
EUROBASKET 2013. Zaangażowanie, walkę o każdą piłkę i pewność siebie – to wszystko zaprezentowali biało-czerwoni, grając już bez presji wyniku, gdy ich rywalem był zespół, który awans miał w kieszeni.
W swoim ostatnim meczu turnieju Polacy pokonali Słoweńców 71:61. Słoweńcom w niczym to nie zaszkodziło, nam w niczym też nie pomogło, choć humory są minimalnie lepsze.
– Zły początek, za duża presja na niektórych – mówi skrzydłowy Michał Ignerski. – Wydaje mi się, że niektórzy zapomnieli, że wygrywa się zespołem, całą dwunastką. Tylko w ten sposób można walczyć, pomagać sobie. Nie tylko poza parkietem, ale przede wszystkim na parkiecie. Obroną, która się wygrywa w dzisiejszej koszykówce mecze, agresywnością. Po prostu. Nikt nie da niczego za nazwiska. Wszystko trzeba wyrwać. Na wszystko trzeba sobie zasłużyć. Nie chcę nikogo krytykować. Chciałem im podziękować, bo było to naprawdę dobre lato z zespołem. Szkoda, żeśmy zawiedli kibiców, ale naprawdę była duża presja. Balon się za dużo napompował. Mówiliśmy, żeby zacząć dobrze, ale zły początek spowodował, że każdy chciał na siłę próbować sam, a w koszykówce można wygrać tylko zespołem – stwierdził Ignerski.
Biało-czerwonych w turnieju już nie ma, ale emocje na najwyższym europejskim poziomie dopiero się zaczynają. Największą niespodzianką pierwszej rundy jest brak awansu Turcji, Rosji, Macedonii czy Czarnogóry. Na plusie są Włosi, Finowie, Belgowie i gospodarze EuroBasketu za dwa lata – Ukraina – którzy grają dalej.
Słowenia – Polska 61:71 (17:19, 11:17, 14:17, 19:18)
Słowenia: Slokar 0, Laković 4, Balazić 7 (1×3), Lorbek 13 (3×3), G. Dragić 9 (1×3), Begić 8, Vidmar 6, Nachbar 5, Z Dragić 5 (1×3), Joksimović 2, Blazić 2,
Polska: Kelati 21 (5×3), Gortat 19, Lampe 8, Koszarek 7 (1×3), Ignerski 6 (2×3), Waczyński 6 (2×3), Zamojski 4, Karnowski 0, Szubarga 0, Ponitka 0, Hrycaniuk 0.
Rafał Myśliwiec


