
STALOWA WOLA. Nowa konstrukcja wkrótce przestanie być tajemnicą. Jej zręby powstały w Izraelu, w Jelczu kończą budować podwozie, a całość zostanie zmontowana nad Sanem.
Pod koniec przyszłorocznego lata zostanie publicznie pokazany „Kryl”. To nowa armatohaubica kołowa, nad którą konstruktorzy z Huty Stalowa Wola pracują od kilku lat. Prawdopodobnie już na tegorocznych targach zbrojeniowych w Kielcach dojdzie do prezentacji nowego samochodu ciężarowego z należącej do grupy HSW spółki Jelcz – Komponenty. W przyszłości zostanie osadzone na nim 155-milimetrowe działo. Na „Krylu” HSW ma zarobić więcej, niż na gąsienicowym „Krabie”.
– Spekulacje zostawiamy na boku i robimy swoje – tak Krzysztof Trofiniak, prezes HSW odniósł się do przecieków z rządu o możliwości wchłonięcia podkarpackiego producenta uzbrojenia przez Polski Holding Obronny, czyli jeszcze niedawny Bumar. W priorytetach dla firmy wymienił m.in. szybkie zbudowanie pierwszej polskiej kołowej armatohaubicy.
Wybór padł na izraelskiego Elbita
Zgodnie z podpisaną w ub. roku umową z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju, prototyp „Kryla” ma być gotowy do 2015 r. To znaczy, że prace konstrukcyjne powinny być na ukończeniu. Z HSW trudno wyciągnąć jakiekolwiek szczegóły na temat nowej konstrukcji. Wiadomo tylko, że będzie to połączenie izraelskich armat z Elbita, z polskimi systemami kierowania ogniem, łączności i dowodzenia oraz oczywiście kołowym podwoziem z Dolnego Śląska. Huta nie jest jeszcze w stanie produkować własnych luf i dlatego rozmawiała z dwoma liczącymi się producentami haubic, francuskim Nexterem i właśnie Elbitem. Wybór padł na izraelską spółkę, gdyż zgodziła się ona na produkcję dział w Polsce. Tylko prototyp i pierwsza partia seryjna, będą montowane z komponentów przywiezionych z Izraela. Oczywiście nie bez znaczenia były parametry techniczne Atmosa, jak Izraelczycy nazywają swoją lekką armatohaubicę.
Lekka, bo „Kryl” ma ważyć do 18 ton, tak by swobodnie mieścił się w ładowni transportowego herkulesa. To mniej niż połowa wagi produkowanego w HSW gąsienicowego „Kraba”. Obie armatohaubice mogą strzelać nawet na odległość 50 km. Nasza armia na początek będzie potrzebowała kilkadziesiąt kołowych armatohaubic. „Kryl” ma być jedna lepszym biznesem dla HSW, niż ciężki „Krab”. Głównie dlatego, że większy będzie w nim udział podzespołów z grupy HSW. Największym będzie nowiutkie podwozie z Jelcza wyposażone w nowszą i mocniejszą jednostkę napędową.
Kołowy biznes dobrze się kręci
HSW kupując w ub. roku od syndyka spółkę Jelcz – Komponenty, zrobiła „biznes stulecia”. W ciągu tego czasu zainwestowała kilkanaście milionów zł w nowe wyposażenie dolnośląskiej montowni. Teraz już tylko może kolekcjonować zamówienia. Wojsko nasze musi wymieniać już teraz kilkaset ciężarówek, a w planach J-K jest także produkcja cywilna. W tym roku w Jelczu-Laskowicach ma być podwojona produkcja do prawie 250 ciężarówek i specjalistycznych podwozi. To do „Kryla” lada dzień będzie miało swój debiut. Wygląd zupełnie inny od dotychczas montowanych, czteroosobowa kabina i czteroosiowa konstrukcja, która powstała w oparciu o sugestie konstruktorów z Elbitu.
Jerzy Mielniczuk



2 Responses to "„Kryl” wystrzeli za rok"