Jak wiadomo, partia rządząca ma problem z Senatem RP. Polega on na tym, że w izbie wyższej naszego parlamentu nie ma ona większości, a na czele tej izby stoi prof. Tomasz Grodzki z PO. To w zupełności wystarczy naszej władzy, żeby negować to, co Senat proponuje. Jak się to robi? Ano w Sejmie odrzuca się senackie weto wobec jakiejś ustawy zanegowanej przez Senat albo senackie projekty. Ostatnio Senat przegłosował zmiany w przepisach dotyczących Polaków walczących w armiach innych państw. Według obecnie obowiązujących przepisów, każdy, kto chce walczyć w armii obcego państwa, musi mieć na to zgodę ministra spraw wewnętrznych i administracji, chyba że jest byłym żołnierzem WP, to wówczas zgodę szefa MON. Jeśli tej zgody nie ma, a także w sytuacji, gdy wcale o nią nie występował, grozi mu odpowiedzialność karna, której górna granica to 5 lat za kratkami. Zasadniczo do niedawna ten przepisy prawa dotyczyły niewielkiej liczby Polaków i szczególnych sytuacji. Zmieniła to rosyjska agresja na Ukrainę. Nie, żeby Polacy zaraz masowo rwali się do walki z Rosjanami u naszych napadniętych sąsiadów, ale nie brak wśród naszych rodaków takich, którzy się na to zdecydowali. Najpewniej większość z nich, może poza byłymi zawodowymi żołnierzami, nie miała zielonego pojęcia, że muszą wystąpić o jakieś zgody na to do ministerstwa. Spontanicznie pojechali na Ukrainę walczyć i już. Nie wpadli na to, że za to można iść do więzienia. Jednak zgodnie z obowiązującym prawem tak właśnie jest. No cóż – rzekłby ktoś – nieznajomość prawa szkodzi i bynajmniej nie zwalnia z przestrzegania go. To jest prawda – bez dwóch zdań. Jednak w obliczu tak niecodziennej i dramatycznej sytuacji, jak wojna w Europie tuż za naszą granicą, senatorowie – przytomnie, co wypada zauważyć – uznali, że wielce nieetycznie i głupio byłoby wsadzać do więzień bohaterów, którzy, wykazując się wielką odwagą, postanowili walczyć w Ukrainie. Stąd pomysł senackiej poprawki do aktualnych przepisów służby w obcych armiach. Oczywiście nad tą poprawką pracowano w senackich komisjach od dłuższego czasu, zatem nie jest to poprawka „z kapelusza”, jak – poniekąd niestety – bywa z sejmowymi poprawkami ustaw różnych głosowanych „jak leci” przez posłów opcji rządzącej oraz tych, których „przekonała” ona do swoich pomysłów, jak np. Paweł Kukiz i jego ekipa. W czym zatem problem? Poprawka na pewno potrzebna, opracowana solidnie, wiadomo po co i dlaczego stworzona – nic tylko przyjąć. Otóż nie jest to wcale takie oczywiste! Poprawka ta ma dla ekipy rządzącej jedną, ale bardzo poważną wadę. Jaką? Ano taką, że wpadli na to politycy opozycji, a nie Zjednoczonej Prawicy! A to przecież zniewaga, podłość, spisek i atak na PiS. Bo tylko PiS ma monopol na „świetne” pomysły i „wspaniałe” rozwiązania dla wszystkich Polaków. Jednocześnie, nie wyglądałoby to dobrze, gdyby teraz Sejm głosami Zjednoczonej Prawicy oraz takich posłów „niezależnych” jak Łukasz Mejza i Paweł Kukiz odrzucił senacką poprawkę. Zatem jest pozorny pat: przyznać wrażym senatorom racji nie można, odrzucić też nie można. Co zatem można? Ano można rękoma marszałek Sejmu z PiS, Elżbiety Witek – najpewniej działającej z polecenia szefa swej partii – wrzucić senacką poprawkę do tzw. zamrażarki sejmowej. Polega to z grubsza na przyjęciu do wiadomości, że taka poprawka jest i …nierobieniu z nią nic. Historia polskiego Sejmu od lat prawie 7 lat zna mnóstwo takich przypadków. Czasem po upływie dłuższego czasu opcja rządząca ogłaszała, że oto wpadła na genialny pomysł i zgłaszała taki pomysł jako własny – co daj Boże może stać się w tym przypadku. Albo też taki pomysł w postaci poprawki czy projektu opozycji mroził się i mrozi nadal we wspomnianej sejmowej zamrażarce. Tak w Polsce działa „demokracja” w wykonaniu PiS i jego przystawek. Nic to, że przez zranione ambicje rządzących bohaterowie mogą teraz iść siedzieć! Ważne, żeby nie było, że opozycyjny Senat coś mądrego wymyślił. To co mamy dziś w Polsce, to atrapa demokracji w państwie z rozmokłej tektury…
Redaktor Monika Kamińska


