Zakochał się chyba prezydent Komorowski w naszym pięknym regionie, bo ledwo co zdążył przeciąć w maju wstęgę na otwarciu nowoczesnego centrum innowacji Uniwersytetu Rzeszowskiego, a już do nas wraca. W piątek (06.09.) w Krośnie i w Sanoku po prostu sobie pospaceruje i pozwiedza lokalne muzea, zaś w Trzebownisku pod Rzeszowem złoży kwiaty na grobie zasłużonego dla Podkarpacia byłego wicemarszałka Senatu Józefa Ślisza.
No właśnie, kluczem do zrozumienia wizyty Komorowskiego na Podkarpaciu jest słowo Senat. Już w najbliższą niedzielę, 8 września, odbędą się tu bowiem, a dokładnie w 5 powiatach: mieleckim, dębickim, kolbuszowskim, sędziszowsko-ropczyckim i strzyżowskim, wybory uzupełniające do Senatu.
A jednym z 7 kandydatów jest Mariusz Kawa – wspólny kandydat Polskiego Stronnictwa Ludowego i Platformy Obywatelskiej, czyli partii, którą reprezentuje przecież, chcąc nie chcąc, prezydent. Czy będzie agitował na rzecz ludowca? Czy będzie przekonywał do udania się do urn? A może będzie namawiał do bojkotu tych wyborów, tak jak namawia warszawiaków, by nie brali udziału w referendum w sprawie odwołania prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz? Jedno jest pewne – Ślisz się w grobie przewróci, jeśli nad jego trumną Komorowski urządzi kampanię wyborczą.
W czwartek (05.09.) natomiast Podkarpacie ma odwiedzić premier Donald Tusk. Gdzie będzie? Nie jestem w stanie tego Państwu powiedzieć, bo nie otrzymaliśmy informacji, zaś w Sekretariacie Prezesa Rady Ministrów nikt nie raczy odbierać telefonów w tzw. normalnych godzinach pracy. Premier podobno „ma zaskoczyć”, ale cel jego wizyty jest jasny dla każdego – wesprzeć „lokalnego Tuska”, czyli Mariusza Kawę. Tak kilka tygodni temu określił wspólnego kandydata PO-PSL rzecznik PiS Adam Hofman i te jego słowa w tej kampanii okazały się, niestety, prorocze. Ale to nie Hofman zrobił z Kawy lokalnego Tuska, tylko sam ludowiec zapracował w tej kampanii na to niewdzięczne miano.
Nikt bowiem nie złożył bądź firmował tylu obietnic co on: żłobek w każdej gminie, dofinansowanie samorządów, uporządkowanie administracji, więcej pieniędzy na hospicja, no i tysiące zdań w stylu „trzeba się pochylić nad tym i nad tamtym”. Zarówno na realizację obietnic Kawy, jak i wyśmiewanych dziś obietnic Tuska, rząd PO-PSL miał przecież 6 ostatnich lat. Szkoda, że ten ludowiec, skądinąd sympatyczny facet, wszedł na „tuskową” drogę. Cieszy jednak to, że zdaje sobie z tego sprawę, bo na ostatniej konferencji prasowej zaczął się za swoje obietnice po prostu wstydzić i nie chciał ich wszystkich wymienić.
Szanowni Państwo, jak się zapewne w czwartek i piątek przekonamy, Komorowski, Tusk i cała jego rządowa świta znowu nas kochają. Bezinteresownie, bo przecież te wybory uzupełniające do Senatu to tylko przypadek, że akurat teraz…
Warto też podkreślić fakt, iż PO i PSL, które domagają się zaprzestania bądź ograniczenia finansowania partii politycznych z budżetu państwa, same robią kampanię swojemu kandydatowi za publiczne pieniądze. Bo przecież członkowie rządu – Tusk, Piechociński, Kosiniak-Kamysz, Bieńkowska czy Arłukowicz – nie przyjeżdżali tu luksusowymi limuzynami za własne czy nawet partyjne, jak Kaczyński, pieniądze, ale właśnie za publiczne! Wystarczyło tylko sprytnie wymyślić obowiązki służbowe na Podkarpaciu.
PS Szanowny Panie Prezydencie! Słowo PUPA – określające w neutralny sposób tylną część ciała, a także nazwisko kandydata PiS w tych wyborach do Senatu – piszemy przez „U” otwarte. W obydwu przypadkach napisanie „PÓPA” będzie błędne. To tak na wszelki wypadek…
Arkadiusz Rogowski


