Budżet się wali, bezrobocie rośnie, Polacy wyjeżdżają za granicę, a rząd zamiast się wziąć za potrzebne reformy gospodarcze, znalazł sobie kolejnego, godnego przeciwnika – kiboli i faszystów.
Po przegranych walkach z dopalaczami, hazardem czy wyłudzaczami pieniędzy, ma to być kolejna wojna premiera, o czym świadczą takie zwroty jak „idziemy po was”, „przymusowa socjalizacja”, „działania policji będą zdecydowane i brutalne”. Te buńczuczne zapowiedzi przypominają pyskówki bokserów przed walką, no ale Tusk to już od dłuższego czasu bokser wagi co najwyżej koguciej, czy wręcz lilipuciej. Boi się prawdziwych wyzwań, więc musi przynajmniej sprawiać wrażenie, że z kimś walczy. Tym razem spece od propagandy zaproponowali mu więc kiboli i faszystów.
Ważne jest jednak to, że kibolami dla obecnej władzy będą już nie tylko stadionowi chuligani, dewastujący stadiony i obrzucający policjantów kamieniami, ale również kibice wyrażający na stadionach swoje patriotyczne uczucia oraz niezadowolenie z rządów PO-PSL. Faszystą natomiast, w myśl nowej, niepisanej rządowej definicji, jest każdy, kto nie akceptuje światopoglądu lewacko-liberalnego, lecz pozostaje przy tradycyjnych wartościach, takich jak rodzina czy religia. Skąd ta zmiana definicji?
Ano stąd, że dla Tuska i spółki z n.n. (z nieograniczoną nieodpowiedzialnością) największym problemem jest dziś rosnące poparcie dla opozycji. Spółka chce więc zastąpić dotychczasowy podział na „My albo Oni” bardziej skutecznym podziałem „My albo Oni-Faszyści-Nacjonaliści”. Trzeba na to jeszcze jakoś nabrać społeczeństwo, w czym pomogą zapewne dziennikarze-klakierzy z prorządowych mediów. Przed maratonem wyborczym, który rozpocznie się już w następnym roku, czarny PR będzie jedynym sposobem na zachowanie władzy. No bo czym się pochwalą? Pendolino? Gdyby obecna władza naprawdę chciała rozwiązać problem stadionowych chuliganów, to stworzyłaby im miejsca pracy, by mieli co ze swoim czasem zrobić i mogli zacząć normalnie żyć. To zadanie, jak i wiele innych, ją jednak przerasta, dlatego zamiast reform, nadal będziemy oglądać głupie wojenki toczone w błysku fleszy.
W wadze koguciej, w myśl dowcipu, bokser najbardziej boi się… wiatru. Nie inaczej jest z Tuskiem i jego sekundantami – najbardziej boją się wiatru odnowy. A ten powiał już w Rybniku, Elblągu, a 8 września, przy okazji wyborów uzupełniających do Senatu, może powiać również na Podkarpaciu.
Arkadiusz Rogowski



5 Responses to "Wszyscy jesteśmy faszystami"