
STALOWA WOLA. Maratońskie trasy pokonuje dopiero od niespełna 5 lat, ale te płaskie traktuje już tylko jako rozgrzewkę przed morderczymi ultramaratonami.
Andrzej Gondek pokochał pustynie. Wiosną przebiegł ok. 250 km po Saharze. Jeszcze na dobre nie spłukał z siebie pustynnego kurzu, a już planuje przyszłoroczne męczarnie. Tym razem chce zdobyć cztery najbardziej ekstremalne pustkowia w ciągu jednego roku. Do tej pory dokonało tego zaledwie 28. maratończyków na całym świecie. Gondek chce być tym dwudziestym dziewiątym, a zarazem pierwszym z Polaków.
Gondek pochodzi ze Stalowej Woli. Tu grał m.in. w pierwszym zespole ekstraklasowych koszykarzy Stali. Teraz prowadzi biznes w Warszawie, ale ze sportem się nie rozstał. Wiosną przebiegł Maraton Piasków w Maroku, jeden z najcięższych ultramaratonów na świecie. Biegł dla podopiecznych stalowowolskiego Ośrodka Rehabilitacji dzieci i Młodzieży Niepełnosprawnej „Szansa”. Biegnąc zarobił trochę pieniędzy dla niepełnosprawnych. Teraz podopieczni „Szansy” kibicują mu w kolejnym wyzwaniu.
Pobiegnie na kilku kontynentach
Biegów maratońskich przybywa i głośno jest już tylko o najsłynniejszych, albo wyjątkowo ekstremalnych ultramaratonach. „Gonzo” idzie w kierunku ultramaratonów. Wśród tych szacunek wzbudzają cztery biegi pustynne. Nie sztuka przebiec każdy z nich, chociażby w rocznych odstępach, ale wszystkie w ciągu jednego roku. Na śmiałków czekają cztery pustynie „naj”. Największa, czyli Sahara, najbardziej sucha Atacama w Południowej Ameryce, pustynia Gobi, która uchodzi na najbardziej wietrzną i najzimniejsza Antarktyda. Na każdej z tych pustyń organizowane są ultramaratony. Ich terminy rozłożone są w kilkumiesięcznych odstępach, by biegacze, którzy chcą je „połknąć” w ciągu roku, mieli na to przynajmniej cień szansy. Więcej niż cień dostrzegł Andrzej Gondek.
– Mam zaproszenia i potrzebuję teraz znaleźć tylko sponsorów, bo wyprawa na kilka kontynentów trochę jednak kosztuje – mówił podczas ostatniego biegania w rodzinnej Stalowej Woli. – Naprawdę chcę się wpisać do grona zdobywców czterech pustyń i czuję, że mam szansę.
Nasz biegacz okrzepł na Saharze i z nadzieją na poprawienie lokaty z debiutanckiego występu, już myśli o przyszłorocznym Marathon des Sables. Bardziej tajemnicze są Gobi i Atacama. Zwłaszcza ta druga ma złą opinię wśród biegaczy i rajdowców. Zimnej Antarktydy się nie boi, bo paradoksalnie przed Maratonem Piasków trenował w polskich zaspach śniegu.
Jerzy Mielniczuk


