
Do sądów trafiają setki pozwów o zadośćuczynienie z powodu utraty zdrowia lub życia bliskiej osoby w wypadkach drogowych. Poszkodowani nie walczą o pieniądze sami, w ich imieniu występują spece od odszkodowań, którym płaci się dopiero po wygraniu sprawy.
Według danych Policji, w okresie od stycznia do lipca 2012 r. w Polsce doszło do 20 266 wypadków drogowych. W analogicznym okresie roku bieżącego odnotowano 18 316 wypadków. Dla kancelarii prawnych specjalizujących się w staraniach o odszkodowanie dla ofiar wypadków i ich rodzin to prawdziwe eldorado. Im więcej ludzkich nieszczęść, tym większe pieniądze do zarobienia.
Do wypadku drogowego, w którym zginął starszy mężczyzna jadący rowerem, doszło w styczniu 2008 br. Proces o odszkodowanie i zadośćuczynienie ruszył jednak w tym roku przed Sądem Okręgowym w Tarnobrzegu. Rodzina tragicznie zmarłego prawdopodobnie nie zamierzała nawet walczyć o jakiekolwiek pieniądze z tytułu śmierci mężczyzny. Pracownicy kancelarii odszkodowawczej sami się do nich zgłosili i zaproponowali, że wystąpią w ich imieniu do ubezpieczyciela, u którego sprawca wypadku miał wykupioną polisę OC.
Cenni za życia albo dopiero po śmierci
– O odszkodowanie wystąpiła wdowa i dwoje dorosłych dzieci mężczyzny – informuje sędzia Marek Nowak, rzecznik Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu, odpowiedzialny za informacje dotyczące spraw cywilnych. – Ich żądania są następujące: wdowa domaga się 150 tysięcy zł zadośćuczynienia i 100 tysięcy odszkodowania za istotne pogorszenie sytuacji życiowej i dodatkowo ponad 3 tysiące złotych tytułem kosztów pogrzebów. A dzieci po 150 tysięcy zadośćuczynienia i 100 tysięcy odszkodowania. W uzasadnieniu podano, że pijany kierowca potrącił męża i ojca powodów, który prowadził rower. W pozwie jest przywołanych mnóstwo okoliczności rodzinnych dotyczących tego, jak ważną rolę pełnił mężczyzna w życiu rodziny, jak ich wspierał psychicznie, materialnie, prowadził gospodarstwo rolne.
Sędzia Marek Nowak przyznaje, że takich spraw są dziesiątki. W wielu, śmierć członka rodziny faktycznie jest dla rodziny tragedią. Są jednak i takie sprawy, w których bliscy, którzy przez lata nie utrzymywali relacji ze zmarłym, byli z nim skłóceni, nagle wystawią mu laurki i ze łzami w oczach opowiadają, jak ogromną stratę ponieśli tracąc taką osobę. Czasami zmarły faktycznie był na utrzymaniu rodziny, był alkoholikiem, który nie dbał o rodzinę, ale że można na śmierci takiej osoby zarobić, robi się wszystko, by dowieść, jak wielką traumą była jej śmierć.
– Podczas procesów o odszkodowania zdarzają się naprawdę różne sytuacje. Proszę mi wierzyć, że my sędziowie, widzieliśmy już niejedno. Ewidentne próby wyłudzenia zadośćuczynień także. Przykre to, że dla niektórych bliscy najcenniejsi stają się po śmierci, ale tak to już jest – nie kryje sędzia Marek Nowak.
Zapłata się należy
Tarnobrzeski sąd w styczniu br. wydał w opisanej wyżej sprawie nakaz zapłaty w postępowaniu upominawczym uwzględniający w całości żądanie powodów. Do tego nakazu pozwany, czyli firma ubezpieczeniowa wniósł jednak sprzeciw, co spowodowało jego upadek i sprawa od tego momentu toczy się w postępowaniu zwykłym, czyli ruszył proces cywilny w tej sprawie.
– Ubezpieczyciel domagał się oddalenia powództwa w całości, zgłosił szereg wniosków dowodowych, zarzutów formalnych, ale co do żądań to twierdził, że jeśli chodzi o zadośćuczynienia, to nie ma podstaw prawnych do ich wypłaty, bo do wypadku doszło przed wprowadzeniem przepisu o zadośćuczynieniach, czyli w styczniu 2008 roku – wyjaśnia sędzia Marek Nowak.
Furtka do zadośćuczynień
Przepis, o którym mówi sędzia, wpisano do kodeksu cywilnego w sierpniu 2008 roku. Czy więc jest to data, po której rodziny ofiar wypadków mogą liczyć na odszkodowania, a ci, których doznali krzywdy wcześniej już nie?
Według Sądu Najwyższego i sądów rejonowych, rodziny ofiar sprzed 2008 r. również powinny dostać rekompensatę za krzywdy i ból związany ze śmiercią bliskiej osoby. Trzy lata temu Sąd Najwyższy jasno powiedział, że należy im się zadośćuczynienie z uwagi na inny, już wcześniej istniejący artykuł kodeksu cywilnego. Po tym okresie lawinowo wzrosła w sądach liczba spraw o zadośćuczynienia. Średnio sądy nakazują wypłacać po około 100 tysięcy zł za śmierć bliskiej osoby w wypadku sprzed 2008 r. Owdowiali małżonkowie i osierocone dzieci mają więc o co walczyć.
– Towarzystwa ubezpieczeniowe nie płacą, jeśli nie mają nakazu sądowego. Odmawiają wypłaty lub próbują zaspokoić żądania minimalnymi kwotami. Tak przynajmniej wynika z mojego doświadczenia – nie kryje sędzia Marek Nowak. – Stąd też jak grzyby po deszczu wyrastają kancelarie prawne, które same wyszukują klientów, dla których mogą wywalczyć mniejsze lub większe pieniądze. Jak docierają do bliskich ofiar wypadków? Tego możemy się tylko domyślać.
Klientów szukają na cmentarzach
Rodziny ofiar wypadków i sami poszkodowani nie mają zazwyczaj głowy, by w obliczu nieszczęścia, jakiego doznali, szykować się na sądową batalię o odszkodowanie za doznaną krzywdę. Zazwyczaj nawet o tym nie myślą, przedstawiciele kancelarii sami się do nich zgłaszają. Jak ich odnajdują? „Łowienie” klientów nie zawsze jest etyczne, ale prawie zawsze opłacalne. Kancelarie przegrywają niewiele spraw. A że prowizja od wygranej sprawy wynosi od kilkunastu do nawet 40 procent kwoty odszkodowania, gra jest warta świeczki.
Jak ustaliliśmy, źródłem informacji dla kancelaria odszkodowawczych mogą być dane zdobyte od likwidatorów szkód ubezpieczyciela, którzy dokonują opisu zniszczeń pojazdów uczestniczących w wypadkach. Przedstawiciele kancelarii podobno chodzą także po cmentarzach i szukają grobów sprzed 2008 r. z napisami „zmarł tragicznie”. Spece od odszkodowań mają także swoich ludzi w okolicach czarnych punktów na drogach, odwiedzają szpitale, śledzą policyjne serwisy informacyjne i czytają gazety.
Z danych szacunkowych wynika, że rynek ubezpieczeniowy za szkody sprzed 2008 roku może zapłacić nawet 10 mld złotych. Kancelarie odszkodowawcze mają więc szansę na zarobek w granicach 1,5 – 2,5 mld zł.
Małgorzata Rokoszewska



9 Responses to "Zbijają kokosy na ludzkim nieszczęściu"