By życie było lepsze

 

Fot. Wit Hadło

Fajnie jest lepić coś w glinie. Jeszcze lepiej jest stworzyć coś konkretnego i ładnego.  A najlepiej, gdy robi się to pod kierunkiem specjalisty  i artysty, który rozwiąże wszystkie wątpliwości i zainspiruje. Warszaty ceramiczne są też świetnym lekarstwem na stres. Sprawdzają się w terapiach z dziećmi zdrowymi i tymi, które borykają się z niepełnosprawnościami.

– Praca w glinie przynosi wiele korzyści. Ma właściwości twórcze, odprężające i terapeutyczne – twierdzi Wojciech Klęsk, artysta plastyk, rzeszowianin, od 25 lat zajmujący się ceramiką. – Warsztaty ceramiczne pozwalają na większą kreatywność i pełniejszą relaksację, a co za tym idzie, lepsze życie. Należy więc z tego korzystać.
Jak dodaje, wypalanie z gliny jest ponadto znakomitym medium do pracy z dziećmi, zwłaszcza w wieku wczesnoszkolnym. Poza rozwojem emocjonalnym i ogólną poprawą dobrostanu, znacznie wpływa też na ich rozumienie pojęć związanych z naukami ścisłymi. – Obserwują one różne stany materiału podczas przemiany bezkształtnej gliny w ceramikę i wtedy muszą sobie one poradzić z różnymi kwestiami geometrycznymi – uzasadnia.
– Poza tym działalność ta pomaga im rozumieć zjawiska fizyczne, chemiczne czy relacje matematyczne, np. zmiany stanu skupienia czy procentowe zmiany wielkości podczas kurczenia się gotowego wyrobu w procesie wypalania.
Rzeszów ma bardzo duże tradycje ceramiczne, a także bogate naturalne złoża różnorodnych glin. W okolicy od wieków działały różne cegielnie i pracownie ceramiczne. Obecnie słynie z tego przede wszystkim Medynia Głogowska. W tamtejszej Zagrodzie Garncarskiej chętni mogą z bliska zobaczyć proces formowania i wypalania glinianych wyrobów, a nawet sami mogą spróbować swoich sił w tej dziedzinie. – W stolicy Podkarpacia również mogłoby powstać duże centrum, gdzie w profesjonalnych warunkach i na odpowiednich materiałach twórcy rozwijaliby swoje zainteresowania i tworzyli ceramikę – uważa Wojciech Klęsk.
– A jest to bardzo ciekawe medium dla artystów, którzy chcą zacząć swoją przygodę biznesową, ponieważ obecnie jest dobry dostęp do materiałów i narzędzi, a poza tym jest olbrzymie zapotrzebowanie rynku, zarówno krajowego, jak i zagranicznego na takie wyroby. Ceramika może więc być bardzo dobrym pomysłem zarówno na biznes, jak i na całe życie.
Sam Wojciech Klęsk ceramiką zainteresował się w zasadzie przez przypadek. Gdy w latach 90. po maturze nie dostał się na wzornictwo przemysłowe na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, uciekając przed wojskiem trafił do AGH na studia inżynierskie o kierunku ceramika. Podczas zajęć dobrze poznał technikę ceramiczną. Choć ze sztuką nie miało to wiele wspólnego, uzyskał swobodę w doborze materiału, np. potrafił w przypadkowym terenie odszukać odpowiednią glinę na wyroby.
Gdy pewnego dnia koleżanka powiedziała mu, że zwalnia się miejsce w pracowni ceramicznej na krakowskim Kazimierzu, nie wahał się, by rozpocząć tam pracę. Bardzo go to wciągnęło. Po półtora roku zbudował piec do wypalania i założył swoją pracownię. Pracy miał tyle, że musiał przerwać studia. Tworzył własne wyroby ceramiczne – naczynia, aniołki, ozdoby itp., które sprzedawał do galerii sztuki i sklepów w całej Polsce.
Kilka lat później dostał się na upragnione wzornictwo przemysłowe i zrobił licencjat. W międzyczasie powrócił do Rzeszowa i zaczął prowadzić zajęcia z ceramiki dla chętnych. Szybko okazało się, że taka działalność, sprawia mu dużo większą satysfakcję. Spotykał się bowiem z ludźmi o różnych zainteresowaniach i mógł z nimi rozmawiać na wiele artystycznych tematów.
Wojciech Klęsk poświęcił się przede wszystkim pracy z z dziećmi, szczególnie tymi z niepełnosprawnościami i z różnymi zaburzeniami. W ostatnim czasie jego warsztaty ceramiczne zyskały kolejną funkcję – podczas zajęć osoby, które przyjechały z objętej wojną Ukrainy uzyskały możliwość wyciszenia własnych emocji. Przy takiej okazji można też nowo przybyłych lepiej zintegrować z mieszkańcami Rzeszowa.
– Moim marzeniem jest jest wprowadzenie w naszym mieście zajęć z ceramiki do wszystkich szkół, tak by były dostępne dla wszystkich dzieci, tak jak jest to przyjęte w krajach skandynawskich – zwierza się na koniec Wojciech Klęsk.
Wydaje się, że takie zajęcia bardzo dobrze przysłużyłyby się dzieciom, rozwijając ich twórczość i wrażliwość na zewnętrzny świat i swoje przeżycia oraz emocje. Dorosłym by również nie zaszkodziły, bo miło jest spędzić czas w dobrym towarzystwie, nieźle się bawić, a przy okazji rozwijać własną kreatywność i stworzyć coś, co można zabrać ze sobą do domu.

Wit Hadło