
STALOWA WOLA. Wściekli za nieswoje mikropęknięcia stalowowolanie poszukali sobie partnera nad Bosforem.
Huta Stalowa Wola podpisała list intencyjny z turecką firmą państwową MKEK (Makina ve Kimya Endustrisi Kurumu) w sprawie kooperacji przy produkcji armatohaubic „Krab”. Turcy będą dostawcami podwozi do samobieżnych „Krabów”. Jeżeli dojdzie do podpisania umowy, pozycję ważnego kooperanta stracą należące do Polskiego Holdingu Obronnego zakłady Bumar – Łabędy. Tak rozejdą się ścieżki HSW i PHO, które w rządowych planach mają być jednym organizmem gospodarczym.
HSW wyprodukowała 8 „Krabów”, które z wozami asystującymi zostały oddane artylerzystom na testy. Teraz armatohaubice wracają do Stalowej Woli, bo w pancerzach i podwoziach wykryte zostały mikropęknięcia. Wymiana podwozi będzie kosztować kilkadziesiąt mln. zł, ale jest niezbędna. Całkiem nowe podwozia będą instalowane w kolejnej partii „Krabów”, która jest już kompletowana w HSW.
Ślązacy dali sobie wyrwać łakomy kąsek
Modernizacja armii zakłada maksymalną polonizację nowego uzbrojenia. Logicznym wydawało się, że „Krab” powinien być montowany z polskich podzespołów, o ile to jest tylko możliwe. Bumar – Łabędy wyglądał na naturalnego partnera HSW. Tymczasem stalowowolanie zaczęli dogadywać się z Turkami i robią to przy wyraźnej akceptacji naszego rządu. List intencyjny z MKEK został podpisany w obecności Waldemara Skrzypczaka, wiceministra obrony. Czy turecka stal na gąsienicach jest lepsza?
Jest na pewno droższa, ale HSW gotowa jest stracić na biznesie, niż go całkiem położyć. Handlowcy z HSW od dawna mówili o nieterminowych dostawach z Łabęd. Gdy afera z mikropęknięciami ujrzała światło dzienne, PHO umył ręce. Jego prezes oświadczył, że za końcowy produkt odpowiada jego finalny wykonawca. W ten sposób wina za stalowy wybrak została zrzucona na HSW, a producent uzbrojenia nie może sobie pozwolić na utratę prestiżu. Nie wiadomo w jaki sposób HSW rozliczy się z Bumarem – Łabędy, ale będzie to jej ostatnie rozliczenie ze śląskim dostawcą. Jego miejsce zajmie teraz MKEK, która produkuje podobną do „Kraba” armatohaubicę T-155 Firtina. Z Turcji prawdopodobnie pochodzić będą też silniki do „Krabów”, bo polska fabryka która wyprodukowała jednostki napędowe do pierwszej ósemki haubic, zdążyła splajtować.
„Rak” osadzony na gąsienicowej „Kunie”
Rządzący widzą HSW i inne polskie zbrojownie w jednej grupie gospodarczej. Realna współpraca jest jednak bardzo trudna. Wskazuje to chociażby poszukiwanie dostawcy podwozi do innego stalowowolskiego wyrobu, samobieżnego moździerza „Rak”. Na trwających jeszcze targach zbrojeniowych w Kielcach, został on zaprezentowany na podwoziu z niemieckiej „Kuny”. Tak będzie do czasu, aż HSW opracuje i zacznie produkować własne podwozia gąsienicowe. Ma jej to zająć ok. 3 lat. Do tego czasu nasze lufy będą rządzić na polach walki osadzone na niemieckich i tureckich podwoziach.
Jerzy Mielniczuk



One Response to "Armatohaubice po turecku"