
STALOWA WOLA. Piłkarska Stal ma najniższy budżet w drugiej lidze i nie ma za co wyjeżdżać na mecze. Jedyny ratunek w budżecie miasta. Prezydent się opiera, radni biją pianę i tak się to toczy.
Piłka drugoligowa coraz mniej trzyma się nogi Sportowej Spółki Stal. Jej głównie młodzi działacze otworzyli serca i sumienia przed prezydentem miasta, prosząc o 400 tys. zł. Kwota ta jest Stali potrzebna do zamknięcia budżetu przed nowym sezonem. Prezydent potraktował tę prośbę jak szantaż.
– Piłkarska spółka jest podmiotem, który powinien działać w oparciu o czyste kryteria gospodarcze, a nie na zasadzie, jak trwoga to do Boga. Będą wolne pieniądze, to coś damy, ale na pewno nie czterysta tysięcy – burzy się Andrzej Szlęzak. Czy to zapowiedź spadku „Władców Podkarpacia” z centralnych rozgrywek?
Stal ma bogate piłkarskie tradycje, ale kasę pustą, jak większość klubów nie tylko w regionie. Stal miała szansę być klubem bogatym, ale szansę tę zmarnowała. 20 lat temu klub dostał od Huty Stalowa Wola spory majątek, ale zarządzanie nim nie było widać najmocniejszą stroną działaczy sportowych.
Klubowi po transformacjach został jednak elegancki hotel i spory zakład pracy chronionej. Dochody z jednego i drugiego miały utrzymywać sport profesjonalny na wysokim poziomie. Nie utrzymały i dlatego z klubu wyłączono najbardziej kosztochłonną piłkarską drużynę, nad którą pieczę przejęła Piłkarska Spółka Akcyjna. To PSA rozmawia teraz z prezydentem o pieniądzach.
Handlowy paradoks na targowisku
– Nie jest prawdą, że teraz wyciągnęliśmy rękę po miejskie pieniądze, bo rozmawiamy o nich od roku – mówi Mariusz Szymański z PSA Stal. – Bez pomocy miasta nie utrzymamy drużyny na poziomie odpowiadającym aspiracjom piłkarzy i kibiców. Piłkarze promują miasto, a my nie chcemy wiele, w porównaniu do tego, co dają inne miasta na piłkę.
Co do piłkarskiej promocji, to prezydent Szlęzak zachowuje daleką wstrzemięźliwość. Chyli czoła przed osiągnięciami działaczy PSA, którym przez ostatni trudny sezon udało się utrzymać zespół w drugiej lidze, ale przypomina im, że to klub Stal jest głównym udziałowcem PSA i powinien dać pieniądze na piłkę. – Panowie z klubu Stal chcą żyć lekko, łatwo i przyjemnie, więc znaleźli sobie naiwniaków, którzy świecą za nich oczami i chodzą po prośbie – wypalił z grubej rury włodarz miasta. Wyliczył zrazu, że piłkarze klubowi za darmo trenują na obiektach miejskich, że miasto za grube miliony buduje im nowoczesny stadion i daje pieniądze na bieżącą działalność z opłat na miejskim targowisku. Klub Stal od kilku lat pobiera opłaty od handlujących. O ile jednak 6 lat temu ściągał prawie 1 mln. zł rocznie, to w ub. roku ta ściągalność spadła do nieco ponad 400 tys. zł. A handlujących z roku na rok przybywa i opłaty nie tanieją! Zapachniało prokuratorem, którego jednak prezydent nie chce wpuszczać na targowisko. Na razie.
Wolą gadać, niż sięgać po konkrety
Klub broniąc się przed zarzutem trwonienia pieniędzy, stwierdza ustami prezesa Marka Kaczmarskiego, że wszystkie pieniądze z opłat targowych idą na szkolenie 11. grup młodzieżowych. Ich roczne utrzymanie kosztuje 700 tys. zł i działacze muszą kombinować, żeby przynajmniej ten stan utrzymać. Szlęzak odpowiada prosto, że gdyby pilnowali swojego interesu na targowisku, nie musieliby kombinować. Środowisko piłkarskie paradoksalnie ma w Radzie Miejskiej całkiem przyzwoitą reprezentację. Radni mogliby dać na piłkę, ile by im się tylko zamarzyło. Wystarczy tylko znaleźć kilku kolegów, którzy poparliby ich wniosek. Podczas ostatnie sesji przynajmniej kilku „obrońców futbolu” zajmowało głos. Żaden nie zgłosił formalnego wniosku.
Jerzy Mielniczuk



5 Responses to "Po której stronie piłka?"