Rekonstrukcja rzezi wołyńskiej w Radymnie wywołała lawinę emocji. Chyba nawet większe niż kontrowersyjna uchwała Sejmu i jajko na garniturze prezydenta Komorowskiego razem wzięte.
Reakcje 5 tys. osób, które obserwowały inscenizację na miejscu, były pozytywne: piękna, wzruszająca inscenizacja. Jednak niektóre środowiska z uporem maniaka krytykują pomysłodawców rekonstrukcji, a ujadanie rozpoczęły zanim jeszcze cokolwiek zobaczyliśmy. Że wywołuje skrajne emocje, że nawołuje do zemsty, że pogorszy relacje Polski z Ukrainą, że epatuje cierpieniem itd. Cenne były natomiast głosy Ukraińców, bowiem oni słusznie zwracają uwagę, iż nasza wspólna historia nie jest czarno-biała.
Mimo tej całej medialnej nagonki, inscenizacja w Radymnie okazało się dużym sukcesem. Nie epatowała cierpieniem, ani nie nawoływała do zemsty. Każdy, kto ją widział, zwłaszcza na żywo, musiał być pod wrażeniem. Szkoda, że transmitowała ją na żywo tylko jedna i to prywatna, niszowa stacja telewizyjna. TVP miała jednak ważniejsze rzeczy: w „Jedynce” film przygodowy, zaś w „Dwójce” festiwal muzyczny. A chętnych do obejrzenia rekonstrukcji na pewno były miliony Polaków.
Jest jeszcze jedna istotna rzecz, na którą mało kto zwraca uwagę oceniając widowisko z Radymna. Otóż jego organizatorzy i aktorzy podjęli się odtworzenia scen, których nie są w stanie oddać nawet najlepsze produkcje filmowe z najlepszymi aktorami na świecie. Wystarczy wpisać w wyszukiwarce internetowej „Wołyń”, by przeczytać relacje naocznych świadków, którzy cudem przeżyli tamtą rzeź, a także odnaleźć archiwalne, makabryczne zdjęcia. Ciężko to nawet opisać słowami, a co dopiero pokazać.
W żadnym stopniu nie umniejsza to jednak pokazowi przygotowanemu przez Przemyskie Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej „X D.O.K.”. Gdyby nie ich inscenizacja w Radymnie, to z 70. rocznicy Zbrodni Wołyńskiej zapamiętalibyśmy pewnie tylko kontrowersyjną uchwałę Sejmu i jajko na garniturze prezydenta Komorowskiego. I chwała im za to, że na to nie pozwolili.
Arkadiusz Rogowski


