Był bohaterem i żył jak bohater

Janusz Szeremeta, ps. Kozak, pochodził z Dynowa. Fot. Facebook Janusztokozak

Za najważniejsze słowo uważał „braterstwo”  i to właśnie nim się kierował Janusz Szeremeta, dowodząc plutonem w legionie międzynarodowym w Ukrainie. W minioną niedzielę zginął podczas walk z rosyjskim najeźdźcą. Wcześniej w mediach społecznościowych pisał: „Jestem tu dla siebie, wolę walczyć  o wolność, niż spokojnie patrzeć na to, co się dzieje. Bo jak tu nie zatrzymamy Putina, to zagrozi także Polsce”. Znajomi i towarzysze broni dziś piszą o nim – bohater.
Tragiczne informacje przekazał 5 grudnia Mateusz Lachowski, korespondent Polsat News, relacjonujący z Ukrainy rosyjską inwazję. „Dwóch Polaków: Janusz Szeremeta, ps. Kozak, i jego kolega Krzysztof z Legionu Międzynarodowego poległo wczoraj na froncie” – napisał na Twitterze.
Niedługo potem na profilu FB Janusza pojawiły się kondolencje i wpisy jego znajomych.
Michajło Oniżuk: – W walce o Niepodległość Ukrainy z moskiewskim motłochem zginął prawdziwy Kozak o polskim sercu Janusz Szeremeta. Mieli szansę walczyć z wielkim Wojownikiem!!! Nie zapomnimy, nie wybaczymy, pomścimy Cię. Niech żyje Polska, Chwała Ukrainie!!!

Kozak to jest wolny człowiek

Janusz urodził się w 1981 roku w Dynowie. Tu się wychowywał i chodził do szkoły. Później jego rodzina wyprowadziła się do Szklar, a Janusz na kilkanaście lat wyjechał do Anglii. Nie czuł się tam najlepiej, w 2014 r. pojechał do Ukrainy. Trafił do Kozaków i Kozakiem został.
– To był człowiek nietuzinkowy, rzadko się teraz takich spotyka – mówi Łukasz Domin, dyrektor Miejskiego Ośrodka Kultury, Sportu i Rekreacji w Dynowie. – Mamy tutaj taki klub biegowy, trochę z nami biegał, opowiadał o swojej pasji do kultury kozackiej. Ukraina była jego drugim domem, bardzo chętnie tam wracał. Mówił, że w każdym z nas płynie chyba kozacka krew, bez względu na pochodzenie, rasę czy wyznanie.
Znali się niedługo, zaledwie cztery lata. Janusz był barwną postacią, cały czas miał nowe pomysły i waleczną duszę. W Dynowie chodził na boks, do Rzeszowa jeździł trenować sztuki walki. – Przed wojną w Ukrainie mieszkał tutaj. Na miejscu podjął decyzję, że wyjeżdża walczyć, praktycznie kilka dni po wybuchu wojny. Zareagowaliśmy z niedowierzaniem, ale każdy doceniał jego bohaterstwo. Jaka odwaga musi być w człowieku, żeby pojechać bronić obcego państwa? Przecież, jakby nie patrzeć, z pochodzenia był Polakiem. Jednak to były dwa kraje bliskie jego sercu – Polska i Ukraina.
Janusz Szeremeta był jedną z osób, które mieszkańcy Dynowa i okolic nominowali do ogłoszonego przez MOKSiR projektu „Dynów – Ludzie z Pasją”. W 2011 roku, w jednym z odcinków podsumowujących całą inicjatywę, dużo opowiadał o swojej miłości do kozactwa.
– Od 2014 roku coraz bardziej podążam za tą pasją. Kozak to jest wolny człowiek, wysportowany i ze zbroją. Czasy, które idą, nie są łatwe – mówił, jakby przewidując co się wydarzy niespełna rok później – i moim zdaniem te umiejętności kozackie, przeżycie w lesie, umiejętność strzelania z łuku i jazdy konnej w tych czasach będą bardzo potrzebne.
Chciał w Polsce rozwijać kozactwo. – Nie jest tylko ukraińskie. Nieważne, czy jesteś Rosjaninem, Polakiem czy Ukraińcem, czy jesteś z północy czy z południa, nieważne, czy jesteś biały czy czarny, jeżeli czujesz, że chcesz być wolny. Najważniejszym słowem jest braterstwo – mówił. – Ludzie są teraz bardzo poróżnieni, a moim zdaniem trzeba się jednoczyć.
Witalij Miśków: – Wczoraj ośmiu moich towarzyszy pojechało na misję. Trzech z nich nie wróciło, reszta jest ranna. Janusz Szeremeta był moim najbliższym przyjacielem. Rozpoczęliśmy tę wojnę razem od początku i obiecaliśmy sobie, że będziemy walczyć do końca. Kiedy zostałem ranny, Janusz zabierał mnie do szpitala pod ostrzałem artyleryjskim. Miał czworo dzieci. Spoczywaj w pokoju, bracie. Zawsze będziesz w moim sercu. Chwała Ukrainie. Chwała bohaterom!

Legia Cudzoziemska za 50 zł

Janusz Lech z Januszem Szeremetą spędził dzieciństwo. Chociaż ich drogi w wieku ok. 20 lat się rozeszły – pierwszy wyjechał do Norwegii, drugi kupił bilet do Londynu – to byli w stałym kontakcie i widywali się regularnie. Ostatni raz na chwilę przed wybuchem wojny w Ukrainie. – Może to głupio zabrzmi, ale ta wojna spadła na niego jak wezwanie. On na coś takiego czekał, zawsze był wojownikiem – opowiada. – Mówiąc kolokwialnie, to był człowiek z jajami.
W dzieciństwie całe dnie spędzali razem. Konstruowali łuki i dzidy, budowali szałasy i dokarmiali bezdomne psy, które kręciły się koło nie zawsze grzecznych dzieciaków. – Różne rzeczy robiliśmy w życiu. Dobre, niedobre, śmieszne z perspektywy czasu. Dużo czasu spędzaliśmy w naturze, to zawsze nas kręciło. W ogóle wydaje mi się, że tamte czasy kreowały nieco innych ludzi, one też wykreowały Kozaka.
Wspomina historię, jak naczytali się o Legii Cudzoziemskiej i postanowili się zaciągnąć. Ktoś gdzieś napisał, że przyjmują do niej wszystkich chętnych, trzeba tylko wpłacić 50 zł. Podany był nawet numer konta. – Mieliśmy po 17, czy 18 lat. Uzbieraliśmy po te 5 dych, wpłaciliśmy i nic. Do dzisiaj nikt się nie odezwał – wspomina Lech z uśmiechem. Chociaż w trakcie naszej rozmowy raczej do śmiechu mu nie jest. Mówi, że każdy, kto znał Kozaka, dzisiaj pogrążony jest w smutku. – Chociaż, kiedy dowiedziałem się, że nie żyje, przyjąłem tę wiadomość ze spokojem. Chyba spodziewałem się, że to może nastąpić.
Michał Przedlacki, dziennikarz TVN: – Janusz Szeremeta jest Bohaterem. Jest – bo będzie nim dopóty, dopóki pamięć o Nim nie umrze. A więc na to nie pozwólmy. Wiem, że co najmniej dwukrotnie wyniósł spod ciężkiego ognia towarzysza broni; w obu przypadkach Ukraińca. Aktów jego bohaterstwa zapewne jest więcej. Nie chwalił się tym zbytnio, ani nawet tym, że wynosząc rannego wrogów miał tak blisko, że sam musiał się ostrzeliwać. Żył jak Bohater. Był niezależny, trochę niepokorny, odważny i śmiały. I szczery. Odszedł z tego świata jak Bohater. Walczył pod ciężkim ostrzałem, odpierając natarcie. W ostatniej chwili zdołał jeszcze rzucić towarzyszowi broni magazynek, bo temu kończyły się pociski. (…) Chciał być Kozakiem, Kozakiem był, marzyła mu się Kozacka Sicz, tak starał się formować swój oddział. Nie był najemnikiem. Walczył o lepsze jutro dla swojej ukraińskiej rodziny, był prawdziwym żołnierzem Dobra. Cześć i Chwała Bohaterom!

Był kapitanem swojego okrętu

W 2021 roku Szeremeta wspominał: – Mam całe życie tak, że jak przyjeżdżali do nas Ukraińcy, jak słyszałem ten język, byłem mocno podniecony. Chciałem z nimi rozmawiać, chciałem z nimi być, cały czas myślałem, co jest tam, na wschodzie. Żyłem w Anglii przez 13 lat. Styl życia jest tam bardzo dobry, ale nie byłem szczęśliwy. Jak w 2014 roku przyjechałem na Ukrainę, od razu wiedziałem, że to jest moje miejsce, ci ludzie, ta kultura, ja sobie to wymarzyłem, trafiłem do Kozaków. To dało mi wolność, której szukałem całe życie.
W Ukrainie poznał dziewczynę, urodziła im się córka. Krążył jednak cały czas. Jeździł do Polski, wracał na chwilę do Londynu, żeby pozamykać wszystkie sprawy, które tam zostawił, znów pomieszkiwał w Dynowie. Był niespokojnym duchem. – Robił w życiu dużo rzeczy. Jak zaoszczędził trochę pieniędzy, to podróżował i poznawał fantastycznych ludzi. Potem znów gdzieś szedł do jakiejś pracy – wspomina przyjaciel z dzieciństwa. – Chwilę był kupcem, za chwilę podróżnikiem, a później bezdomnym. Z tej bezdomności znowu wbijał się na szczyt, cały czas był kapitanem swojego okrętu. Ciężko było za tym nadążyć. A jednocześnie był to chłopak, który ciągle szuka spokoju wewnętrznego. Chciał normalnego życia, chyba każdy do tego dąży.
Gdy Rosja najechała na Ukrainę, Janusza jakby dosięgło przeznaczenie. Nie zastanawiał się długo nad podjęciem decyzji. Już na początku marca w opublikowanym w sieci filmie mówił: – Jutro zaczynam swoją wojnę. Zapisałem się do Legionu Cudzoziemskiego. Jestem zdecydowany, żeby walczyć za wolność. Wolę jechać na Ukrainę niż siedzieć tu i patrzeć, co się dzieje. Jestem z wami Ukraińcy do końca. Wiecie, że was kocham. Będę walczył za waszą wolność i oczywiście za naszą. Bo jak tam nie zatrzymamy Putina, będzie nam, w Polsce, brudził.
– Motywację miał ogromną, czuł się do tego zobowiązany i to go tak naprawdę napędzało. Przez ostatnich 8 miesięcy się tam odnalazł, chciał walczyć i chciał coś robić. Nikt z nas nie dopuszczał myśli, że może zginąć. Wszystkim się wydawało, że ta wojna, to wszystko, co się tam dzieje, że to nas nie dotyczy. Jednak jesteśmy oportunistami. Przyzwyczailiśmy się do ciepełka, do ciepłej wody z kranu, do jedzenia na co dzień. Zapomnieliśmy, jak życie może być przewrotne czy trudne – mówi Janusz Lech. I dodaje na koniec: – Kozak na zawsze pozostanie bohaterem, który pokazał olbrzymią odwagę. Choć nie sądzę, żeby on takie słowa, jak odwaga brał pod uwagę i je rozkładał na czynniki pierwsze. On nie zastanawiał się, czy coś jest odważne, po prostu to robił.
Slava Ratynski: – Wczoraj w walce o Ukrainę poległ w bitwie Polak Janush Szeremeta. Był zdesperowanym, odważnym wojownikiem walczącym w Legionie Międzynarodowym. Takich światłych i energicznych ludzi rzadko się spotyka. Walczył o Ukrainę od pierwszych dni wojny. Powiedział, że w duszy jest Ukraińcem, mieszkał tu przez ostatnie 15 lat. Nie wyobrażał sobie wolnej Polski bez wolnej Ukrainy. Jak bolesne jest, gdy najlepsi odchodzą. Spoczywaj w pokoju, Kozak!

Grzegorz Król