
PODKARPACIE. Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych wykrywa rocznie dziesiątki fałszerstw, których dopuścili się producenci żywności.
Podkarpackie jajka zniesione w podwarszawskich fermach, polskie makarony z niemieckich zbóż, mięso zawierające składniki, których nie ma na etykietach, sery żółte o wadze mniejszej niż wskazywałyby metki, a także dziesiątki innych fałszerstw ujawnili już w tym roku urzędnicy z Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych.
Podczas codziennych zakupów mało kto czyta dokładnie etykiety produktów spożywczych, nikt samodzielnie ich nie waży i nie mierzy. Nie mamy na to ani czasu, ani warunków. Zadanie to spoczywa jednak na państwowej instytucji, jaką jest Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych. To jej inspektorzy pod mikroskopem oglądają produkty spożywcze sprzedawane na terenie całego kraju i pod lupą czytają etykiety umieszczone na ich opakowaniach. To, co ujawniają, przeraża, bo, niestety, wielu producentów żywności próbuje bezczelnie oszukać klientów.
Inspektorzy IJHARS sprawdzają towary ze wszystkich grup produktów spożywczych; raz kontrolują nabiał, raz mięso, innym razem słodycze, makarony i wyroby garmażeryjne.
Podkarpackie jajka od mazowieckich kur
Wśród ujawnionych na Podkarpaciu fałszerstw znalazł się przekręt producenta jaj. – Podczas przeprowadzonych czynności kontrolnych stwierdzono w liczącej kilkaset sztuk partii nieprawidłowość w oznakowaniu dotyczącym użycia przez producenta nazwy, sugerującej, że są to jajka zniesione przez podkarpackie kury, mimo że pochodziły z województwa mazowieckiego, oraz zastosowanie dwóch sprzecznych ze sobą numerów fermy, z której miały pochodzić. Inny numer był na opakowaniu i inny na skorupkach. Nie było to zresztą jedyne wykryte oszustwo związane z jajami. Przekręt innego z producentów jaj, na jaki natrafili inspektorzy, dotyczył ich wielkości. Opakowanie i cena sugerowały, że są w rozmiarze “L”, a faktycznie w pudełku znajdowały się jajka mniejsze.
Polskie makarony z niemieckiej pszenicy
Kolejne z wykrytych w tym roku fałszerstw polegało na umieszczeniu na opakowaniu makaronu spaghetti opisu wskazującego na to, że makaron został wyprodukowany tylko “z najlepszych polskich pszenic” mimo że do produkcji faktycznie użyto również 5-10 proc. semoliny z pszenicy durum pochodzenia niemieckiego.
Nie tylko oszukują na składzie, ale i wadze. Dwa kolejne przypadki wykryte przez IJHPRS dotyczyły żółtego sera i flądry. Pierwszy z towarów był sprzedawany w porcjach po 150 g, rzeczywiście jednak sprawdzone próbki miały od 139 do 142 g, w przypadku ryby, producent twierdził, że glazura na rybie wynosi 25 proc. jej wagi, a faktycznie zawartość lodu w rybie była większa. Ten sam problem wykryto z popularnym masłem z Mazur. Jego waga miała wynosić 200 g, a w badanych egzemplarzach wynosiła od 180 do 192 g.
Domowe ciastka z beta-karotenem
Kolejny z producentów chcąc zachęcić klientów do zakupu jego ciastek, umieścił na opakowaniu informację, że są to domowe ciastka kruche. Inspektorzy dopatrzyli się jednak, że w ich składzie jest sztuczny beta-karoten, którego przecież żadna gospodyni domowa nie używa i uznali, że przymiotnik “domowe” jest w tym przypadku sporym nadużyciem.
Kiełbasa śląska wysokowydajna
Przykładów oszustw jest dużo, dużo więcej. W branży mięsnej ujawniono np. produkt o nazwie “kiełbasa śląska wędzona, parzona, średniorozdrobniona, wysokowydajna”, której producent po pierwsze nie podał z jakiego mięsa jest wytworzona, nie podał w wykazie składników, że zawiera skórki wieprzowe, stabilizator E451 oraz cukier, nie podał informacji o zastosowaniu przy pakowaniu wyrobu gazu obojętnego powodującego przedłużenie okresu trwałości i wydłużył termin przydatności o 1 dzień.
Małgorzata Rokoszewska



3 Responses to "Wciskają nam sfałszowaną żywność"