Odgrzebali bambusy i krętliki

Wędkarski luz i swoboda. Słońce świeci, ryby leniwie spoczywają na dnie, ale prędzej, czy później dadzą się nabrać i wędka z bambusa tylko zatrzeszczy. Fot. Jerzy Mielniczuk
Wędkarski luz i swoboda. Słońce świeci, ryby leniwie spoczywają na dnie, ale prędzej, czy później dadzą się nabrać i wędka z bambusa tylko zatrzeszczy. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. Gdy każdy musiał sobie wędkę sam zrobić, polowanie na rybę sprawiało więcej radości.

Takiego wędkowania już dawno nie było. Zawody zorganizowane przez Koło Wędkarskie nr 13 „Energetyk” były nie tylko towarzyskie, ale przede wszystkim retro. Kto wyciągnął współczesną wędkę, był od razu dyskwalifikowany. Karpie i szczupaki brały tylko na bambusy i leszczyny.

– Po prostu szkoda tego sprzętu, co zalega w piwnicach i na strychach – mówi Maciej Kłosowski z Argus Fishing Team, koordynator zawodów. – Bambusowe wędki kiedyś dominowały. Wędkowanie było co prawda trudniejsze, ale ile frajdy sprawiało wtedy wyciągnięcie ryby. Chcieliśmy to przypomnieć i nie spodziewaliśmy się aż takiego zainteresowania.

Gdy nie było żywic i włókien, ryby też brały
Zawody odbywały się na stawie koło elektrowni. Podobno ryby w nim śpią na dnie czekając na pierwszego lepszego robaka. W niedzielę nie były głodne, albo wystraszyły się gąszczu bambusów wystających z szuwarów. Bambus był przepustką, ale jak ktoś miał kija leszczynowego też był wpuszczany na łowisko. Dopełnieniem był jeszcze krętlik, czyli najprostszy z możliwych kołowrotków. Z współczesnego sprzętu dopuszczany był co najwyżej podbierak. Do punktacji liczyła się waga wyciągniętych na brzeg ryb i …strój. Ten musiał też nawiązywać do epoki bambusowego kija.

I tu tylko pogratulować wędkarzom inwencji i zasobu szaf. Choć zawody rozpoczynały się o 6 rano, niektórzy mieli nawet fryzury prosto od fryzjera. Nam przypadł do gustu szary strój młodego wędkarza; beret z gustowną antenką, ortalion, jakby prosto z Włoch przywieziony i niezniszczalne lakierki. Gomułka by pozazdrościł.

– Dziś wędkowanie kojarzy się tylko ze współzawodnictwem, a to przecież relaks i dobra zabawa – mówił jeden z kilkudziesięciu zawodników. – W czasach, gdy nie było wędek z włókien węglowych i żywic, też ryby brały. A może nawet bardziej wtedy niż teraz, gdy ryba jest szpiegowana przez wymyślny sprzęt, a wędkarz sobie drzemie na brzegu.

jam

Leave a Reply

Your email address will not be published.