
Ekipa aktualnie sprawująca w Polsce władzę konstytucję ma za nic i łamie jej zapisy, kiedy tylko ma na to ochotę! Zwyczajni obywatele nie zawsze zdają sobie sprawę, że takie działania są wymierzone przede wszystkich w „szarego” Polaka. A teraz władza chciałaby jeszcze skłonić opozycję do poparcia zmian w konstytucji pod pozorem wprowadzania przepisów antyputinowskich.
W ćwierćwieczu obowiązywania naszej konstytucji dorosło całe pokolenie Polaków, dla których takie pojęcia jak: demokracja, godność człowieka, wolność słowa, praworządność, wolne sądy, wolne wybory, czy też święte prawo własności, są niezaprzeczalną wartością, rzeczywistością i oczywistością – mówił podczas uroczystości obchodów 25- lecia uchwalenia Konstytucji RP w sejmowej sali Kolumnowej wicemarszałek Sejmu, Piotr Zgorzelski, który ze swoim klubem Koalica Polska-PSL te obchody zorganizował. – Nikt jednak nie przypuszczał, że prawdziwą próbę ognia konstytucja będzie przechodziła po 2015 roku – kontynuował. – Lekceważona, deprecjonowana i łamana przez tak zwaną Zjednoczoną Prawicę, stała się przez to jeszcze silniejsza. W efekcie tego rozwinął się wyjątkowy rodzaj nowoczesnego patriotyzmu, czyli patriotyzm konstytucyjny. Dzięki niemu wolni obywatele zaczęli definiować swoje życie, swoją aktywność poprzez prawa zawarte i zagwarantowane przez Ustawę zasadniczą – stwierdził wicemarszałek Sejmu, nawiązując do tego, że od kiedy Polską rządzi Zjednoczona Prawica, konstytucji muszą bronić przed rządzącymi po prostu obywatele. Muszą, bo jak zauważył z lider PO, Donald Tusk: – Problemem Polski dzisiaj nie jest słaba konstytucja, problemem tej konstytucji nie jest brak zabezpieczeń, problemem konstytucji, Polski, obywatelek i obywateli Polski i naszym problemem jest to, że do władzy doszli ludzie, którzy tę Konstytucję świadomie, cynicznie, bezwzględnie gwałcą i to w najistotniejszych jej fragmentach – stwierdził Tusk. – Ja bym jednak ze względu na szacunek do konstytucji, konstytucji jako zasady i konkretnej tej konstytucji, zastanawiał się szczególnie w tym gronie, jak odsunąć od władzy ludzi, którzy ją unieważniają – dodał. Szymon Hołownia, lider Polski 2050 mówił o tym, że to, co zobaczyliśmy zwłaszcza w ostatnich latach, pokazuje, że konstytucja RP, mając w zasadzie wszystkie przymioty, których od niej oczekiwalibyśmy, nie ma „zamontowanego wewnątrz siebie ogrodzenia”. – I to jest jej największa wada – ocenił Hołownia.
O co tak naprawdę chodzi? Choć wielu Polaków przejawia wspomniany przez Piotra Zgorzelskiego patriotyzm konstytucyjny i protestuje przeciwko temu, co z konstytucją wyprawia aktualna władza, całkiem sporo z nas niespecjalnie orientuje się, jak Konstytucja jest łamana i wykorzystywana przez ekipę rządzącą, a także, jakie to ma skutki dla przeciętnego obywatela. Geneza istniej kpiny władzy z Konstytucji tkwi nie w samej Ustawie Zasadniczej, a w tym, że można – i ta władza zrobiła to wręcz koncertowo – uzależnić taki organ jak Trybunał konstytucyjny od rządzących. Kiedy się tak stanie TK, przestaje być gwarantem przestrzegania Konstytucji, a jest narzędziem w rękach władzy i wykonuje to, czego ta władza oczekuje. Jeśli zatem władzy nie odpowiada jakiś przepis prawa albo jakaś ustawa, to TK na jej zlecenie uznaje ów przepis lub ustawę za niekonstytucyjne i przestają one obowiązywać. Tak było w przypadku tzw. ustawy antyaborcujnej obowiązującej od 1993 roku, a konkretnie zapisu, że kobieta w Polsce ma prawo usunąć ciążę, gdy płód jest nieodwracalnie uszkodzony albo cierpi na nieuleczalną chorobę zagrażającą jego życiu. W październiku 2020 roku na zlecenie władzy Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej orzekł, iż ów zapis jest sprzeczny z naszą konstytucją. Nikt wcześniej, łącznie z okresem, kiedy od 2005 roku rządziło PiS na spółkę z LPR i Samoobroną nie podnosił, jakoby ten zapis był niekonstytucyjny. Można powiedzieć, że teraz „okazało się”, że takowy jest. A tak naprawdę to upolitycznienie TK i oddanie kierowania nim Julii Przyłębskiej, którą prezes PiS Jarosław Kaczyński nazywa swoim „odkryciem kulinarnym”, pozwala na takie praktyki. A one mają kluczowe znaczenie dla zwyczajnych obywateli. W przypadku wspomnianego zapisu uznanego za niezgodny z konstytucją polscy obywatele zaprotestowali zdecydowanie, co oczywiście nie „wzruszyło” władzy, ale pokazało wspomniany wcześniej patriotyzm konstytucyjny. Bo po tym wyroku TK Przyłębskiej każda kobieta w Polsce będzie musiała urodzić śmiertelnie chore albo głęboko niepełnosprawne dziecko. Każda kobieta, której nie będzie stać na aborcję w polskim podziemiu aborcyjnym albo zagranicą.
Kolejnym przejawem patriotyzmu konstytucyjnego są protesty obywateli przeciwko upolitycznianiu przez rządzących trzeciej, z założenia niezależnej od polityków władzy, czyli władzy sądowniczej. Komuś może wydawać się, że ten problem dotyczy wyłącznie sędziów. Otóż tak nie jest. W naszej konstytucji wyraźnie jest napisane, że mamy trójpodział władzy. Gdy rządzący naruszają tę zasadę, a czynią to choćby przez powoływanie sędziów przez stworzoną z przychylnych im przedstawicieli władzy sądowniczej Krajową Radę Sądownictwa, to na życie szarego obywatela ma to kluczowy wpływ. Każdy z nas może bowiem trafić przed sąd jako strona, oskarżony, czy nawet świadek. Stając przed sądem mamy nadzieję, że ten będzie niezawisły i bezstronny. W sytuacji, gdy sędzia jest zależny od rządzących i im podległy, nie możemy mieć żadnej pewności, że będzie orzekał zgodnie ze swą wiedzą i doświadczeniem życiowym. Możemy natomiast mieć obawy, że będzie orzekał tak, jak oczekują rządzący. Tego rodzaju uzależnianie władzy sądowniczej od polityków może mieć niezwykle daleko idące w czasie skutki. A to dlatego, że każda następna ekipa rządząca może nie chcieć zmienić podległości władzy sądowniczej od polityków, bowiem pokusa panowania nad wymiarem sprawiedliwości jest spora.
Mało kto z tzw. przeciętnych zjadaczy chleba zdaje sobie sprawę z tego, że obecnie rządzący jawnie łamią naszą Ustawę zasadniczą dopuszczając do takiego poziomu inflacji, jaki obecnie mamy. Art. 227 ust. 1 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej mówi bowiem, poza tym, że centralnym bankiem państwa jest Narodowy Bank Polski i przysługuje mu wyłączne prawo emisji pieniądza oraz ustalania i realizowania polityki pieniężnej, że NBP odpowiada za wartość polskiego pieniądza. Prosto mówiąc, zadaniem NBP jest niedopuszczanie do wzrostu inflacji, która jest niekorzystna dla obywateli, bo drenuje im skutecznie portfele. Narodowy Bank Polski ma do tego narzędzie, a są nim stopy procentowe. Gdy się je obniża, pozwala się na wzrost inflacji, a ich obniżanie inflację hamuje. Przy tym im niższe stopy procentowe, tym wyższy wzrost gospodarczy, a z kolei podnoszenie stóp procentowych wzrost gospodarczy spowalnia. Dla obywateli najlepiej jest, gdy tempo wzrostu gospodarczego jest jak najwyższe, bo wówczas rosną płace. Dlatego realizując swe zadanie, NBP powinien bardzo roztropnie posługiwać się stopami procentowymi. Zwykle tak było, ale nie w przypadku tej ekipy rządzącej. I niestety, wygląda na to, że nie jest to przypadek. O ile bowiem dla obywateli najlepiej jest, gdy inflacja jest niska lub mamy nawet do czynienia z deflacją, o tyle dla rządu wysoka inflacja oznacza zwiększone wpływy do budżetu. Stąd zazwyczaj NBP i rząd nie są w najlepszej komitywie. Teraz jest inaczej, bo obserwując „ruchy” NBP w kwestii szalejącej inflacji i stóp procentowych widzimy, że NBP „gra” dla rządu, a nie dla obywateli. A to znaczy, że będziemy za towary i usługi oraz media płacić coraz więcej.
Wspomniane tu przykłady odbierania obywatelom ich praw wynikających z konstytucji, to wierzchołek góry lodowej. Te przykłady można, niestety, mnożyć. A przecież każde łamanie konstytucji przez władzę, to godzenie w obywateli, czyli w nas, Polaków. To ograniczanie naszych swobód obywatelskich i praw. Pamiętajmy, że Konstytucja to nie jakaś tam „książeczka”, to Ustawa zasadnicza i zasadnicza sprawa dla każdego z nas.
Monika Kamińska


