
RZESZÓW. Być może opinia biegłego pozwoli rozwiać wszelkie wątpliwości w tej nietypowej sprawie.
Na razie wiadomo tyle, że mężczyzna przejechał swoją żonę autem. Kobieta zmarła, a kierowca, według śledczych, prowadził w stanie nietrzeźwości. Niby prosta sprawa, ale do przejechania doszło po – jak uważa świadek zdarzenia – kłótni i szarpaninie między małżonkami. Dziwne są także obrażenia jak na uderzenie bokiem auta, przy małej prędkości. Czy mąż mógł zrobić to specjalnie i czy zostaną mu zmienione zarzuty?
Do zdarzenia doszło w lipcu tuż po północy, na parkingu przy ul. Podwisłocze w Rzeszowie. Mężczyzna uciekł z miejsca wypadku i zgłosił się sam na komisariat dopiero o 17.30, skąd trafił do policyjnego aresztu. Jednocześnie odmówił składania wyjaśnień i konsekwentnie nie przyznał się do winy.
Śledczy dotarli do jedynego świadka – kobiety widzącej sytuację z okna swojego mieszkania. Małżonkowie mieli kłócić się, doszło też podobno do szarpaniny. Mężczyzna w pewnym momencie ruszył samochodem. Jego żona zaczęła biec za autem i w pewnym momencie, nagle uderzył ją bokiem pojazdu. Tyle że naturalnie kobieta powinna odbić się od karoserii i upaść na jezdnię. Tak się nie stało. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że kobieta miała ślady opon na klatce piersiowej. Zresztą śledczy oficjalnie przyznają, że zmarła doznała obustronnych złamań żeber, uszkodzenia mięśnia sercowego oraz przerwania tętnicy płucnej.
Mężczyzna usłyszał zarzuty umyślnego naruszenia zasad bezpieczeństwa ruchu drogowego oraz jazdy samochodem w stanie nietrzeźwości. Trafił także do aresztu śledczego. Czy po blisko dwóch miesiącach śledztwa zmieniły się zarzuty na np. zabójstwo? – Na razie czekamy na ekspertyzy i opinie biegłego. Jak je zobaczymy, to ewentualnie będzie można mówić o zmianie zarzutów dla mężczyzny – tłumaczy Edyta Lenart, szefowa Prokuratury Rejonowej w Rzeszowie.
Ewelina Nawrot


