Dyrektor przegrał ze związkowcami

Dyrektor ZMKS przynajmniej kilka razy złamał zapisy kodeksu pracy, co udowodnił sąd - mówi Andrzej Kaczmarek, przewodniczący ZR "S" Ziemia Sandomierska. Fot. Jerzy Mielniczuk
Dyrektor ZMKS przynajmniej kilka razy złamał zapisy kodeksu pracy, co udowodnił sąd – mówi Andrzej Kaczmarek, przewodniczący ZR „S” Ziemia Sandomierska. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. Po kuriozalnych zwolnieniach i głośnych procesach, sąd ostatecznie przywrócił do pracy szefa związkowej organizacji.

Janusz Jur wraca do pracy w Zakładzie Miejskiej Komunikacji Samochodowej i wreszcie będzie mógł bez przeszkód sprawować funkcję przewodniczącego zakładowej organizacji NSZZ „S”. Jego zwoliony z pracy kolega ma dość utarczek z szefostwem i poszedł na ugodę. Obu firma ma zapłacić za czas pozostawania bez pracy. W sumie kilkadziesiąt tysięcy złotych. Czy z tego powodu w Stalowej Woli podrożeją bilety?

Sąd Okręgowy w Tarnobrzegu utrzymał w mocy wyrok Sądu Rejonowego w Stalowej Woli, który stanął po stronie zwolnionego z pracy kierowcy. Tym samym wyrok stał się prawomocny i dyrektorowi, który zwalniał związkowców, przyjdzie już tylko wypłacić niesłusznie zwolnionym zaległe pensje.

Zły pracownik, bo uzwiązkowiony
– Niech ktoś się teraz spyta dyrektora ZMKS, albo prezydenta, z czyich pieniędzy zostanie to zapłacone – mówi Andrzej Kaczmarek, przewodniczący Zarządu Regionu „S” Ziemia Sandomierska. Sąd nakazał wypłacenie przewodniczącemu „S” w ZMKS ok. 20 tys. zł, za 6 miesięcy pozostawania bez pracy. Członkowi Komisji Zakładowej „S”, który też został zwolniony, ale przed sądem poszedł na ugodę, zakład zapłaci za 4 miesiące bez pracy. Dojdą do tego koszty sądowe i koszty zastępstwa procesowego. W sumie ponad 30 tys. zł.

Jur jeszcze rok temu był wzorowym pracownikiem, o czym świadczą referencje wypisywane przez Antoniego Sokołowskiego, dyrektora ZMKS. Stał się złym, gdy został szefem „S”. Posypały się upomnienia i nagany, aż doszło do zwolnienia. Za co? Za to, że jako kierowca autobusu miejskiego nie chciał kontrolować biletów. Zadania tego nie miał zresztą wpisanego w angaż. Po zwolnieniu musiał sprawować funkcję przewodniczącego związku zza bramy zakładu, na teren którego nie miał wstępu. Inny członek władz związku został zwolniony za jeszcze mniejsze przewinienie. Nie chce wracać do firmy, bo nie wierzy w uspokojenie sytuacji. W strachu przed zwolnieniem, kilku członków „S” wypisało się z organizacji. Ta jednak przetrwała najgorszy czas i będzie się mogła legalnie zbierać. Z kolei pozostali pracownicy nie będą musieli zbierać się na wiecach potępiających związkowców, jak to było wiosną i latem tego roku. Nakazany przez sąd spokój w ZMKS burzy tylko pytanie o to, z czyjej kieszeni zostaną wyciągnięte pieniądze na sądowe wyroki.

Jerzy Mielniczuk

One Response to "Dyrektor przegrał ze związkowcami"

Leave a Reply

Your email address will not be published.