Każda kampania Google Ads wiąże się z wypuszczeniem do sieci różnych komunikatów reklamowych, które mają przełożyć się na realizację określonych celów. Zastanawiasz się, czy to Ci się opłaca? Chcesz to zmierzyć, ale nie wiesz, w jaki sposób? Wykorzystaj do tego wskaźnik ROI. Dzięki niemu sprawdzisz realną rentowność kampanii!
ROI – co to jest?
Na samym początku musimy wyjaśnić, czym jest owy wskaźnik ROI. To z ang. Return on Investment, co w dosłownym tłumaczeniu oznacza zwrot z inwestycji: https://sempai.pl/blog/czym-jest-wskaznik-roi-i-w-jaki-sposob-go-obliczyc/. ROI jest zdecydowanie jednym z najbardziej uniwersalnych wskaźników efektywności kampanii. W bardzo dokładny sposób przedstawia on nie zakładany, lecz rzeczywisty zwrot z inwestycji. ROI opiera się na zysku netto i jest wyrażony w procentach. Pozwala też sprawdzić, czy poniesione koszty nie przewyższyły zysku, czy opłaciło się inwestować w te działania i czy wybrano najefektywniejszą formę reklamy.
Jak obliczyć wskaźnik ROI i jak zinterpretować wynik?
Do obliczenia wskaźnika ROI przydaje się proste równanie matematyczne. W najprostszym ujęciu wystarczy podzielić zysk netto (czyli przychód minus całkowite nakłady inwestycyjne) przez wydatki (całkowite nakłady inwestycyjne), a następne pomnożyć otrzymaną wartość przez 100 procent (zysk / wydatki = ROI). Aby wynik wyszedł prawidłowy, musimy znać albo marżę, albo koszt wytworzenia produktu bądź usługi.
Dla zobrazowania i lepszego zrozumienia wyjaśnimy to na przykładzie. Zakładamy, że mamy produkt, którego wyprodukowanie kosztuje 80 zł, a sprzedajemy go za 160 zł. W ramach kampanii Google Ads, za którą zapłaciliśmy 150 zł, ośmiu klientów kupiło ten produkt, co dało nam zysk 1280 zł (8 x 160 zł). Przychód wyniósł zatem 1280 zł, a nakłady inwestycyjne 790 zł (80 zł x 8 + 150 zł za kampanię). Podstawiając to do wzoru, wychodzi: ((1280 – 790) / 790) x 100% = ROI. Po obliczeniach ROI równa się 62%.
Pozostaje jeszcze pytanie, jak interpretować ten wynik. Otóż nie jest to wcale takie trudne, jak mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać. Skoro nasz ROI wyniósł 62%, to za każde wydane 1 zł otrzymujemy dokładnie 1,62 zł. W ten sposób nie tylko zwraca się poniesiony koszt, ale i zarabiamy 0,62 zł. Oczywiście im wyższy będzie ROI, tym lepiej.
Co ważne, wskaźnik ROI może też mieć wartość ujemną, gdy kampania okaże się źle zoptymalizowana, gdy wybrano nieodpowiednie kanały komunikacji lub źle dopasowano treści i potrzebna jest zmiana strategii.
Dwa dodatkowe wskaźniki mierzące efektywność kampanii
Nie tylko ROI pozwala sprawdzić, czy działania reklamowe się opłacają. Służą do tego również dwa kolejne wskaźniki, a mianowicie ROAS i ERS.
I tak ROAS to z ang. Return on Ad Spend, co oznacza na zwrot wydatków przeznaczonych na reklamę. Sprawdzamy wówczas nie zwrot z inwestycji, lecz samą kampanię. Nie musimy już znać ani wysokości kosztów produkcji, ani wysokości marży, nie są też brane pod uwagę podatki czy koszty transportu. ROAS mierzymy po prostu poprzez podzielenie przychodu z kampanii przez koszt kampanii i pomnożenie wyniku przez 100%. Tutaj również im ten wskaźnik będzie wyższy, tym lepiej, choć nie jest on tak precyzyjny jak ROI.
Natomiast ERS – z ang. Efective Revenue Share – oznacza stosunek wszystkich opłat do całkowitej kwoty transakcji. Najprościej mówiąc, do obliczeń potrzebujemy tych samych wartości, co w przypadku ROAS, ale w odwrotnej kolejności. Zatem ERS otrzymujemy, dzieląc koszt kampanii przez przychód z niej i mnożąc wynik przez 100%. Widzimy wówczas, jaką część przychodu pochłaniają działania reklamowe.
Podsumowując, bez względu na to, czy zdecydujemy się na obliczanie ROI, ROAS czy ERS, musimy pamiętać jedno. Każdą kampanię dokładnie monitorujmy i sprawdzajmy, czy się nam opłaca, a pieniądze nie są wyrzucane w błoto.
Artykuł partnera



