Emocji co kot napłakał

Mimo wysiłków stalowcom nie udało się odczarować stadionu, na którym wygrali tylko raz, na początku sierpnia. Fot. Paweł Bialic
Mimo wysiłków stalowcom nie udało się odczarować stadionu, na którym wygrali tylko raz, na początku sierpnia. Fot. Paweł Bialic

II LIGA. Garstka kibiców oglądała mecz, w którym nie było strzału w bramkę.

Wielkie rozczarowanie – tak można podsumować występ drużyn z czuba tabeli. Piłkarze Stali i Wisły przez 90 minut nie wyprodukowali akcji zakończonej celnym uderzeniem. Trenerzy podkreślali ogromne poświęcenie swoich podopiecznych, ale w futbolu bieganie i walka to nie wszystko.

Dziennikarze i kibice mają prawo kręcić nosem, ale też trudno nie zgodzić się z Krzysztofem Łętochą, gdy przypomina, iż dwa miesiące temu jego zespołu nikt nie traktował poważnie, a dziś podnosi się larum z powodu kolejnego remisu. – Mijam ludzi w klubie i widzę, że miny mają tak kwaśne, jakby zjedli cytrynę. A przecież zdobyliśmy właśnie 14 punkt, cały czas znajdujemy się w czołówce. Jedno, dwa zwycięstwa mogą nas wywindować na szczyt – przekonuje.

Nowak próbował, ale nie trafił
Zgodnie z przypuszczeniami, obrońcy Stali mieli mnóstwo pracy z Konradem Nowakiem. Najlepszy strzelec II ligi wschodniej nie poprawił swojego dorobku (7 goli), ale gdy tylko dochodził do piłki, w rzeszowskiej ekipie bito na alarm. Na szczęście tych naprawdę klarownych okazji Nowak miał niewiele. Na początku meczu prawie idealnie przymierzył z 20 metrów z wolnego, a chwilę później uderzył głową i piłka przeleciała pół metra od bramki.

Przed przerwą stalowcy przeprowadzili zaledwie jedną godną odnotowania akcję. Aleksejs Kolesnikovs “poklepał” z Damianem Jędryasem, ale zabrakło wykończenia ze strony Ernesta Szeli.

Co z tą frekwencją?
Tuż po zmianie stron Łukasz Szczoczarz podał do Piotra Prędoty, który natychmiast uderzył. Do bramki było daleko, ale Nazar Penkovets pośliznął się i futbolówka nieznacznie minęła słupek. Na kolejną szansę Stali czekaliśmy… 38 minut, gdy po dośrodkowaniu z rogu Szczoczarz strzelał głową. Krótko potem miejscowi wrócili z dalekiej podróży. Po stracie Kolesnikovsa puławianie wyszli z kontrą, ale powstrzymał ich Dominik Bednarczyk.

Męczarnie Stali i Wisły obserwowała garstka kibiców. – U nas miodu nie ma, ale i tak wygląda to dużo lepiej – dziwili się dziennikarze z Lubelszczyzny. – Przecież nie będę chadzał po domach i zapraszał ludzi na stadion – zirytował się pytaniem o frekwencję trener Łętocha.

Tomasz Szeliga

Leave a Reply

Your email address will not be published.