
RZESZÓW, KRAJ. Trwa największe w Polsce śledztwo dotyczące korupcji w służbie zdrowia. 9 osób z zarzutami, w tym pracownicy amerykańskiego koncernu oraz dyrektorzy, ordynatorzy i lekarze z Łodzi, Lublina i Rzeszowa.
Zarzuty dla prof. Sławomira S., ordynatora jednego z oddziałów Szpitala Wojewódzkiego nr 2 w Rzeszowie, o których pisaliśmy w weekendowym wydaniu Super Nowości, to część rzekomej afery korupcyjnej, na której trop wpadło FBI. Jak ustalili śledczy, jedna z amerykańskich firm działających na rynku ortopedycznym miała udzielać korzyści majątkowych osobom decyzyjnym (lekarzom, ordynatorom, dyrekcji), które miały wpływ na rozstrzygnięcia przetargowe na zakup sprzętu w szpitalach. Zdaniem śledczych, pieniądze miały trafiać na ich konta w Zurychu w Szwajcarii.
– Sławomir S. wraz z lekarzem z Lublina mieli pojechać na szkolenie do Szwajcarii organizowane przez amerykańską firmę, a przy okazji miało tam dojść do założenia konta – mówi Tomasz Tadla, prokurator prowadzący śledztwo. – Konta te zostały ujawnione w ramach prowadzonego obecnie śledztwa na podstawie innych dowodów, które zebraliśmy w sprawie. Środki, które na nie wpływały, nigdy nie zostały ujawnione aparatowi skarbowemu ani władzom Szwajcarii przy transferze do Polski – dodaje.
Na konto S. amerykańska firma przelać miała w sumie 30 tys. zł. 11 lat temu S. pełnił funkcję ordynatora jednego z oddziałów w rzeszowskim szpitalu i według śledczych, miał brać również udział w pracach dotyczących przetargów. Z kolei ortopeda Bogusław K. z Lublina, którego konto znalazło się również pod lupą śledczych, zasilone zostać miało kwotą około 25 tys. zł. Przy zakładaniu kont obecny miał być Grzegorz P. z Sanoka, ówczesny przedstawiciel regionalny amerykańskiej firmy, który został już zatrzymany.
Koncert Claptona, kosmetyki i prowizja
Zarzuty korupcyjne usłyszał również Tadeusz K., były dyrektor ekonomiczny jednego ze szpitali w Lublinie, który rzekomo na koszt amerykańskiej firmy miał bawić się w Londynie na koncercie Erica Claptona w Royal Albert Hall. Postępowanie, które swym zasięgiem objęło 60 szpitali w całej Polsce, dotarło również do Łodzi. Jak ustalili śledczy, Bożena W., dyrektor szpitala, miała z kolei zażądać kosmetyków i prowizji od wypłacanych kwot w zamian za odzyskanie przez firmę pieniędzy za dostawy sprzętu medycznego. Jak ustalili katowiccy śledczy, 23 tys. zł wpłynąć miało na konto jej syna, który zgodnie z zawartymi umowami, miał opiekować się sprzętem.
Oprócz osób związanych ze służbą zdrowia i Grzegorza P., dyrektora generalnego firmy w Polsce, zarzuty w tej sprawie usłyszało również 4 jej pracowników – byli przedstawiciele ścisłego kierownictwa i księgowości.
Co na to dyrektor szpitala i wojewoda?
Prof. Sławomir S., oprócz funkcji ordynatora jednego z oddziałów rzeszowskiej “dwójki”, jest również konsultantem wojewódzkim z zakresu ortopedii oraz pracuje w zespole konsultantów ds. wydziału lekarskiego, który ma powstać na Uniwersytecie Rzeszowskim.
– Formalnie nie otrzymaliśmy jeszcze w tej sprawie żadnych powiadomień z prokuratury, dlatego mogę się jedynie opierać na doniesieniach prasowych i wyjaśnieniach samego zainteresowanego – mówi Janusz Solarz, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego nr 2 w Rzeszowie. – Jak na razie wstrzymujemy udział ordynatora we wszystkich procedurach przetargowych. Pamiętajmy jednak, że obowiązuje zasada domniemanej niewinności. Podkreślam jednak z całą odpowiedzialnością, że w naszym szpitalu nie ma tolerancji dla korupcji. Jeżeli natomiast chodzi o współpracę z tą amerykańską firmą, to faktem jest, że szersze wyposażenie szpitala w oferowany przez nią sprzęt, z tego co się orientowałem, miało miejsce jeszcze przed przyjściem do nas pana ordynatora, nawet zanim ja przyszedłem do tego szpitala. Później również firma ta brała udział w przetargach, ale nie stwierdzam, jakoby była w szczególny sposób forowana. W szpitalach jeżeli chodzi o przetargi są ściśle określone procedury naruszenie których grozi poważnymi konsekwencjami prawnymi i służbowymi – dodaje.
– Wojewoda, który mianuje wojewódzkich konsultantów, na podstawie publikacji prasowych wystąpi do prokuratury o informacje w tej sprawie – mówi Małgorzata Oczoś, rzecznik prasowy wojewody podkarpackiego. A jak sprawę komentuje Uniwersytet Rzeszowski? – Sprawa postawienia zarzutów nie dotyczy działalności na Uniwersytecie Rzeszowskim, w związku z czym na razie będziemy przyglądać się sprawie i podejmować decyzje adekwatne do okoliczności. Mamy nadzieję, że sprawa ta nie wpłynie na tworzenie kierunku lekarskiego – mówi rzecznik Grzegorz Kolasiński, rzecznik prasowy Uniwersytetu Rzeszowskiego.
Obrońca: – Nie było żadnego “fałszywego konta”
Adwokat prof. Sławomira S., prof. Zbigniew Ćwiąkalski, podkreśla, że nie było żadnego, jak to określają media, “fałszywego konta”. – Było jedno imienne założone przez samego pana profesora na które przelewał własne pieniądze z Polski. Trafiało również na nie niektóre wynagrodzenie z tytułu za opiniowanie urządzeń tej firmy, opracowanie publikacji naukowych nt. operacji przeprowadzanych na urządzeniach tej firmy oraz o prowadzenie szkoleń – wyjaśnia prof. Ćwiąkalski. – Pan S. został poproszony o to w ramach wieloletniej oficjalnej umowy, a taka praktyka jest powszechna do dzisiaj na całym świecie. Konto, o którym mowa, nie było ani tajne, ani tez fałszywe, tylko imiennie, a nie numeryczne. Nieprawdą jest również, że zakładał je pan Grzegorz P. Pan profesor sam poszedł do banku, a w momencie, gdy urzędnik bankowy odmówił mu jego założenia, bo nie jest zatrudniony w Szwajcarii, pan profesor poprosił Grzegorza P. o pomoc i poświadczenie, że na jego konto będą wpływały pieniądze z tytułu tych wynagrodzeń. Konto w szwajcarskim banku profesor S. posiadał już w parę lat wcześniej, w czasie swojej pracy za granicą – dodaje.
Katarzyna Szczyrek



9 Responses to "Konta dla lekarzy w szwajcarskich bankach"