STAL RZESZÓW – STAL STALOWA WOLA. Gospodarze byli przekonani, że sędzia ich skrzywdził, uznając gola na 1-1. – Ciężko o zwycięstwo grając 11 przeciwko 14 – grzmiał trener rzeszowian Krzysztof Łętocha.
– Skandal, jawny przekręt! Okradłeś nas z punktów! – prezes Stali Rzeszów Jacek Szczepaniak wykrzykiwał do ucha schodzącemu z boiska do szatni sędziemu Tomaszowi Marciniakowi. Rozjemca z Płocka nie miał dnia, a jego decyzje chyba jednak wpłynęły na wynik dramatycznych derbów.
Zapowiadając to spotkanie, apelowaliśmy na łamach Super Nowości do piłkarzy: skończcie z koszmarnym 0-0! Trzy wcześniejsze mecze w Rzeszowie pomiędzy tymi drużynami kończyły się właśnie takimi wynikami, a kibice wołali, by klub zwrócił im za bilety. W sobotę nikt się nie nudził. Gdy sędzia zakończył pojedynek, rozpoczęła się cała litania skarg i zażaleń. Takich kontrowersji na Stadionie Miejskim nie mieliśmy od dawien dawna.
Gola uznał. Czy słusznie?
Arbiter pomylił się w kilku kluczowych sytuacjach. W 65 minucie nie zauważył, jak Mateusz Kantor kopie w stopę szarżującego na bramkę gości Piotra Prędotę. Obrońca ze Stalowej Woli nie ujrzał czerwonej kartki, napastnik Stali Rzeszów upadł tak niefortunnie, iż nie mógł kontynuować gry.
– Czy sfaulowałem? Hmm, trzeba się zgodzić z decyzją sędziego – skomentował dyplomatycznie Kantor. Jednak zapis wideo nie pozostawia wątpliwości – miejscowym należał się rzut wolny tuż przed linią pola karnego.
W końcówce rozpaczliwie dążąca do wyrównania „Stalówka” po raz kolejny wrzuciła piłkę w pole karne gospodarzy, ci zdołali ją wybić na tyle szczęśliwie, że trafiła pod nogi Aleksejsa Kolesnikovsa. Łotysz ją zasłonił i został sfaulowany. Pan Marciniak „puścił” grę, goście znów dośrodkowali, do piłki wyskoczyli Miłosz Lewandowski i Michał Czarny. Futbolówka znalazła się w siatce i tu pytanie: czy gol powinien zostać uznany? Wydaje się, że stoper zielono-czarnych nieprzepisowo zaatakował bramkarza rzeszowian, choć nawet powtórki telewizyjne tej kwestii nie rozstrzygają, dając pole do rozmaitych interpretacji. To wszystko działo się w czwartej, ostatniej minucie doliczonego czasu gry. – Wyskoczyłem do piłki, ale nie byłem w stanie jej złapać, bo facet przykładnie mnie skasował! Jak sędzia mógł tego nie zauważyć? – pieklił się bramkarz Stali Rzeszów.
Głównemu nie pomagali asystenci. Na początku II połowy przy linii bocznej Maciej Maślany skoczył z pięściami do rywala, za co otrzymał zaledwie żółtą kartkę. Pomocnik rzeszowian stanął w obronie Krzysztofa Husa, po którym „przespacerował” się jeden z zawodników gości. To wydarzenie umknęło uwadze sędziów.
Słupki i poprzeczki
Szefowie i kibice Stali Rzeszów natychmiast przypomnieli sobie poprzedni mecz ich drużyny prowadzony przez arbitra z Płocka. Remis w Tarnowie i gol zdobyty przez Unię także w doliczonym czasie gry. – Nie pierwsze to spotkanie, gdzie walczymy z czymś, co niewidoczne na boisku. Ciężko o trzy punkty, grając 11 na 14 – grzmiał na konferencji prasowej Krzysztof Łętocha, trener gospodarzy. – Zapraszam państwa do szatni. Zobaczycie miny moich zawodników, ich ból.
Po meczu mówiło się głównie o błędach sędziego, tymczasem piłkarze stworzyli całkiem przyjemne widowisko. Przed przerwą lepsza była Stal Rzeszów, po zmianie stron – jej imienniczka ze Stalowej Woli. Przyjezdni stworzyli więcej okazji, ale mieli pecha. Po strzale z wolnego Mateusza Argasińskiego piłka trafiła w słupek, po bombie Tomasza Płonki – w poprzeczkę. Ponadto „setki” zmarnowali Czarny i Wojciech Fabianowski, którzy z kilku metrów „główkowali” wyjątkowo nieudolnie. – Zmiany dokonane w przerwie i charakter „Stalówki” pozwoliły nam wrócić do gry. Powiem nieskromnie, że powinniśmy zwyciężyć. Stworzyliśmy lepsze sytuacje – przekonywał II trener gości Artur Lebioda.
STAL Rzeszów 1
STAL Stalowa Wola 1
(1-0)
1-0 Prędota (6.)
1-1 Czarny (90.)
RZESZÓW: Lewandowski – Konrad Hus, Bednarczyk, Baran, Krzysztof Hus – Szela (9. Jakubowski), Drelich (79. Daszyk), Jędryas, Szczoczarz (77. Maca), Maślany – Prędota (70. Kolesnikovs)
STALOWA WOLA: Wietecha – Kantor, Bogacz, Czarny, Sikorski (41. Bartkiewicz) – Mikołajczak, Argasiński, Kachniarz, P. Tur (46. Komada), Łanucha (46. Płonka) – Fabianowski.
Sędziował Tomasz Marciniak (Płock). Żółte kartki: Baran, Maślany – P. Tur, Komada. Widzów 1500.
Tomasz Szeliga


