Strzela w gradowe chmury i zamienia je w deszcz

W metalowej dyszy dochodzi do połączenia powietrza i acetylenu, który następnie wystrzeliwany jest prosto w chmurę w postaci fali dźwiękowej. Fot. Bogdan Myśliwiec
W metalowej dyszy dochodzi do połączenia powietrza i acetylenu, który następnie wystrzeliwany jest prosto w chmurę w postaci fali dźwiękowej. Fot. Bogdan Myśliwiec

Sadownik Łukasz Wróblewski znalazł wystrzałowy sposób na gradowe chmury. Strzela do nich ze specjalnie skonstruowanego działa i neutralizuje ich niszczycielską moc.

Grad dał mu w kość niejeden raz. Po miesiącach wytężonej pracy wystarczyło nawet kilkudziesięciosekundowe gradobicie, by tysiące jabłek nie nadawały się do sprzedaży. Po ubiegłorocznym ataku gradu o wielkości pięciozłotówek, które zniszczyły aż 80 procent produkcji, Łukasz Wróblewski powiedział dość i zakupił działo, które pozwoli mu się bronić przed gradobiciem.

– Nieraz zdarzały się gradobicia, które niszczyły mniejszą lub większą część produkcji – przyznaje Łukasz Wróblewski z Łukawy koło Sandomierza. – Ubezpieczałem się, więc odszkodowanie rekompensowało mi te straty. Ubiegłoroczna burza gradowa, która przeszła nad Łukawą dokładnie 5 sierpnia, poczyniła jednak tak potężne szkody, że nie było mowy o wyrównaniu strat. Grad miał wielkość monet pięciozłotowych. Moje sady rozciągają się na powierzchni 45 hektarów, a grad zniszczył 80 procent produkcji.

Cała praca na marne
Sadownik z 20-letnim stażem nie kryje, że po takim gradobiciu może odechcieć się produkować jabłka. Wielomiesięczna praca, ogromne nakłady finansowe, w ciągu kilkudziesięciu sekund, tracą całą swoją wartość. Wielu sadownikom, którzy stają na wprost takiej klęski nie pozostaje nic, jak siąść i płakać. Odszkodowania, nawet jeśli uprawy były ubezpieczone, nie wyrównują bowiem strat. Łukasz Wróblewski po tym, jak grad spustoszył jego sady w ubiegłym roku, nie załamał się, ale postanowił przeciwstawić się niszczycielskiej sile żywiołu.

Czas wytoczyć działo
– Słyszałem o urządzeniach, z których można strzelać do gradowych chmur i dobrze mu się przyjrzałem na targach w Kielcach – przyznaje sadownik. – Nazywają się działami przeciwgradowymi. Pierwsze takie w naszym regionie ustawił w czerwcu sadownik w Bugaju. Moje jest drugie. Łącznie w Polsce są trzy takie działa, które wyprodukowane zostały w Hiszpanii. Ile jest dział innych producentów, tego nie wiem.

Aby sprawdzić na własne oczy, jak wygląda i jak działa, przeciwgradowa armata pojechaliśmy z Łukaszem Wróblewskim do jego sadu. Urządzenie ukryte jest w niewielkim blaszaku, nad którym góruje metalowa dysza ustawiona pionowo w niebo, a dokładniej w gradowe chmury.

Falą dźwiękową w chmurę
– W sumie to bardzo prosta konstrukcja, oparta na prostym pomyśle. Wewnątrz blaszaka po jednej stronie stoją butle z acetylenem, po drugiej dysza. Za niewielką ścianką działową zamontowana jest część elektroniczna urządzenia. Na czym polega petent?

– Urządzenie wyposażone jest w radar, który wyczuwa nadchodzące chmury gradowe i strzela w nie na wysokość 15 tys. metrów falą dźwiękową powstałą w wyniku zmieszania powietrza i acetylenu. Jest ona dodatnio naładowana. Ładunek ten zmienia polaryzację chmury, czyli miesza powietrze zimne z ciepłym i nie dopuszcza w ten sposób do powstania kulek gradowych. Z takiej chmury spadnie jedynie deszcz lub śnieg – wyjaśnia Łukasz Wróblewski.

Trzy bitwy już wygrali
Działo pana Łukasza od chwili zamontowania wystrzeliło już dwa razy. Drugiego z sadowników, w miejscowości Bugaj, prawdopodobnie także uratowało przed potężnym gradobiciem.

– Widzieliśmy chmurę, która szła nad nasze sady. Działo kolegi wystrzeliło i na ziemię spadł jedynie deszcz. Wydaje się więc, że udało się ją zneutralizować tak, jak obiecuje producent – dodaje sadownik i przyznaje, że ten sposób rozprawiania się z chmurami gradowymi znany jest w zachodniej Europie od 150 lat. U nas to wciąż rzadkość, ale coraz więcej sadowników będzie sięgać po te urządzenia, bo mimo ich wysokiej ceny, to jedyny sposób na uchronienie się przed stratami.

Chronią sady swoje i sąsiadów
Ile kosztuje działo przeciwgradowe? Wartość tych zainstalowanych pod Sandomierzem to koszt około 200 tysięcy złotych.

– Producent gwarantuje, że promień ochrony, jaki daje fala dźwiękowa, to minimum 500 metrów. W rzeczywistości jest to jednak o wiele więcej. Ja zdecydowałem się na montaż działa w takim miejscu, aby jego „pole rażenia” zazębiało się z falą sadownika z Bugaja. Łącznie więc nasze działa dają ochronę na bardzo dużym terenie i stanowią parasol nie tylko dla naszej produkcji.

Pan Łukasz Wróblewski, mimo że odwiedziliśmy go w piękny słoneczny poranek, specjalnie dla nas odpalił na kilka minutprzeciw gradowe działo. Przyznać trzeba, że fala wychodząca z dyszy powoduje ogromny huk. Poziom hałasu dochodzi nawet do 120 decybeli, a gdy zbliża się niebezpieczna chmura, działo strzela z kilkusekundowymi przerwami dotąd, aż ją „przegoni” lub aż skończy się acetylen w butlach podłączonych do dyszy.

– Działo stoi i jest gotowe do użycia, ale szczerze mówiąc, mam nadzieję, że za często nie będzie się uruchamiało, bo każde takie strzelanie to oczywiście także dodatkowe koszty. Zakup nowych butli po takiej bitwie z chmurą to około 1000 zł – mówi sadownik.

Małgorzata Rokoszewska

5 Responses to "Strzela w gradowe chmury i zamienia je w deszcz"

Leave a Reply

Your email address will not be published.