
RAJDY SAMOCHODOWE. Rozmowa z Maciejem Rzeźnikiem, kierowcą z Rzeszowa o „wyrywaniu” przez łąkę i zbliżającym się egzaminie dojrzałości w Rajdzie Polski.
W piątek początek 70. Rajdu Polski, drugiego najstarszego rajdu świata. W tym roku do Mikołajek zjechali prawdziwi mistrzowie kierownicy z 18 krajów. Rzeszowianie: Maciej Rzeźnik z pilotem Przemysławem Mazurem pilnować będą drugiego miejsca w klasyfikacji generalnej Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski.
– Strasznie ciężko się z panem skontaktować…
– Od kilku dni żyję w ciągłym ruchu. Podróże, testy samochodu na trasie, dzisiaj rano (rozmawialiśmy w środę – red.) zdążyliśmy już zapoznać się z jednym odcinkiem specjalnym. Brakuje czasu.
– W klasyfikacji RSMP ustępuje pan jedynie Kajetanowi Kajetanowiczowi i notuje pan ostatnio świetną passę: w Rajdzie Rzeszowskim był pan drugi, na Litwie trzeci. Mam wrażenie jednak, że dopiero Rajd Polski będzie dla pana prawdziwym egzaminem dojrzałości.
– Coś w tym jest. Z drugiej strony bardzo spokojnie podchodzimy do tej próby, bo przyjdzie nam się ścigać z zawodnikami dysponującymi autami RRC. To nic innego jak prawdziwa rajdówka WRC, tylko o odrobinę mniejszej mocy. Na dziurawych, szutrowych mazurskich drogach nie mamy szans, by walczyć z nimi jak równy z równym. Nie jesteśmy zgłoszeni do mistrzostw Europy, jedziemy w mistrzostwach Polski i zależy nam na tym, by mieć za sobą Wojtka Chuchałę (trzeci w „generalce” – red.). Na tym się skupimy.
– Czuje pan tremę? Nie da się ukryć, że atmosfera wokół Rajdu Polski jest wyjątkowa.
– Nie ma co ściemniać: adrenalina powoli zaczyna buzować. Jednak powtarzam: jesteśmy tu po to, by bronić wysokiej pozycji przed ostatnią rundą RSMP. Gdyby udało się zdobyć wicemistrzostwo Polski, po części spełniłoby się moje marzenie.
– Jubileuszowy 70. Rajd Polski oznacza rekordową obsadę i niespotykane atrakcje. Kierowcy z pierwszej trójki mistrzostw Europy, wiecznie młody „Hołek”, Robert Kubica, załogi z 18 krajów, transmisje na żywo w Eurosporcie – w takich „okolicznościach przyrody” chyba pan jeszcze nie startował?
– Zgadza się. Atmosfera towarzysząca imprezie jest niepowtarzalna. Podobnie jak konkurencja. Brałem udział w kilku rajdach zaliczanych do mistrzostw Europy, ale nigdy nie spotkałem się z sytuacją, że 15 kierowców ma równe szanse na zwycięstwo. Bardzo mi to odpowiada. Lubię wyzwania, a na Mazury zawsze chętnie przyjeżdżam. Najważniejsze, że testy wypadły obiecująco. Auto działa, jesteśmy dobrze przygotowani.
– Po rajdzie w okolicach Kowna podkreślał pan, że bardzo odpowiada panu luźna nawierzchnia. Na Mazurach taka będzie.
– Tylko że w Polsce nie mamy tak perfekcyjnie utrzymanych „oesów” jak na Litwie. Tam są najpiękniejsze szutrowe trasy w całej Europie! U nas miejscami „wyrywa” się przez łąkę, ciężko trafić w drogę. Choć to też frajda. Samochód cały czas się ślizga, adrenalina skacze.
– Robert Kubica już zdążył podczas treningu wypaść z trasy i rozbić swojego citroena.
– Dachował, ale towarzyszący mu zespół fabryczny w dwa dni odbuduje mu auto. Takie wypadki to w tym sporcie chleb powszedni. Robert jeździ bardzo, bardzo szybko. Jak nabierze doświadczenia w rajdach, będzie groźny dla najlepszych. Bo rajdy to jednak coś innego niż Formuła 1.
– Czego panu życzyć?
– Mety i jak najwyższego miejsca!
Rozmawiał TOMASZ SZELIGA


