Kotłownia truje, choć nie przekracza norm

- Wolę spać w samochodzie zaparkowanym w innej dzielnicy miasta niż we własnym domu - mówi pan Stanisław Kędzior (64 l.), nasz Czytelnik. - Wszystko przez to, że kotłownia mnie truje. Fot. Wioletta Zuzak
– Wolę spać w samochodzie zaparkowanym w innej dzielnicy miasta niż we własnym domu – mówi pan Stanisław Kędzior (64 l.), nasz Czytelnik. – Wszystko przez to, że kotłownia mnie truje. Fot. Wioletta Zuzak

KROSNO. – Smród jest już nie do zniesienia – żali się nasz Czytelnik.

– Dłużej nie da się tak żyć – wzdycha pan Stanisław Kędzior (64 l.) z Polanki. – Najgorsze jest to, że nie mogę mieszkać we własnym domu. Bywa, że śpię w samochodzie na parkingu w innej dzielnicy miasta – rozkłada bezradnie ręce nasz Czytelnik. Tymczasem Jan Jachyra, prezes spółki „Eko-Brykiet” eksploatującej ową kotłownię twierdzi, że wszystko jest OK.

– Uczestniczyłem w spotkaniu, które odbyło się w domu pana Kędziora. Brali w nim udział także dwaj przedstawiciele Urzędu Miasta Krosna. W mieszkaniu tego pana czuć wilgoć. Wszystko wskazuje na to, że nie było ono wietrzone od dawna, tynk ze ścian odpada – mówi prezes.

Dwukondygnacyjny dom pana Stanisława o powierzchni ok. 150 mkw znajduje się w Polance przy ul. Popiełuszki 63.

– W zadymionym mieszkaniu nie da się mieszkać, wszędzie śmierdzi – twierdzi 64-latek. – Do domu przychodzę od czasu do czasu, aby się wykąpać i zabrać jakieś ubrania. Posiłki jem w aucie, tam także śpię. W zimie nocuję u znajomego – wyjaśnia nasz Czytelnik. – Gdy się nawdychałem tego smrodu, to nieraz w piersiach mnie piekło, miałem dolegliwości bólowe. Myślałem, że umrę – wyjaśnia pan Stanisław i dodaje przy tym, że sześciu świadków, którzy przebywali w jego domu, stwierdziło, że w owym pomieszczeniu odczuwają nieprzyjemny zapach, jakiś smród.

– Do dziś nie potrafię odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego tylko pan Stanisław Kędzior, którego dom znajduje się w odległości ok. 800 metrów od kotłowni, twierdzi, że śmierdzi. Przecież znajdują się tam także inne domy, jednak pozostali mieszkańcy nie skarżą się. Po drugie, Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Rzeszowie stwierdził, że wszystko jest w normie – mówi prezes spółki „Eko-Brykiet”. – Kiedyś w kotłowni w Polance znajdowały się 4 kotły innego typu, ogrzewały one całą dzielnicę. Dzisiaj moc kotłowni wynosi 1370 kW, natomiast w przeszłości ta moc była pięciokrotnie wyższa, kominy były dwa i ilość spalin była znacznie większa – mówi.

Prezes Jan Jachyra podkreśla, że dwa razy do roku są prowadzone pomiary kontrolne odnośnie do emisji spalin. – Gdyby coś było nie tak, to otrzymalibyśmy od WIOŚ jakieś nakazy lub zostalibyśmy ukarani. A poza tym – tak dla własnej satysfakcji – zrobiliśmy projekt, w ramach którego chcemy zamontować filtry po to, aby poziom emisji zanieczyszczeń był jeszcze mniejszy, nawet pomimo tego, że jest w normie – dodaje.

WIOŚ nie stwierdził nieprawidłowości
Jolanta Ciba, rzeczniczka Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Rzeszowie, potwierdziła w rozmowie z nami, że p. Stanisław Kędzior interweniował w tej instytucji, twierdząc, że kotłownia go truje i że ma przez to problemy zdrowotne. – Przeprowadzona przez nas kontrola nie wykazała żadnych nieprawidłowości – oznajmiła nam.

Pan Kędzior chce, aby zostały wykonane dodatkowe badania porównawcze. – My ich nie wykonamy, prowadzimy pomiary zanieczyszczeń powietrza w środowisku oraz kontrole zakładów – odpowiada pani rzecznik.

„Oddział Laboratoryjny Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej wykonał pomiary tlenku węgla w pomieszczeniu kotłowni zlokalizowanej w Krośnie przy ul. Popiełuszki 107 podczas pracy dwóch kotłów w dniu 16.12.2012 r. na zlecenie właściciela kotłowni. Otrzymane wyniki stężenia substancji chemicznych nie przekraczają najwyższych dopuszczalnych wartości normatywnych” – czytamy w jednym z pism, które otrzymał p. Stanisław.

Wioletta Zuzak

One Response to "Kotłownia truje, choć nie przekracza norm"

Leave a Reply

Your email address will not be published.