Kiedyś grałem w kosza i wąchałem paliwo żużlowe

36-letni Adam “Asan” Asanov jest od niedawna wokalistą zespołu Piersi. To on stoi za utworem “Bałkanica”, absolutnym przebojem lata. Rzeszowianin jest również liderem grupy Haratacze, stworzył też projekt Los Sobowtoros, gdzie kapitalnie wcielał się w rolę Demisa Roussosa i Luciano Pavarottiego. Fot. Paweł Bialic
36-letni Adam “Asan” Asanov jest od niedawna wokalistą zespołu Piersi. To on stoi za utworem “Bałkanica”, absolutnym przebojem lata. Rzeszowianin jest również liderem grupy Haratacze, stworzył też projekt Los Sobowtoros, gdzie kapitalnie wcielał się w rolę Demisa Roussosa i Luciano Pavarottiego. Fot. Paweł Bialic

Rozmowa z rzeszowianinem ADAMEM ASANOVEM, wokalistą zespołu Piersi.

– Adam, jesteś kibicem?
– Oczywiście! Gdy gra reprezentacja Polski, bez względu na to, czy są to siatkarze czy piłkarze, włączam telewizor i trzymam kciuki. Kibicuję sprawie beznadziejnej, bo nasi z reguły przegrywają. A ja zawsze wierzę, że jakoś to będzie…

– Pozostali członkowie zespołu Piersi interesują się sportem?
– Za mało powiedziane. Przecież Seba, techniczny, amatorsko jeździ na żużlu, a “Dziadek”, nasz basista, gra w siatkówkę. Tylko jak się nazywa ten jego zespół… Zabije mnie, jak sobie nie przypomnę (kilka minut później zjawia się Zbigniew “Dziadek” Moździerski i z wyrzutem w głosie wyjaśnia, że chodzi o Duet Opole). Generalnie jednak najlepsi jesteśmy w sportach piwnych.

– Mało kto wie, że zapowiadałeś się na dobrego koszykarza.
– Uwielbiałem grać w koszykówkę! Wracałem ze szkoły, rzucałem w kąt chlebaczek, gdzie i tak był tylko jeden zeszyt i biegłem na podwórko, by rzucać z chłopakami. To były czasy! Grałem w reprezentacji szkoły, potem trafiłem do Resovii i otrzymałem nawet powołanie do kadry Polski kadetów. Pamiętam, jak bardzo byłem przejęty. Opieka nad zdolną młodzieżą wtedy jednak mocno kulała i moja kariera skończyła się równie szybko, jak się zaczęła. Potem zahaczyłem jeszcze o Ligę Amatorskiego Basketu, gdzie grałem z Maćkiem Nalepą, który wyrósł na całkiem zdolnego bramkarza. Pamiętam jeszcze mój podziw dla Andrzeja Zająca. On był rozgrywającym wielkiej Resovii z lat 70., ja też występowałem na tej pozycji.

– Twój młodszy brat Łukasz również grał w koszykówkę. Później został sędzią i trenerem. Pewnie złapał bakcyla dzięki Tobie.
– Pewnie tak. Ale on o sporcie wie dużo więcej ode mnie. Łukasz zna nazwiska złotych medalistów olimpiady w pływaniu sprzed dwóch dekad. To chodząca encyklopedia sportu.

– Twoja mama jest lekarzem i przez wiele lat opiekowała się podczas meczów żużlowcami Stali Rzeszów.
– To kolejne miłe wspomnienie z dzieciństwa. Uczepiony maminego rąbka od spódnicy wąchałem paliwo żużlowe. Mało tego – jeździłem na wyjazdy i strasznie kibicowałem żużlowcom. Ależ to była ekipa: Jan Krzystyniak, Janusz Stachyra, Janusz Ślączka, Bogdan Ciupak, Piotr Gancarz.

– Wróciłeś do hali Podpromie, by zaśpiewać z zespołem Piersi na otwarcie sezonu siatkarskiego. Sześć lat temu biegałeś tu z mikrofonem, ale w innej roli. Pamiętasz?
– Jak mógłbym zapomnieć. Od dawna śpiewam, ale próbuję też sił jako konferansjer. I otrzymałem zlecenie, żebym zabawiał publiczność podczas meczów siatkarzy Resovii. Paradowałem więc w biało-czerwonych szatach i co tu kryć, byłem takim błaznem halowym (śmiech). Ale miałem sukcesy, bo ponoć jako pierwszy w historii doprowadziłem do tego, że na trybunach pojawiła się meksykańska fala. Tak przynajmniej utrzymywał mój pracodawca.

Rozmawiał Tomasz Szeliga

11 Responses to "Kiedyś grałem w kosza i wąchałem paliwo żużlowe"

Leave a Reply

Your email address will not be published.