Bunt już jest, ekspresówka nie wiadomo kiedy

Wzdłuż „ruskiego toru” przyroda jest i tak zdegradowana, że można tu śmiało położyć kilka szerokich asfaltowych pasów. Fot. Jerzy Mielniczuk
Wzdłuż „ruskiego toru” przyroda jest i tak zdegradowana, że można tu śmiało położyć kilka szerokich asfaltowych pasów. Fot. Jerzy Mielniczuk

Dziś więcej mieszkańców powiatu niżańskiego boi się nowej drogi S 19, niż wiąże z nią nadzieje. Głównie dlatego, że niektórzy mogą ja mieć tuż przy samych posesjach, a innych może ona „wygryźć” z ojcowizn.

Z północy województwa do autostrady każdy ma daleko. Tu autostradą ma być S 19. W dół najprościej do Rzeszowa, żeby sprawy pozałatwiać i kuzyna z lotniska odebrać. W górę, do samej Warszawy przez Lublin, chyba że ktoś ma rodzinę na Podlasiu, to nie będzie musiał kluczyć. I tak samo w drugą stronę. Z dużym towarem do Niska, Rudnika czy Stalowej Woli też zostanie tylko odbić z którejś autostrady, wskoczyć na „dziewiętnastkę” i już u celu. Tym bardziej, że ma to być droga standardowo europejska; bezkolizyjna i z kilkoma pasami ruchu po każdej stronie. Było nie było – Via Carpatia, długa u nas na 600 km i szeroka na kilkadziesiąt metrów.

Długości jeszcze dłuższej życzy jej każdy. Szerokości europejskiej już tylko kierowcy, którzy widzą ją oczyma wyobraźni, albo przejechali się po pierwszych odcinkach koło Rzeszowa. Kraj jakby zaczął się kurczyć i między chronionymi lasami czy bagnami, a z drugiej strony wsiami i miastami, trudno znaleźć kawałek miejsca na drogę zwykłą, nie mówiąc już o ekspresowej. Każdy to rozumie tak urzędnik czy geodeta, jak właściciel domu, któremu śni się dobra droga dojazdowa. Problem w tym, że u tego ostatniego nadzieja na kontakt ze światem czasami przekształca się w lęk przed utartą życiowego dorobku. Doszło do tego w kilku gminach pow. niżańskiego, który S 19 ma przybliżyć światu. Dziś więcej mieszkańców się jej boi, niż wiąże z nią nadzieje. Głównie dlatego, że drogę będą mieli bliżej, niż się spodziewali. Niektórzy przy samych posesjach, a będą i tacy, których droga „wygryzie” z ojcowizn.

Konsultacje ws. przebiegu trasy trwały wyjątkowo długo. Biuro Rozwoju Krakowa opracowało studium techniczno-ekonomiczne przyszłej drogi, rozpoczynając długi cykl projektowania i uzyskiwania pozwoleń. Później inwestor podzielił drogę na kilka mniejszych odcinków, by łatwiej i szybciej mógł zarządzać pracami. Pow. niżański znalazł się na trasie S 19, od granicy z woj. lubelskim po miasto Sokołów. Krokiem kolejnym było wytyczenie na mapach kilku wariantów przebiegu drogi, by przedstawić je mieszkańcom, którzy mieli wybierać wariant najbardziej im odpowiadający. W przypadku północnego, przeszło 40-kilometrowego odcinka, wariantów było 5 i do tego 3 podwarianty.

Najlepiej wzdłuż „ruskiego toru”
Dla kilku gmin z niżańskiego, najlepszym rozwiązaniem był tzw. wariant WS5. Jego zaletą było głównie to, że droga na długim odcinku trzyma się Linii Hutniczej Szerokotorowej, która w latach siedemdziesiątych ub. wieku wtargnęła na północne Podkarpacie bez pytania i troski o przyrodę. Gdyby teraz samochody miały mknąć wzdłuż „ruskiego toru”, też nikt z mieszkańców by się tym nie przejmował, bo przez kilkadziesiąt lat domy zdążyły się odsunąć na wystarczającą odległość od toru. Tę odległość mogłaby teraz zająć S-19. GDDKiA uznała jednak ten wariant za najgorszy i do dalszych prac wybrała wariant WS9.

– To po diabła mydlono nam oczy konsultacjami i zajmowano miesiące czasu, żeby potem jakiś urzędnik cisnął do kosza wynik tych konsultacji i wybrał swój wariant – ciskał gromami Julian Ozimek, burmistrz Niska, gdy dowiedział się, że GDDKiA do zaopiniowania Regionalnemu Dyrektorowi Ochrony Środowiska zarekomendowała inny przebieg drogi, niż ten ustalony z mieszkańcami.

Ekspresówka łagodnie meandrująca
Kłopotliwy odcinek zaczyna się oczywiście na granicy z Lubelszczyzną, gdzie pod mostkiem przepływa Bukowa. Droga ominie Domostawę od wschodniej strony, następnie Zdziary od zachodniej, przy okazji zbliżając się do Studzieńca i wróci na kawałek prostej obecnej „19”. To nie budzi niczyjego niepokoju. Problemy zaczną się, gdy przed Zarzeczem, a dokładnie tuż za Spokojną, droga skręci w lewo na wschód, by po dwóch wiaduktach, najpierw nad normalnym, a zaraz szerokim torem, znaleźć się pod flisackim Ulanowem. Na wysokości Wólki Tanewskiej zostanie zbudowany most na Sanie, a po przecięciu Przędzela „ekspresówka” pomknie w kierunku Jeżowego, o które i sąsiedni Kamień otrze się od wschodu, przed Górnem skrzyżuje się z istniejącą drogą Nisko – Rzeszów i na koniec wpadnie do Sokołowa z północno-zachodniego kierunku. Gdyby spojrzeć na nią z góry, ma kształt łagodnej sinusoidy, o wiele mniej kanciastej niż istniejąca „19”.

Łagodne zaokrąglenia nie uśpiły zainteresowanych mieszkańców. Z każdej gminy, przez którą przebiegać będzie S-19, posypały się protesty i RDOŚ ma ich już setki. Włodarzowi Niska nie podoba się m.in. to, że nowa droga przeszkodzi budowie czegoś w rodzaju strefy ekonomicznej w Zarzeczu. Dla Waldemara Grochowskiego, burmistrza Rudnika n. Sanem, nie do przyjęcia jest ten wariant ze względu na to, że podzieli wspomnianą wieś Przędzel, zajmie kawał urodzajnych ziem i lasów. Mieszkańcy Jeżowego w ogóle są gotowi stanąć z kosami przeciwko drogowcom. Litania jeżowskich żali jest wyjątkowo długa. Zaczyna je to, że sołectwo Jeżowe Podgórze zostanie podzielone na dwie części, a kończy niepokojący fakt pewnego zniszczenia tzw. Górek Kościelnych, gdzie kiedyś był kościółek i cmentarz, a teraz odbywają się msze i spotkania harcerzy. Nie jest to miejsce kultu, ale z kultem związane. Najgorsze jest to, że tak w Jeżowem, jak i w Borowinie leżącej w gm. Rudnik, a nie wiadomo czy też i w innych wsiach, nie obejdzie się bez wyburzania budynków.

Przyroda ważniejsza od miejsca kultu
We wsi powstał komitet obywatelski, który przeciwstawia się przyjętemu przez GDDKiA przebiegowi drogi i przygotował własny wariant. Komitet ma argumenty i kilkaset podpisów poparcia od mieszkańców.

– Nikt nie sprzeciwia się budowie S-19, ale to ma być droga dla ludzi, a nie przeciwko nim – mówi Józef Głuszak, sołtys Jeżowego Podgórza. – Mamy gotowe propozycje dla Generalnej Dyrekcji, które nie obejmują tylko interesów naszego sołectwa, ale są znacznie szerszym spojrzeniem na problem. Zdajemy sobie sprawę, że po wybudowaniu drogi utrudnienia będą, ale musimy wspólnie z inwestorem zrobić wszystko, żeby te utrudnienia były jak najmniejsze.

Jeżowianie pojechali do parlamentarzystów, ale ci niewiele wskórali. Decyzja teraz należy do Regionalnego Dyrektora OŚ, który ma wydać decyzję środowiskową dla wskazanego przez GDDKiA wariantu drogi, albo go odrzucić. Pozytywna opinia RDOŚ będzie już przepustką do przetargów na szczegółowe plany, a później ich realizację. Z Rzeszowa na północ poszły sygnały, że teraz czas gra ważką rolę. Gdy mieszkańcy będą się upierać i protestować, w tej dekadzie budowa drogi może się w ogóle nie rozpocząć, a nikt nie wie co będzie po roku 2020. Opinię taką wyraził Dariusz Kobosz z rzeszowskiego oddziału GDDKiA, który kilka dni temu przyjechał do Rudnika na nadzwyczajną sesję samorządu, poświęconą wyłącznie projektowanej drodze.

Strachy na Lachy i nadzieja
– Przy tak wielkim zadaniu pogodzenie interesów wszystkich nie jest możliwe – mówił wysłannik GDDKiA. – Oprócz protestów społecznych, w niedługim czasie można się spodziewać protestów ekologów, bo cała S-19 jest na czarnej liście kilku międzynarodowych organizacji zielonych. Każdy protest opóźnia realizację inwestycji i może się zdarzyć tak, że stracimy szansę skorzystania z unijnej dotacji w latach 2014-20, a bez tego drogi nie zbudujemy.

Słowa te ostudziły nieco temperaturę w sali obrad, ale ciągle są one niczym dla każdego, kto będzie musiał rozebrać dom, by innym jechało się lepiej. Takich przykładów należy szukać na bliższym Rzeszowa odcinku S-19. Może na odcinku niżańskim nie będzie ich wiele, bo pojawiło się światełko w tunelu.

– W środę dostałem zaproszenie do GDDKiA w Warszawie – cieszy się burmistrz Grochowski. – Z kilku późniejszych rozmów dowiedziałem się, że ma to być spotkanie wszystkich stron zainteresowanych budową S-19 w naszym terenie. Ktoś wreszcie daje nam szansę wyłożenia naszych argumentów na stół. Jestem przekonany, że po ich przedstawieniu GDDKiA przyjmie wariant SW5 i protesty ustaną.
Spotkanie w Warszawie odbędzie się 10 września.

Jerzy Mielniczuk

3 Responses to "Bunt już jest, ekspresówka nie wiadomo kiedy"

Leave a Reply

Your email address will not be published.