
– Plan na dwa pierwsze mecze półfinałowe w Łańcucie zrealizowany w 100 procentach, prowadzicie w rywalizacji do 3 zwycięstw z zespołem Weegree AZS Politechniką Opolską 2-0.
– Ogromne podziękowania należą się kibicom, którzy dają na duże wsparcie, bo drużyna z Opola stawia ciężkie warunki. Myślę, że do poprawy nasuwa się najprostszy element rzemiosła koszykarskiego, czyli nasze straty. Drużyny, z którymi gramy chcą zwalniać grę, wiedzą, że jak pójdą z nami na wymianę, to nie mają szans w pojedynku na przewagi. Niektóre straty są niewymuszone, musimy nad tym popracować. Jeżeli zniwelujemy w okolicach 10-12 strat w meczu na poziomie pierwszej ligi, to myślę, że powinniśmy w następnym spotkaniu również zwyciężyć. Dziękuję chłopakom za zaangażowanie, a teraz musimy się szybko zregenerować. Fajnie, że jest tydzień na to, bo teraz był naprawdę maraton meczów, ale mamy „głowę do góry” i chcemy zamknąć jak najszybciej tę serię.
– Przez te ostatnie dwa tygodnie czuliście się niczym gracze NBA (siedem meczów w 13 dni). Mecze praktycznie co dwa dni i podróże…
– Tak, to naprawdę była męcząca rywalizacja poprzednio w Warszawie, ponieważ Dziki postawiły nam supertwarde warunki. Jak już wspomniałem, drużyny przygotowując się pod nas wiedzą, że jeżeli będą grać z nami na wymianę, to będzie im bardzo ciężko. Mamy duży potencjał w ofensywie, więc bardzo spowalniają grę. Grają na małą ilość posiadań. Ta gra jest „brudna”, ale na to też jesteśmy przygotowani. Też nie odstawiamy nóg, rąk, bo to jest play-off i chcemy naprawdę dawać z siebie maksa. To już jest końcówka sezonu, także chcemy wyjść z podniesioną głową.
– Paradoksalnie po tym bardzo ciężkim pierwszym meczu z zespołem z Opola, który kosztował was mnóstwo sił, dzień później było chyba nieco łatwiej?
– Myślę, że drużyna z Opola, też w tej poprzedniej rywalizacji z Tychami zostawiła dużo zdrowia. Wydaje mi się też, że grali w troszeczkę jakby zawężonej rotacji, bo trzech zawodników: Rutkowski, Kobel i Wilk grali średnio ponad 30 minut. Także na pewno dużo ich to kosztowało zdrowia. Nas również, ale tak jak powiedziałem, jesteśmy przygotowani, wiemy, po co gramy, chcemy naprawdę osiągnąć super wynik w tym sezonie. Znamy swój potencjał, chcemy z uniesioną głową zakończyć ten sezon i żeby wszyscy byli szczęśliwi – miasto, kibice. Nie mówimy ochoczo i hucznie, o co gramy, bo z pokorą do tego podchodzimy, ale chcemy zrobić naprawdę duży wynik i tego się trzymamy.
– W tym drugim meczu widać było w was też dużo więcej energii, niż w pierwszym spotkaniu…
– Myślę, że pokazaliśmy na przestrzeni całego sezonu, że w okrojonym składzie potrafiliśmy grać mecz po meczu, np. wtedy, kiedy były mecze w sobotę i środę, także byliśmy do tego przygotowani przez cały sezon, tak naprawdę, do takiej właśnie rywalizacji. Każdy, kto wchodzi na bosko, nieważne czy wchodzi na minutę, dwie, czy dziesięć, to daje maksa z siebie i to jest fajne, że stanowimy superkolektyw i każdy za każdego rzuci się w ogień. To jest fajne i to na pewno napędza całą drużynę, jak i kibiców. Mam nadzieję, że tak pozostanie do końca i z podniesioną głową zakończymy ten sezon.
– W tym półfinale numer dwa z ekipą z Opola, wdał się pan w delikatną wymianę zdań z trenerem, po której zaczął pan grać zdecydowanie lepiej i wybrany został nawet MVP spotkania…
– Koszykówka to nie jest gra dla grzecznych chłopców. Są emocje podczas pojedynków, ale później uściśniemy się, czy przybijemy piątkę. Wiemy, że takie emocje są czasami potrzebne, żeby wstrząsnąć drużyną czy zawodnikiem. To nie była jakaś tam wymiana zdań, tylko po prostu, troszeczkę sobie wyjaśniliśmy, co, kto ma pomóc, przybiliśmy pionę i już było wszystko ok.
– Widać było, że Filip Struski przejmuje role przywódcze w zespole. Parę razy zebrał pan kolegów i udzielał wskazówek.
– Staram się podpowiadać. Może też nie mam największego doświadczenia w drużynie, ale jak jest presja, albo pojedynek o wyższą stawkę, to nie chcę być schowany w cieniu, tylko chcę pomagać młodszym chłopakom i wspierać ich na duchu. Wydaje mi się, że oni rozumieją to, że czasami coś więcej powiem, ale wymagam od nich tego, żeby po prostu byli skoncentrowani 40 minut i żebyśmy nie robili głupich rzeczy, bo to kosztuje nas dużo zdrowia i straconych punktów.
– Przed wami teraz mecz, albo mecze w Opolu, gdzie są specyficzne kosze podwieszane z sufitu. Podobnie są m.in. w Tychach czy Łowiczu. Często słychać opinie, że inaczej się do nich rzuca niż to tych stojących na parkiecie…
– Dla mnie to jest temat rzeka, bo troszeczkę gramy na dziko w naszym kraju, że tak powiem. To już nie są lata 90. czy 2000., że się jeździło do hal, gdzie gdzieś tam była wylewka, jakieś kosze, gdzieś tam były trybuny za blisko. To już powinno wyglądać profesjonalnie. Powinniśmy się tego trzymać, że te kosze powinny być mniej więcej podobne w halach. Ale co do specyfiki hali, to na pewno Opole trenuje i gra tam na co dzień, więc na pewno będzie jakiś handicap, czyli przewaga ich parkietu, no ale właśnie to jest play-off. Graliśmy dwa mecze u siebie, wyciągnęliśmy je razem z kibicami, którzy nas wspierali i jedziemy teraz tam. To my mamy czyste głowy i nie gramy pod większą presją, bo to oni muszą nas gonić, jeśli chcą wyrównać stan rywalizacji. Ale z drugiej strony my też musimy być skoncentrowani. Na pewno sądzę, że będzie wyższy wynik, bo przy takich koszach gra się trochę inaczej, więc myślę, że ta rywalizacja powinna się szybko zamknąć. Oczywiście cały czas podchodzę do tego z pokorą, ale jesteśmy w gazie i chcemy to jak najszybciej skończyć, żeby odzyskać jak najwięcej zdrowia przed finałowym pojedynkiem.
– Wyższy wynik w Opolu oznacza, że łatwiej do takich podwieszonych koszy trafiać?
– Myślę, że tak, że rzuty spod kosza łatwiej te obręcze przyjmują. Można gdzieś tam oprzeć się o deskę. Wydaje mi się, że na pewno drużyna z Opola będzie to wykorzystywać, ale my również, chociaż ciężko jest zmienić swój styl gry w ciągu jednego dnia, pojechać tam i nagle rzucać o deskę czy wymyślać jakieś dziwne rzeczy. My musimy grać swoją koszykówkę. Na pewno będzie tam ciężki pojedynek, bo są to młodzi chłopcy, którzy też nie mają nic do stracenia. Myślę, że swój plan minimum wykonali. Teraz grają już tylko o coś dodatkowego, więc będzie to na pewno ciężka rywalizacja.
Rozmawiał Rafał Myśliwiec


