gnojowicą był przyczyną tego, że na początku czerwca tego roku 3-letni chłopczyk, w miejscowości Lutcza wpadł do niego i utopił się.

Wiadomo, że w gospodarstwie zwykle wisi wiele przewodów elektrycznych, a to absolutnie niedopuszczalne, bo mały człowiek jest zainteresowany zwykle wszystkim, a łapiąc za kabel naraża się na porażenie. Nawet taka proza życia jak opieka nad zwierzętami: czyli nad psem, kotem, czy zwierzętami hodowlanymi mogą dziecku wyrządzić wielka krzywdę, więc warto najmłodszych uczyć, że do zwierząt należy podchodzić zgodnie z zasadą ograniczonego zaufania.

Co jeszcze może zagrozić naszym maluchom? Choćby preparaty chemiczne, których na wsi jest mnóstwo, bo stosowane są np. do oprysków. Nie wolno ich wdychać nie tylko dzieciom, ale także dorosłym. Wszelkie substancje chemiczne powinny być należycie zabezpieczone, bo wystarczy chwila nieuwagi i dziecko odkręci butelkę, a łyk silnie toksycznych środków może być ostatnią rzeczą jaką dziecko weźmie do ust.

Życie na wsi jest miłe, bo często można obcować z przyrodą, ale ta przyroda może nieść także śmiertelne zagrożenie. Funkcjonariusze apelują więc, aby nie pozwalać dzieciom na samotne spacery po lesie, a także na chodzenie nawet w grupie innych dzieci nad wodne akweny.

I pamiętajmy, że co prawda wszędzie może się coś stać naszym dzieciom, ale nie trzymajmy ich pod tzw. kloszem, bo przecież każdy w życiu nabił sobie guza na głowie lub zwichnął palca, czy spadł z huśtawki. Ufajmy w inteligencję naszych pociech, ale jednocześnie nauczmy się przewidywać zagrożenia i zawczasu je zapobiegajmy, żeby pewnego dnia nie było za późno.

Grzegorz Anton

Leave a Reply

Your email address will not be published.