
RZESZÓW. Dysponujemy już zdjęciem zmarłej kobiety. Jeżeli wiesz kim jest, zadzwoń na policję.
Nadal nie wiadomo, kim jest tajemnicza kobieta, która została znaleziona tuż obok kolejowej kładki w Rzeszowie przy ul. Kochanowskiego. Denatka była przywiązana paskiem za szyję do małego drzewka w pozycji klęczącej. W Rzeszowie pojawiła się plotka, że kobieta wcale nie popełniła samobójstwa i że ktoś ją zamordował. – Wiemy już z całą pewnością, że było to samobójstwo, a wbrew pozorom powiesić można się nawet pod łóżkiem – tłumaczy Łukasz Harpula, z-ca prokuratora rejonowego dla miasta Rzeszów.
Do odnalezienia ciała doszło w czwartek, 1 sierpnia, około godziny 6.55. Dwóch mężczyzn przechodziło obok kładki kolejowej (od ul. Kochanowskiego) i jeden z nich zauważył rój much. Zaciekawiony wszedł w pobliskie krzaki i jego oczom ukazał się makabryczny widok. Do jednego z małych drzewek przywiązana za szyję, w pozycji klęczącej była kobieta. Jak nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, kobieta mogła umrzeć nawet dwie doby wcześniej, dlatego jej twarz była zniekształcona zwłaszcza w okolicach ust, które uległy procesom gnilnym, a twarz częściowo wyjedzona była już przez robaki. Kilka minut później na miejscu pojawili się policjanci, którzy dokonali oględzin miejsca zdarzenia.
Czy to mogło być zabójstwo?
Po artykułach Super Nowości, które pierwszy napisały o tej sprawie, w Rzeszowie pojawiły się plotki, że to z pewnością było zabójstwo, bo jak zwracali nam uwagę Czytelnicy, powiesić można się wisząc nogami nad ziemią. Postanowiliśmy to wyjaśnić. – Po sekcji zwłok jesteśmy pewni, że to samobójstwo, bo w przypadku gdyby doszło do działania osób trzecich, pozostałyby pewne ślady np. takie, że ofiara walczyła, a w tym przypadku nic takiego nie miało miejsca – tłumaczy prokurator Harpula. – A co do samego powieszenia, to ludzie błędnie myślą, że ciało musi wisieć w powietrzu. Powiesić można się m.in. na klamce przy drzwiach, kaloryferze, a nawet widziałem, jak w zakładzie karnym więzień powiesił się pod łóżkiem opuszczając się na sznurku w pozycji leżącej – dodaje.
W podobnym tonie wypowiadają się policjanci i mówią, że pamiętają zdarzenia, kiedy człowiek powiesił się na popielniczce w pociągu, a głowa denata wisiała zaledwie 20 cm od podłogi. – Taka osoba bardzo szybko traci przytomność, bo np. sznurek czy pasek uciska tętnice, krew nie dochodzi do mózgu i osoba ta traci przytomność, a następnie dusi się. Dlatego ważne jest, żeby dzieci podczas zabawy nie przywiązywały sobie nic do szyi, bo wystarczy moment i dziecko może nie żyć – wyjaśnia prokurator Harpula. – W przypadku znalezionej przy kładce kolejowej kobiety właśnie doszło do uduszenia przez powieszenie i absolutnie nic nie wskazuje na udział osób trzecich – dodaje.
Policjanci proszą o pomoc
Co do ustalenia tożsamości, to na razie nie ma żadnego punktu zaczepienia. Ostatecznie udało się bardzo szybko wykonać retusz zdjęć kobiety, bo ten oryginalny wizerunek był bardzo drastyczny i nie nadawał się do pokazania w mediach. Nikt jednak nie zgłosił zaginięcia kobiety w wieku około 50-60 lat, ale zmarła mogła przyjechać na pobliską stację pociągiem dosłownie z każdego miejsca w kraju. Fotografia jej twarzy trafiła do jednostek policyjnych w całej Polsce, ale jak na razie nikt z funkcjonariuszy nie rozpoznał jej na zdjęciu. Pobrano także odciski palców i sprawdzano, czy znajduje się w policyjnej bazie danych, ale także nic to nie dało. – Być może zdjęcie tej kobiety w mediach pozwoli zidentyfikować jej tożsamość – mówi prokurator Harpula.
Jak dodaje komisarz Paweł Międlar, rzecznik prasowy podkarpackiej policji, jeżeli i to nie pomoże, to całkiem możliwe, że zostanie nawiązany kontakt z zagraniczną policją w celu identyfikacji kobiety.
Wszystkie osoby, które mogą pomóc w identyfikacji kobiety proszone są o kontakt z Komendą Miejską Policji w Rzeszowie, telefon (17) 858 32 24 lub telefon alarmowy Policji – 997.
Grzegorz Anton



4 Responses to "Śmierć na kolanach"