
STALOWA WOLA. Wielu rodaków jest przekonanych, że nasz wybitny kompozytor urodził się nad Sanem.
Andrzej Stec, światowej sławy tenor liryczny, nagrywa w Miejskim Domu Kultury pieśni do nowej płyty. Najczęściej robi to nocą, kiedy miasto śpi i żaden szmer nie dociera do sali widowiskowej. Płyta będzie nosiła tytuł „Chopin ze Stalowej Woli”. To taki artystyczny żart z muzyką jak najbardziej poważną.
– Gdy przedstawiam się gdzieś za granicą, że jestem ze Stalowej Woli, to co drugi meloman od razu odpowiada, że to tam, gdzie urodził się Fryderyk Chopin – mówi tenor z Woli, ale tej Stalowej, nie Żelazowej. – Nie zawsze uda się wytłumaczyć, że to całkiem inna miejscowość. Płyta ma w tym pomóc.
Sentymentalne wakacyjne powroty i koncerty
Na płycie znajdzie się 17 albo 18 najbardziej znanych pieśni do muzyki Chopina. Krążek powinien pojawić się na początku przyszłego roku. Stecowi na fortepianie akompaniuje Jean-Eudes Vaillancourt. W duecie tym młody tenor występował już na kilku kontynentach. Niedługo obaj artyści wyjadą do Chin na długą trasę koncertową. Andrzej Stec wyjechał z rodzicami do Ameryki gdy miał 16 lat i ukończoną szkołę muzyczną w klasie fletu. Naukę muzyki i śpiewu kontynuował najpierw w USA, a potem w Kanadzie. Na uniwersytecie w Montrealu zrobił doktorat. Śpiewa w siedmiu językach. Dwa lata temu otrzymał honorowy tytuł Ambasadora Stalowej Woli. Na koncert do rodzinnego miasta przyjedzie w październiku.
Stec jest jednym z kilku utalentowanych artystycznie stalowowolan, którzy robią karierę poza granicami kraju. Okres wakacji sprzyja powrotom, a przynajmniej krótkim odwiedzinom. Melomani mają okazję usłyszeć ich na spontanicznie organizowanych koncertach, na które nie sprzedaje się biletów. W najbliższych dniach koncertował będzie m.in. Bartosz Hadała, który w USA grywa w najlepszych klubach jazzowych. U nas wystąpi w Państwowej Szkole Muzycznej im. Paderewskiego, w której uczył się gry na fortepianie zanim wyjechał do Odessy, a potem USA. Też jest ambasadorem rodzinnego miasta.
jam


