Władzy nie pomogła taktyczna zmiana ministra rolnictwa i rozwoju wsi. Nowo powołanemu szefowi resortu dostało się na spotkaniu z przedstawicielami organizacji rolniczych. – Rynek rolny jest załatwiony na dwa lata. Pan przyjeżdża na godzinę i mówi, że pan nie ma czasu. My próbujemy panu podpowiedzieć, co należy zrobić, a pan udaje, że nie ma czasu – mówił jeden z rolników. W środę w Hrubieszowie (lubelskie) przy szerokim torze, którym do Polski wjeżdża ukraińskie zboże, rozpoczął się protest rolników. – Nie ustąpimy! – zapowiadają.
Wyniki wyborów parlamentarnych w 2019 r. pokazały, że polska wieś stoi murem za PiS-em. Na partię rządzącą zagłosowało wówczas 56,2 proc. mieszkańców wsi. Polskie Stronnictwo Ludowe zebrało zaledwie nieco ponad 12 proc. chłopskich głosów. Można powiedzieć, że rolnicy PiS-owi zaufali. Teraz to już przeszłość, teraz chłopi są wściekli na rządzących i nie kryją tego. Protestują i nie mają zamiaru przestać. A wszystko przez nierozważną politykę rządu wobec ukraińskiego zboża i innych płodów rolnych. W założeniu Polska miała być dla nich krajem tranzytowym. Z naszego kraju zboże i inne płody rolne z Ukrainy miały trafiać np. do krajów Afryki Północnej. Miały, ale jakimś cudem zostają w Polsce i kolokwialnie mówiąc „psują” nasz rynek rolny. Nie tylko dlatego, że napływ ukraińskiego zboża, miodu czy orzechów powoduje drastyczny spadek cen, ale także dlatego, że często są to płody rolne wątpliwej jakości i niespełniające obowiązujących w UE norm. W dodatku po żniwach w zeszłym roku, nim doszło do tej sytuacji, ówczesny minister rolnictwa i rozwoju wsi, Henryk Kowalczyk wprowadził polskich rolników w błąd. Mianowicie powiedział, żeby nie spieszyli się ze sprzedażą zboża, bo jego ceny pójdą w górę. Rolnicy posłuchali, a teraz przeklinają to posłuszeństwo wobec Kowalczyka. Ceny bowiem w górę poszły, ale bynajmniej nie zboża, tylko nawozów i paliwa! Chłopi ubożeją z dnia na dzień, nie mają gdzie sprzedać swoich plonów, a jeśli jest już taka możliwość, to za psie pieniądze.
Kowalczyk odszedł, ale nie przeprosił
O chłopach mówi się, że są to ludzie cierpliwi, ale także konsekwentni. Kiedy się im ktoś narazi, powinien mieć się na baczności. Naraził się minister Kowalczyk, więc gdzie się potem nie pojawiał, witały go gwizdy i obraźliwe okrzyki. Rządzący zdali sobie sprawę, że rolnicy nie odpuszczą, gdy prawie trzy tygodnie temu rozpoczęli protest przed Urzędem Wojewódzkim w Szczecinie i rozbili tam tzw. zielone miasteczko. Władza liczyła, że jeśli „poświęci” Kowalczyka, uspokoi rolników i jakoś to będzie. Zatem minister Kowalczyk podał się do dymisji. Oczywiście nie przeprosił za nic, jako winnego swego odejścia wskazał… UE. – Jednym z punktów porozumienia z rolnikami było zobowiązanie, że polski rząd wystąpi do Komisji Europejskiej o uruchomienie klauzuli ochronnej w zakresie importu bezcłowego zboża z Ukrainy – przypomniał Kowalczyk. – Taki wniosek poszedł 31 marca ze strony polskiego rządu, wspólnie z rządami Słowacji, Rumunii, Węgier i Bułgarii, natomiast Komisja Europejska opublikowała projekt przedłużenia bezcłowego i bezkontyngentowego importu zbóż z Ukrainy na kolejny rok, co ma obowiązywać od czerwca tego roku do 5 czerwca 2024 r. – podkreślił, dodając, że w związku z tym rezygnuje z funkcji ministra rolnictwa i rozwoju wsi.
Nowy minister, ta sama retoryka
Kowalczyka zastąpił Robert Telus. Jakoś nie widać, by nowy minister wzbudził wielkie zaufanie chłopów. Pokazało to choćby jego wtorkowe spotkanie z organizacjami rolniczymi z Polski, Czech, Rumunii, Bułgarii i Słowacji w Rakołupach Dużych koło Chełma na Lubelszczyźnie.
– Miało być spotkanie, uzgodnione stanowisko – zaczął Władysław Serafin, przedstawiciel organizacji rolnych. – Proszę państwa, nie chciałbym, aby to dobre spotkanie… – usiłował odpowiadać minister Robert Telus. Rolnik jednak nie dał się zbić z pantałyku i kontynuował. – Nie było ono dobre! Dla pana było dobre, a dla mnie nie (…) Pan naopowiadał bzdur – stwierdził wprost Serafin. – Sprawa jest tak ważna. Rynek rolny jest załatwiony na dwa lata. Pan przyjeżdża na godzinę i mówi, że pan nie ma czasu. My próbujemy panu podpowiedzieć, co należy zrobić, a pan udaje, że nie ma czasu – irytował się inny rolnik. Nowy minister rolnictwa i rozwoju wsi nie zaskoczył swoimi wypowiedziami. Podobnie jak inni członkowie rządu Zjednoczonej Prawicy powtarzał, że sytuacja w innych krajach jest równie zła. To stały element retoryki tej władzy. – Ceny zboża są niskie w całej Europie, nie tylko w państwach graniczących z Ukrainą, a jedną z przyczyn tego stanu jest to, że do Europy cały czas trafia zboże z Rosji – przekonywał R. Telus, dodając, że „nie może być tak, że w tej sprawie pomagają tylko niektóre kraje, które są najbliżej, ponoszą koszty tej pomocy, a inne kraje nie ponoszą kosztów tej pomocy”.
– Dlatego (…) po tym spotkaniu zwrócę się do moich odpowiedników z tych krajów, żebyśmy wspólnie wystąpili do UE, żeby bardzo mocno zrewidowała sprawę ceł od czerwca, bo to jest najważniejsza rzecz, żebyśmy to wspólnie zrobili w ten sposób, żeby ta alokacja tych produktów była równomiernie rozłożona po Europie – mówił minister rolnictwa i rozwoju wsi.
Kołodziejczak: – To tylko obietnice i puste słowa
Lider Agrounii Michał Kołodziejczak nazwał te wypowiedzi Telusa „wyłącznie obietnicami i pustymi słowami”. – Chce się też obwiniać niektóre firmy, które handlują zbożem (…). Mam wrażenie, że dzisiaj rząd Prawa i Sprawiedliwości ma taki pomysł, żeby skłócić rolników z firmami i żeby tutaj zaczęła się w środku wojenka. Te firmy nie działały normalnie, nie działały etycznie, to było wbrew interesowi naszemu narodowemu, ale działały zgodnie z prawem, które państwo ustaliło – zauważył Kołodziejczyk i przy okazji zapowiedział środowy (12 kwietnia) protest rolników w Hrubieszowie. Rolnicy słowa dotrzymali i w ten dzień pojawili się w Hrubieszowie. Chcieli zablokować szeroki tor, ale nie pozwoliła im na to policja. Stanęli więc opodal z biało czerwonymi flagami i transparentami m.in. z napisem „Ukraińska pszenica, polskie nawozy i ropa wykończą chłopa!!!”. – Żyjemy w fikcji, którą tworzy Prawo i Sprawiedliwość, że jakoś to będzie – mówił w Hrubieszowie Kołodziejczyk. – Ja mówię tutaj wprost: jakoś nie będzie. Chłopi, nie będzie jakoś! – kontynuował lider Agrounii. – Dziś po co mamy to siać, kiedy za chwilę nie będzie, gdzie sprzedać naszych zbiorów albo za psie pieniądze oddać firmom, które dzisiaj się na tym wszystkim dorabiają – zauważył. Chłopi zapowiedzieli, że ich protest potrwa tydzień. Domagają się m.in. nałożenia cła na zboże z Ukrainy.
Monika Kamińska


