
WARSZAWA. Lasek i Seremet podważają ustalenia smoleńskiego eksperta.
– Brzoza została złamana 10 kwietnia w wyniku kolizji. Smoleński ekspert Chris Cieszewski analizował na zdjęciach satelitarnych inny element, nie brzozę. Popełnił błąd, twierdząc, że drzewo było złamane przed katastrofą smoleńską. Za brzozę mógł wziąć śmieci – stwierdził Maciej Lasek, przewodniczący zespołu smoleńskiego przy KPRM.
W poniedziałek jeden z prelegentów II konferencji smoleńskiej prof. Chris Cieszewski z amerykańskiego Uniwersytetu Georgii na koniec referatu poświęconego analizie smoleńskiej brzozy przedstawił sensacyjne odkrycie. Porównał zdjęcia satelitarne ze stycznia 2010 r., z 5 kwietnia 2010 r., z 11 i 12 kwietnia 2010 r. Wynika z nich, że 5 kwietnia 2010 r. słynna smoleńska brzoza była już złamana. Na zbliżeniu widać wyraźnie, że drzewo jest pochylone i nadłamane.
Najlepsi eksperci
W środę amerykański ekspert w wywiadzie dla „Gazety Polskiej Codziennie” powiedział, że w badaniu zdjęć pomagał mu zespół ekspertów. – University of Georgia, w którym pracuję, jest jednym z najlepszych uniwersytetów na świecie. Dzięki temu mogliśmy pozyskać opinię najlepszych na świecie specjalistów z dziedziny fotogrametrii. Oni się pod tym podpisali i biorą za to 100 proc. odpowiedzialności.
„Worki ze śmieciami”
Lasek pytany w RMF FM, czy to możliwe, że brzoza została złamana 5, a nie 10 kwietnia, stwierdził: – Nie, brzoza została złamana w wyniku kolizji ze skrzydłem samolotu Tu-154 10 kwietnia.
Zaznaczył, że niektórzy internauci, bazujący praktycznie na tym samym materiale co Cieszewski, wytknęli mu błąd, wskazujący, że profesor analizował zupełnie inny element.
Chodzi o blogera Forda Prefecta, który wskazał, że to, co profesor wziął za powaloną brzozę, to w istocie worki ze śmieciami.
– Współrzędne tej brzozy, która została przełamana, zostały określone w naszym raporcie, i nie tylko w naszym. Każdy mógł tam podjechać i zobaczyć, jakie są. Nie odpowiadają tym parametrom, czy temu miejscu dokładnie, które pokazał pan profesor Cieszewski – powiedział Lasek.
Dopytywany, co w takim razie analizował Cieszewski, odpowiedział: – To jest ślad, który przez niektórych został zidentyfikowany jako śmieci na działce pana doktora Bodina (Rosjanin, Nikołaj Bodin, to właściciel działki, na której znajdowała się smoleńska brzoza – red.).
– W pierwszym filmie pani Anity Gargas doktor Bodin powiedział, że brzoza się przełamała w momencie, jak samolot się z nią zderzył. W drugim filmie już tej informacji nie zawarto – przypomniał Lasek.
Również prokurator generalny Andrzej Seremet stwierdził, że prezydencki TU-154 zahaczył w Smoleńsku o brzozę. Zaznaczył, że prokuratura ma zdjęcia satelitarne i zeznania świadków, z których jasno wynika, że brzoza, o którą zahaczył skrzydłem samolot polskiego prezydenta, rosła 5 kwietnia. Przypomniał też, że w skrzydle samolotu znaleziono elementy drzewa, a w brzozie fragmenty samolotu.
„Wysoka wiarygodność”
Natomiast Jarosław Kaczyński nie podważa ustaleń naukowca polskiego pochodzenia. – Ta sprawa będzie jeszcze prezentowana opinii publicznej, w związku z czym powstrzymam się od komentarza – stwierdził Kaczyński. – Wiarygodność tej analizy wydaje się bardzo wysoka – dodał prezes PiS.
TVN 24/ps



9 Responses to "To nie brzoza, to śmieci"