Wszyscy w napięciu czekali na rekonstrukcję rzezi wołyńskiej i to bynajmniej nie tylko ci ciekawi tematu i samego widowiska. Także ci, którzy uważali, że to przedsięwzięcie niepotrzebne, ba, nawet szkodliwe. Dlaczego?
Bo miało zepsuć relacje Polski z Ukrainą, a także stosunki Polaków z mniejszością ukraińską. Bo po co rozdrapywać rany i „jątrzyć”. Na krótko przed widowiskiem „obudził się” Związek Ukraińców w Polsce, który zaapelował do władz wojewódzkich i samorządowych o jego odwołanie. Nikt naturalnie prawa do apelowania związkowi nie odbiera, zdziwienie budzi jednak widniejąca na nim data: 18 lipca. A przecież o rekonstrukcji wiadomo było od tak dawna i wiadomo było, że na dwa dni przed nią nie ma mowy o jej odwołaniu. Ukraińcom w Polsce zrzeszonym w ZUwP, jak napisali w apelu, motywy organizatorów „rekonstrukcji” (cudzysłów zaczerpnięty z tegoż pisma) wydają się niepojęte. Bo pomordowanym należy się cześć, modlitwa i pochówek. Jednakowoż trudno dociec, dlaczego widowisko miałoby wyżej wymienione wykluczać, albo nawet umniejszać ich znaczenie.
Dalej wspomniano o Ukraińcach pomordowanych przez polskie oddziały zbrojne w miejscowościach nieodległych od Radymna i zapytano ironicznie, czy społeczność ukraińska ma zrealizować „rekonstrukcje” na ten temat. Na koniec apelu o zaniechanie wystawienia widowiska dowiadujemy się, że nie służy ono uczczeniu pamięci pomordowanych, a antyukraińskim stereotypom i… wzbudzaniu w młodym pokoleniu nienawiści do Ukraińców. Zabrzmiało to smutno i złowrogo, szczególnie gdy pomyśli się, jaką „braterską miłość” do Polaków wzbudza ukraińska partia „Swoboda”, albo wystąpienia wołyńskich deputowanych potępiających uchwały naszego parlamentu w sprawie zbrodni wołyńskiej i przytaczających argumenty, że agresja zaczęła się ze strony polskiej, a „Ukraińcy tylko się bronili”.
Jeden z deputowanych z Wołynia nie zawahał się nawet nazwać uchwał zbrodniczymi. Rodzi się pytanie: czy o te dobrosąsiedzkie stosunki miedzy Polską a Ukrainą idzie twórcom apelu podpisanego przez władze Związku Ukraińców w Polsce? I czy zdecydują się na zaapelowanie do działaczy „Swobody” i wołyńskich deputowanych, żeby zaprzestali swoich działań? Bo chyba nikt nie ma wątpliwości, że te działania naprawdę szkodzą relacjom polsko-ukraińskim. Tylko dziwnym trafem tak się jakoś składa, że zarzucać cokolwiek w tej mierze „można” i „trzeba” tylko polskiej stronie, tak przynajmniej uważają niektórzy…
Monika Kamińska



4 Responses to "Co tak naprawdę szkodzi relacjom polsko-ukraińskim?"