
STALOWA WOLA. Lucjan Trela ostatecznie zerwał z boksem. Tym czynnym, ostatnio w wymiarze już wyłącznie trenerskim.
Pięciokrotny mistrz Polski i przez długi czas jedyny olimpijczyk ze Stalowej Woli, przez kilka ostatnich lat trenował bokserskie nadzieje w klubie MOSiR „Feniks”. Zmęczenie długą karierą dało jednak o sobie znać i pan Lucek boks już teraz będzie tylko obserwował z fotela.
W piątek został zaproszony do magistratu, gdzie prezydent Andrzej Szlęzak (na zdjęciu z lewej) i Andrzej Chmielewski, dyrektor stalowowolskiego MOSiR, podziękowali znanemu bokserowi za wszystko, co dla sportu i miasta zrobił.
Był czas na krótkie wspominki, a w tych nie mogło zabraknąć George’a Foremana, mistrza olimpijskiego i zawodowego mistrza świata, z którym Trela skrzyżował rękawice na Olimpiadzie w Meksyku. Jako jedyny przeciwnik czarnoskórego mistrza nie leżał wtedy na deskach; przegrywając tylko na punkty. Po latach przyznał, że Foreman wcale nie był jego najgroźniejszym przeciwnikiem. Walki z nim do tej pory nie obejrzał.
– Nie było wtedy takich jak dziś technik rejestracji i widziałem tylko fragmenty tamtego pojedynku – wspomina mistrz wagi ciężkiej.
jam


