
RZESZÓW. Ta historia wydaje się wręcz nieprawdopodobna, ale jest jak najbardziej prawdziwa.
Martwego mężczyznę znalezionego w lesie rozpoznały trzy osoby z bliskiej rodziny zaginionego. Zwłoki miały nawet charakterystyczne zmiany na ciele. Prokuratura w Lubaczowie postanowiła bez badania DNA wydać zwłoki mężczyzny, który wkrótce został pochowany. I to powinien być koniec sprawy. Tak jednak nie było. Tydzień temu, do jednego z mieszkań w Rzeszowie weszli kryminalni. Sprawdzili przebywającego tam człowieka i okazało się, że jest nim… pochowany blisko dwa lata temu mężczyzna.
Zwłoki mężczyzny zostały odnalezione w lesie, na początku stycznia 2012 roku około 10 km od przejścia granicznego w Hrebennem. Mężczyzna zmarł z wychłodzenia organizmu. A że nie było przy denacie żadnych dokumentów, to jak to bywa w tego typu przypadkach, policjanci zaczęli szukać w bazach osób zaginionych. Natrafili na jakąś osobę i poprosili dwie siostry tego człowieka o rozpoznanie ciała.
Pierwsza z sióstr nie rozpoznała zmarłego jako swojego brata, druga też nie, ale powiedziała, że być może to kolega, który także figurował od wielu miesięcy jako zaginiony. Na okazanie zwłok przyjechała więc rodzina kolegi jednej z kobiet, która na co dzień mieszka w Siedliskach, kilka kilometrów od miejsca, gdzie znaleziono zwłoki. Na okazaniu zwłok pojawił się ojciec i jego syn, którzy rozpoznali zmarłego jako drugiego syna i brata. Pojawiła się także matka zaginionego, która ponad wszelką wątpliwość powiedziała, że to jej ukochany syn. Nieboszczyk miał podobną posturę do zaginionego i uzębienie.
– Zgadzały się nawet takie szczegóły, jak spłaszczony palec i paznokieć oraz blizna na jednym z kolan – mówi komisarz Paweł Międlar, rzecznik prasowy podkarpackiego komendanta wojewódzkiego policji.
Policjanci zwrócili się z pytaniem do lubaczowskiej prokuratury, czy wobec takiego rozpoznania ma być przeprowadzone badanie DNA. Prokurator uznał, że nie trzeba, skoro najbliższa rodzina rozpoznała mężczyznę. Tym samym ciało zostało wydane, a wkrótce odbył się pogrzeb.
Przed policjantami stał żywy trup
Niedawno kryminalni z rzeszowskiej policji otrzymali informację, że w jednym z mieszkań przy ul. Okulickiego ukrywa się poszukiwany przestępca, który zmienia często tożsamość. 18 października zapukali do drzwi, które otworzyła im kobieta, a w środku rzeczywiście był mężczyzna, ale po sprawdzeniu kim jest, policjanci nie mogli uwierzyć własnym oczom. Stał przed nimi… nieboszczyk, czyli mężczyzna, którego znaleziono w lesie i pochowano na cmentarzu w Siedliskach. Jeszcze tego samego dnia policjanci zjawili się u brata zaginionego w Siedliskach. Ten stwierdził po pokazaniu zdjęcia, że to na pewno jego brat. Razem ze swoim ojcem pojechali do Rzeszowa i na miejscu także rozpoznali mężczyznę, który powinien nie żyć od grudnia 2011 roku – ciało miało leżeć w lesie około miesiąca.
Tym razem zostanie zbadane DNA
Jak się tłumaczył zmartwychwstały mężczyzna z tego, że nie dawał znaku życia od dwóch lat? Nieoficjalnie dowiedzieliśmy, że mężczyzna opowiadał o tym, że miał różne zakręty życiowe i podczas sprawy sądowej, która go dotyczyła, dowiedział się, że został pochowany. Nie powiadomił jednak o tym rodziny ze względów osobistych, a ta żyła w przeświadczeniu, że ich syn i brat nie żyje.
Kim w takim razie jest mężczyzna pochowany na cmentarzu w Siedliskach? Tego nie wiadomo. Jak się dowiedzieliśmy, będzie przeprowadzona ekshumacja zwłok i tym razem zostaną wykonane badania DNA.
Grzegorz Anton



One Response to "Po dwóch latach zmartwychwstał?"