Ofiara nie nadziała się na nóż sama

Andrzej U. nie czuje się winny śmierci 18-letniej dziewczyny. Jak dotąd nie przeprosił nikogo z członków jej rodziny, a w sądzie sprawia wrażenie obojętnego na dramat, którego sprawstwo przypisuje mu prokuratura. Fot. Bogdan Myśliwiec
Andrzej U. nie czuje się winny śmierci 18-letniej dziewczyny. Jak dotąd nie przeprosił nikogo z członków jej rodziny, a w sądzie sprawia wrażenie obojętnego na dramat, którego sprawstwo przypisuje mu prokuratura. Fot. Bogdan Myśliwiec

TARNOBRZEG. Po kilkunastotygodniowej przerwie Sąd Okręgowy wznowił proces w sprawie zabójstwa 18-letniej Dominiki R.

Przed Sądem Okręgowym w Tarnobrzegu znów stanął 22-letni Andrzej U. oskarżony o zabójstwo 18-letniej Dominiki. Do dramatu doszło 1 stycznia 2012 roku w noc sylwestrową.

Choć od zbrodni minęło już ponad 18 miesięcy, proces w sprawie zabójstwa 18-latki wciąż toczy się przed sądem. W sprawie przesłuchanych zostało już kilkadziesiąt osób, w tym prawie wszyscy spośród około 30-osobowej grupy uczestników feralnego sylwestra.

W środę sąd przesłuchał biegłych lekarzy, ordynatora oddziału urazowo – ortopedycznego Szpitala w Stalowej Woli, który 1 stycznia miał na oddziale jednego z poszkodowanych w wyniku sylwestrowej bójki mężczyzn, oraz zespół biegłych, którzy przygotowali opinię na temat obrażeń, których doznała zmarła 18-latka.

Wiadomo, że młoda kobieta zginęła od ciosu nożem, jednak jak dotąd nikt ze świadków zdarzenia nie opisał momentu, w którym doszło do ataku na dziewczynę. Wszyscy widzieli ją dopiero wtedy, gdy została już ranna, osunęła się na ziemię i umierała na ich oczach.

Biegli medycy sądowej, którzy przyjechali do Tarnobrzega z Krakowa, wykluczyli, co było przedmiotem rozważania sądu, czy mogło dojść do sytuacji, w której 18-latka nadziała się na nóż trzymany przez Andrzeja U. On sam nie przyznaje się bowiem do ataku na dziewczynę i twierdzi, że nóż służył mu do obrony przed atakującymi go mężczyznami.

Biegli przyznali jednak, że rany, które 18-latka miała na sobie – jedna z nich znajdowała się na udzie, a druga śmiertelna na klatce piersiowej na wysokości serca – nie powstały w wyniku nadziania się kobiety na nóż. To ustalenie jest o tyle istotne, że wyklucza wersję, w której oskarżony miałby stać nieruchomo, a kobieta miałaby na niego wpaść. O nadzianiu się na ostre narzędzie można bowiem mówić tylko wtedy, gdy jest one przytwierdzone do stałego podłoża (np. do ściany), w przypadku, gdy nóż jest trzymany w ręce, osoba, która go dzierży, zawsze ma na niego wpływ. Może rękę cofnąć, usztywnić lub skierować w przód. Obrażenia w każdym z tych przypadków będą inne, ale zostaną spowodowane przez wbicia noża, a nie nadzianie się na niego.

Małgorzata Rokoszewska

Leave a Reply

Your email address will not be published.