
PRZYBORÓW, DĘBICA. Antyterroryści szturmowali mieszkanie zabójcy.
Grzegorz Ż. (60 l) zabił na ulicy 26-letniego mężczyznę, po czym zabarykadował się w swoim mieszkaniu w bloku. Z okna wygłosił płomienną przemowę do mieszkańców wsi. Został ujęty po trzech godzinach, kiedy antyterroryści szturmem wdarli się do jego mieszkania.
Przyborów koło Dębicy, tuż po godz. 17. Przy głównej drodze biegnącej przez wieś przechodnie zauważyli szamotaninę. To Grzegorz Ż. szarpał się z jednym ze swoich sąsiadów, uderzył go nożem i zadał mu ranę nad uchem. Na pomoc nadbiegł Rafał K. (26 l). Grzegorz Ż. pchnął Rafała K. nożem w klatkę piersiową. Świadkowie udzielili pomocy 26-latkowi, był ranny, krwawił. Mimo wysiłków ratowników ranny Rafał K. zmarł w karetce podczas reanimacji.
– Po zabójstwie jakby nigdy nic siadł na schodach do bloku i bawił się z psami – mówią świadkowie. – Nikt go nie zatrzymywał, bo zawsze miał przy sobie swoje psy. A psy go słuchały i rzuciłyby się na każdego. Zresztą on zawsze chodził wyposażony, za pasem miał noże, siekierki – dodaje mieszkaniec wsi.
Zabójca zabarykadował się w swoim mieszkaniu w bloku na 3. piętrze. Z okna wywiesił flagę i wystawił godło Polski. Wygłosił do mieszkańców wsi płomienną przemowę. Krzyczał, że nie pozwoli wziąć się siłą, ze jest niewinny. Groził, że odkręci gaz i wysadzi budynek. – Słuchało mnie więcej ludzi niż papieża – zeznał potem w prokuraturze.
Po zabezpieczeniu okolicy do działań przystąpili policjanci z Samodzielnego Pododdziału Antyterrorystycznego Policji w Rzeszowie. Podejrzany nie otworzył drzwi na polecenie policjantów. Antyterroryści wyważyli je i obezwładnili 60-letniego mężczyznę. Użyli paralizatora elektrycznego.
W poniedziałek mężczyzna został doprowadzony do prokuratury. – Przyznał się, ale twierdził, że ofiarę pchnął nie nożem, ale drewnianą drzazgą długości 10 centymetrów – mówi Jacek Żak, szef Prokuratury Rejonowej w Dębicy. – Jednak podczas wizji lokalnej przyznał się, że użył noża, wskazał też, gdzie ukrył narzędzie zbrodni, które zostało zabezpieczone.
Sprawca był znany w okolicy i w organach ścigania. Był skazany wyrokiem w zawieszeniu, bo chodził po Przyborowie z 3 psami bez smyczy i kagańców. Mieszkańcy skarżyli się na niego, że ich zastrasza, że nie pilnuje psów, które atakują dzieci.
– Pomiędzy tym mężczyzną a jego sąsiadami od dawna był konflikt – przyznaje prokurator Żak. – Prowadziliśmy postępowanie o dwukrotne pobicie Grzegorza Ż. Rafał K. był podejrzany o udział w jednym z tych pobić.
Mieszkańcy Przyborowa mają złe zdanie o Grzegorzu Ż. – Wielokrotnie się na niego skarżyliśmy na policję, jednak policja nic nie zrobiła – denerwuje się jedna z mieszkanek. – Dopiero gdy doszło do tragedii, to nawet antyterroryści przyjechali, a jak nam groził i zastraszał, to nikt nie przyjechał.
Artur Getler


