
SANDOMIERZ. 68-latek, któremu prokuratura zarzuca podpalenie, wkrótce usłyszy wyrok. Zbliża się koniec procesu w tej bulwersującej sprawie.
Zaczaił się aż wróci do domu, potem podbiegł do wysiadającej z samochodu synowej, oblał ją substancją łatwopalną i podpalił. Gdy próbowała się bronić, złapał za głowę i dusił – tak uważa prokuratura i tak przedstawia dramatyczne wydarzenia poszkodowana 36-latka z Sandomierza. Oskarżony przyznaje, że z jego powodu kobieta stanęła w ogniu, ale twierdzi, że nie chciał jej podpalić.
Proces w bulwersującej sprawie toczy się przed Sądem Okręgowym w Kielcach, a wydarzenia opisane w akcie oskarżenia miały miejsce 19 marca ubiegłego roku. Jak wynika z ustaleń prokuratora, po godzinie 18 na jedno z sandomierskich osiedli wróciła z pracy w centrum 37-letnia kobieta. Pani Katarzyna, która niespełna rok wcześniej owdowiała, mieszkała wraz z synami w domu teściów. Między nią a rodzicami zmarłego tragicznie w wypadku motocyklowym męża dochodziło jednak do konfliktów. Teściowie mieli pretensje o zyski z prowadzonego przez kobietę zakładu fryzjerskiego. Sandomierzanka żaliła się także, że była przez teścia śledzona, wypytywana o każdy krok i znajomość.
Makabryczny plan
Feralnego dnia 68-latek miał zaczaić się na kobietę w garażu. Zdaniem śledczych, gdy 37-latka wysiadała z samochodu, mężczyzna oblał ją łatwopalną substancją i podpalił. Pokrzywdzona próbowała uciekać, ale napastnik miał ją złapać, przycisnąć do ziemi i dusić, zatykając jej usta. Żywą pochodnię zauważył sąsiad. Przybiegł z pomocą i wezwał pomoc. Nieprzytomna kobieta trafiła do szpitala. Przez 7 tygodni znajdował się w stanie śpiączki farmakologicznej. Dotychczas przeszła szereg operacji i czekają ją jeszcze kolejne zabiegi. Pani Katarzyna miała poparzone 47 procent ciała, w najgorszym stanie znajdowała się głowa, klatka piersiowa, plecy i ręce kobiety.
Prokuratura oskarżyła teścia kobiety o usiłowanie zabójstwa. Ale od chwili zatrzymania mężczyzna nie przyznaje się do winy. W trakcie śledztwa i przewodu sądowego oskarżony zmieniał zeznania. Najpierw twierdził, że kobieta sama się podpaliła. Oskarżał synową o to, że była pijana, a ogień zajął jej twarz po tym, jak próbowała odpalić papierosa. Potem zaczęły pojawiać się kolejne wersje wydarzeń z 19 marca ub. roku. W tym taka, że pożar został wzniecony nieumyślnie po tym, jak szukał pieniędzy, które mu ponoć skradziono w dniu wypadku.
Wiem, że ją skrzywdziłem
Podczas ostatniej rozprawy oskarżony przyznał w końcu, że zdaje sobie sprawę, jaką krzywdę uczynił synowej i chce ją prosić o wybaczenie.
W sprawie przesłuchani zostali już wszyscy świadkowie. Wyrok zapadnie prawdopodobnie 26 września. Mężczyźnie grozi od 8 do 25 lat więzienia, a nawet dożywotnie pozbawienie wolności.
Małgorzata Rokoszewska



2 Responses to "Oskarżony o podpalenie synowej czeka na wyrok"